Premier i minister finansów zapowiedzieli w środę, że chcą zmniejszyć obciążenia podatkowe dla tzw. klasy średniej. Mają w tym pomóc nowa, pośrednia stawka PIT w wysokości 24 procent oraz podniesienie drugiego progu podatkowego z obecnych 120 do 130 tysięcy złotych. Tu wyjaśniamy, kto najbardziej skorzysta na tych rozwiązaniach.
Jeśli ogłoszone zmiany wejdą w życie, budżet państwa może zostać uszczuplony o nawet 10 miliardów złotych. Rządzący nie mogą sobie pozwolić na tak duży wydatek, dlatego równolegle planują też podwyżkę podatku CIT dla dużych przedsiębiorstw, wyższą daninę solidarnościową i ograniczenie ryczałtu. Ostatnią z tych propozycji skrytykował już między innymi jeden z liderów Konfederacji, Sławomir Mentzen.
"Symboliczne podwyższenie progu podatkowego, ale w zamian potężne uderzenie w polskie małe firmy. Dopiero co rząd PiS wyrzucał setki tysięcy przedsiębiorstw z podatku liniowego na ryczałt, a teraz rząd KO obniża limit ryczałtu prawie dziesięciokrotnie" - napisał polityk. W jego ocenie to "kolejna negatywna rewolucja podatkowa dla mnóstwa polskich małych firm".
WIDEODrugi próg boli. Kiedy przestanie? Dopiero po wyborach
Zapłacą nie tylko najbogatsi prawnicy i programiści?
Wątpliwości części polityków potwierdzają eksperci z branży podatkowej. - Rząd zaproponował bardzo duży skok. Mówimy aż o ośmiokrotnej zmianie limitu w dół. Resort zapowiedział tym samym całkowity zwrot w stosunku do obecnych przepisów, które funkcjonują już od kilku lat - komentuje w rozmowie z money.pl doradca podatkowy Andrzej Marczak.
Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych to jedna z trzech podstawowych form opodatkowania przedsiębiorców. Taki sposób rozliczeń z fiskusem stał się bardzo popularny po wprowadzeniu tzw. Polskiego Ładu w czasach rządów PiS.
Ministerstwo Finansów obniżyło wówczas stawki dla wielu branż. Podniosło również limit przychodów, uprawniający do korzystania z ryczałtu, do wysokości 2 mln euro. Teraz kierownictwo resortu chce powrotu do dawnego limitu, wynoszącego 250 tys. euro.
- Limit, który wynosi dzisiaj 2 miliony euro przychodu, może na pierwszy rzut oka wyglądać na sporą kwotę, dopóki nie weźmiemy specyfiki funkcjonowania wybranych branż - tłumaczy dr Piotr Sekulski z firmy doradczej Outsourced.pl.
- Rzeczywiście, zaproponowaną zmianę odczują informatycy, programiści czy lekarze o zarobkach przekraczających w skali roku np. półtora miliona złotych. Ale możemy przypuszczać, że takich przypadków będzie stosunkowo niewiele - dodaje nasz rozmówca.
Natomiast nikt nie mówi o tym, że obniżony limit uderzy również w te branże, które mają duże obroty i operują na niskich marżach. Mam na myśli między innymi drobnych sklepikarzy czy handlowców, którzy płacą dziś 3-procentowy podatek. Pomimo dużego obrotu - a tym samym dużych przychodów - realny dochód, jaki zostaje takim przedsiębiorcom w kieszeni z powodu niskich marż, może być niewielki
Wtóruje mu Andrzej Marczak. - Nie jestem pewien, czy resort finansów ma świadomość, kogo te zmiany dotkną w praktyce. Mam na myśli to, że w obecnym limicie mieszczą się również małe biznesy. To może być sklep z dużymi obrotami, firma zajmująca się przewozem, gastronomia. Tego typu przedsiębiorstwa będą musiały liczyć się z wyraźnym wzrostem obciążeń - ostrzega ekspert.
- Podsumowując, zaproponowane zmiany dotkną najlepiej zarabiających, co wydaje się zgodne z celem Ministerstwa Finansów, ale skutki nowych rozwiązań mogą odbić się rykoszetem także na mniej zamożnych - dodaje Piotr Sekulski.
System podatkowy "wpycha" firmy w ryczałt
Nasi rozmówcy zgodnie przyznają, że jeśli rząd przeprowadzi zapowiedziane zmiany, ryczałt przestanie być atrakcyjną formą rozliczeń. Jak tłumaczy Andrzej Marczak, dziś korzystają na tym osoby prowadzące działalność gospodarczą, które nie ponoszą znaczących kosztów uzyskania przychodu.
Trudno się dziwić tak dużej popularności tego rozwiązania. Takie zasady rozliczeń zaproponował sam ustawodawca. Różnice w porównaniu do obciążeń na zwykłej skali podatkowej są tak duże, że można wręcz powiedzieć, iż skonstruowany w ten sposób system niejako "wpycha" przedsiębiorców w ryczałt
- Na zwykłej skali podatkowej mamy 9 procent składki zdrowotnej, a po przekroczeniu 120 tys. złotych dochodu płacimy 32 procent podatku PIT, co daje nam razem 41 procent - wylicza ekspert. - Pamiętajmy też o 4-procentowej daninie solidarnościowej powyżej miliona złotych - dodaje.
Dla porównania ryczałt to wiele różnych stawek, w zależności od rodzaju wykonywanej działalności może to być np. od 3 do 17 proc. Składkę zdrowotną też trzeba opłacać, tyle że jest ona ustalana kwotowo, a nie procentowo. W tym roku może ona wynieść maksymalnie ok. 1,5 tys. złotych miesięcznie, co przy znaczących dochodach stanowi bardzo dużą korzyść dla podatników w porównaniu z rozliczaniem się na zwykłej skali podatkowej - podsumowuje Marczak w rozmowie z money.pl.
Zamiast ryczałtu przejście na "liniówkę"?
Zdaniem Piotra Sekulskiego, po przegłosowaniu zmian w ryczałcie, wielu przedsiębiorców wybierze do rozliczeń podatek liniowy. - To będzie dla nich naturalna alternatywa. Stawka wynosi tam 19 proc., co można uznać za stosunkowo niewielki wzrost - wskazuje ekspert. - Ale trzeba też pamiętać o składce zdrowotnej na poziomie 4,9 proc. - podkreśla nasz rozmówca.
- W razie zmiany przepisów, księgowych, doradców podatkowych i samych przedsiębiorców czeka dużo liczenia, jaka forma opodatkowania będzie dla ich konkretnej działalności optymalna - komentuje dr Sekulski.
Widzę w tych pomysłach pewną próbę zmiany podejścia do ryczałtu. Ministerstwa Finansów przeczy trochę idei prostego opodatkowania dostępnego dla wszystkich, która z jednej strony jest dogodna dla przedsiębiorców, ale z drugiej strony jest również użyteczna dla organów kontroli podatkowej. Może to być szerszy element systemowej zmiany. Przy czym warto przypomnieć, że całkiem niedawno, bo pod koniec lipca tego roku, to samo Ministerstwo Finansów wycofało się z bardzo wielu innych pomysłów wobec ryczałtowców
Rządzący chcą, by zapowiedziane zmiany podatkowe zaczęły obowiązywać w 2027 r. Ministerstwo Finansów nie przygotowało jeszcze odpowiedniego projektu przepisów. Nie ma też pewności, czy ustawę w tej sprawie podpisze prezydent Karol Nawrocki.