Prezydent zablokował podatek. Alarmuje ws. kosztów. Ma rację?

Prezydent Karol Nawrocki uważa, że skutkiem wprowadzenia podatku od nadzwyczajnych zysków, planowanego przez rząd Donalda Tuska, będzie fala podwyżek. Część ekspertów z takim twierdzeniem się nie zgadza. - Koncerny paliwowe nie przerzuciłyby tego podatku na konsumentów - uważa Dawid Czopek, ekspert rynku paliw z FIZ Polaris.

Dawid CzopekPrezydent Karol Nawrocki, Dawid Czopek
Źródło zdjęć: © Agencja Wyborcza.pl, mat. prasowe | Slawomir Kaminski, Dawid Zuchowicz
Marta Bellon

W lipcu prezydent Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych w okresie od marca do grudnia 2026 r. Tłumacząc tę decyzję, argumentował, że "rachunek zapłacą wtedy nie tylko kierowcy. Zapłacą rolnicy, transportowcy, małe przedsiębiorstwa i rodziny kupujące żywność, której cena zależy przecież również od kosztów przewozu".

- Nowy podatek nie obniża cen paliwa. Ma przede wszystkim dostarczyć pieniędzy do budżetu. Nie mogę zaakceptować sytuacji, w której próbę łatania finansów państwa przedstawia się obywatelom jako ochronę ich interesów, podczas gdy skutkiem będzie kolejna fala podwyżek - przekonywał prezydent.


WIDEO
Auta znikają po 50 dniach. Szef serwisu ujawnia


Przypomnijmy: opodatkowaniu podlegać miała nadwyżka ponad 20 proc. wzrostu przychodów. Nowy podatek miał objąć 20-30 przedsiębiorstw, w tym Orlen. Ustawę wprowadzającą nową daninę Sejm przyjął w czerwcu. Wpływy z tzw. windfall tax miały sięgnąć 4 mld zł i sfinansować działania osłonowe na rynku paliw.

- Koncerny paliwowe nie przerzuciłyby tego podatku na konsumentów - komentuje dla money.pl Dawid Czopek, ekspert rynku paliw z FIZ Polaris.

Jak tłumaczy, rynek paliw - wbrew pozorom - zachowuje się bardzo racjonalnie.

Specyficzna konstrukcja podatku

- Ceny paliw w Polsce wynikają wprost z cen benzyny czy diesla na światowych rynkach (nie ropy - a to ważne rozróżnienie). Do tych cen dolicza się tzw. premię lądową, na którą składają się w miarę stałe koszty logistyki, magazynowania oraz domieszek biopaliw - wyjaśnia.

I dodaje, że w momentach, gdy Orlen podnosi premię lądową, importerzy zwykle zwiększają swoją aktywność. W efekcie można nabyć paliwo z dyskontem w stosunku do oficjalnych cenników Orlenu, co poprawia konkurencyjność rynku.

Prezydent ma rację, że podatki z zasady podnoszą koszty działalności i ostatecznie są przerzucane na konsumentów. Jednak konstrukcja tego konkretnego podatku jest specyficzna. Formuła jest skonstruowana tak, że pozwala zarobić o 20 proc. więcej niż w ubiegłym roku - a warto przypomnieć, że zeszły rok był dla Orlenu udany, ponieważ marże były wyższe niż zazwyczaj. Podatku nie płaci się więc do momentu osiągnięcia progu zarobków z zeszłego roku (powiększonego o 20 proc.), a dopiero od samej nadwyżki odprowadza się 60 proc.

- wyjaśnia ekspert. 

Jak dodaje, nie mamy tu zatem do czynienia z sytuacją, w której na wszystkich równo nakłada się kolejną daninę o charakterze stałym (np. jako procent od przychodów) - taka konstrukcja niechybnie doprowadziłaby do podniesienia cen dla wszystkich.

- Obrazowo można to porównać do poziomu wody: gdy podnosi się poziom akwenu, wszystkie łódki unoszą się wyżej. Taki charakter ma na przykład podatek bankowy, który wszystkie banki płacą powszechnie i traktują jako koszt doliczany do marży. W przypadku windfall tax nie widzę takiego zagrożenia - mówi wprost Dawid Czopek.

- Część uczestników rynku podnosi argument, że podatkiem powinny zostać objęte przede wszystkim rafinerie, bo to one osiągają dziś nadmiarowe zyski. Jest to prawda, ale z drugiej strony - jeśli importerzy nie wygenerują nadmiarowych zysków (czyli wyższych o ponad 20 proc. niż przed rokiem), to przecież tego podatku nie zapłacą - podsumowuje.

Wybrane dla Ciebie