rolnicy (strona 9 z 31)

Janusz Piechociński radzi Tuskowi i apeluje do rolników. "Nie tędy droga"
WIDEO

Janusz Piechociński radzi Tuskowi i apeluje do rolników. "Nie tędy droga"

Gdyby zadzwonił do pana Donald Tusk i zapytał: "Janusz, co ja mam zrobić z tymi rolnikami", to co by mu pan doradził? – pytał Paweł Pawłowski w programie "Newsroom" WP Janusza Piechocińskiego, byłego premiera i ministra gospodarki. – To jest w tej chwili próba sprowadzenia konfliktu, który eskalował, do miejsca, w którym powinien się on znajdować: do stołu i do rozmów, do szukania rozwiązań – powiedział były premier. – To wszystko w obliczu wojny, które weszła w trzeci rok, poważnie bije w nasz wizerunek. Ostatnio lepszym krajem do tranzytu jest Rumunia. Przez ten kraj wypłynęło 14 mln ton ziarna ukraińskiego. Poprzednia ekipa z dużą łatwością rzucała proste rozwiązania problemów na konferencjach prasowych. Zarządzono interwencyjny skup malin, a osoba, która bezprzetargowo została wyłoniona, znalazła się na listach wyborczych PiS. Dużo niepraktycznego zadęcia politycznego i uciekania – z tym mieliśmy do czynienia. Nie tędy droga. Trzeba się cieszyć z deklaracji o dodatkowych działaniach osłonowych i z tego, że Bruksela zmienia myślenie na temat wsparcia rolników i Zielonego Ładu. Ale trzeba pamiętać, że zdrowa żywność to także Zielony Ład. Postulat tak bardzo przez wszystkich pożądany. Ostatnia, najważniejsza sprawa i apel do rządzących – nie wolno ustawać w promocji eksportu i w poszukiwaniu nowych rynków zbytu dla polskich produktów. Po zajęciu Krymu zostaliśmy z wysokim plonem jabłek, ale wprowadziliśmy cydr, wypromowaliśmy polskie jabłko. I to się udało. Nie było zysku, ale nie było przede wszystkim marnowania. W tej chwili koncentrujemy się na tym, ile traktorów przyjedzie do Warszawy i co będzie na banerach. A ja mam apel do rolników: trzeba ograniczyć skalę emocji, trzeba przejść do racjonalnego działania i wspomóc tych, którzy są w trudnej sytuacji. Najważniejsze jest zachowanie ciągłości produkcji, bo inaczej gospodarstwa upadną – alarmuje Piechociński.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Janusz Piechociński bije na alarm. "Wtedy Zielony Ład nie przeszkadzał"
WIDEO

Janusz Piechociński bije na alarm. "Wtedy Zielony Ład nie przeszkadzał"

Michał Kołodziejczak, który do niedawna stał na czele protestów rolniczych, dziś jest politykiem, członkiem polskiego rządu. To kłopot dla niego? - Mało tego, ci którzy szli w wyborach razem z PiS-em, dziś stają na czele protestów. Mówię o niektórych działaczach "Solidarności" - powiedział w programie "Newsroom" WP Janusz Piechociński, były wicepremier i minister gospodarki. - A wtedy milczeli. Zielony Ład im się wówczas podobał. Nie jest tak, że jak przez pięć lat popełniło się masę błędów, a one zdetonowały, to teraz w perspektywie miesiąca czy dwóch te problemy nagle się rozwiąże. Jedynym zasobem polskich gospodarstw, które żyją z produkcji roślinnej, jest zgromadzona w silosach pszenica i kukurydza. Rolnictwo produkcyjne jest w bardzo trudnej sytuacji, bo całkowicie utraciło rentowność. Rolnicy wchodzą w zmiany potwornie zadłużeni. Pytają mnie: jak ja mam posypać pole nawozem? Zużycie nawozów mocno spada. Efekt? Zbiór będzie mniejszy, a za rok, za dwa ziemia utraci swoje walory. To wszystko rzutuje na te emocje, które mamy na ulicy. Rolnicy nie mają pieniędzy, sprzedają bez rentowności, część pieniędzy mają zamrożone w towarze, którego nie mogą sprzedać. To odbije się na gospodarce, bo rolnicy są poważnym graczem z punktu widzenia modernizacji i inwestycji. Jesteśmy potęgą w wytwarzaniu maszyn rolniczych, a dramatycznie spada zainteresowanie wymianą tego sprzętu, kupowaniem nowych rozwiązań. Popyt na technikę rolniczą spadł o ok. 30-40 proc. Polskie Azoty, producent nawozów, skończyły rok z potężną stratą. Za chwilę będziemy dyskutować o tym, jak rozwiązać problem wysokich cen energii. Przetwórstwo poniosło na tym polu gigantyczne straty. Do tego mamy zakłóconą konkurencyjność. To wszystko sprawia, że rolnicy organizują masowe protesty w całej Europie. Poprzednia władza nam mówiła, że pszenicy technicznej z Ukrainy było 120 tys. ton. Dziś wiemy, że było tego więcej. Przez naszą granicę przejeżdżał "olej techniczny". Co to w ogóle za kategoria? Gdzie były nasze służby? - pytał w programie były premier.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Karygodne błędy polskiego rządu. Ekspert: skutki mogą być tragiczne
WIDEO

Karygodne błędy polskiego rządu. Ekspert: skutki mogą być tragiczne

- W sprawie importu z Ukrainy popełniono kilka błędów - przyznał w programie "Newsroom" WP dr. inż. Andrzej Gantner z Polskiej Federacji Producentów Żywności. - Z dnia na dzień rynek UE został otwarty na produkty z Ukrainy, bez jakiekolwiek analizy. Nikt nie zastanowił się, jaki to będzie miało skutek dla takich krajów jak Polska. Mamy embargo, ale zboże i tak wpływa na nasz rynek. To uderza w ceny w Polsce i zyski rolników. Poza tym kompletnie zapomniano, że granice Polski to granice UE i tam trzeba zabezpieczyć kontrole. Przy podwojeniu surowców, które wpływają, trzeba wzmocnić tę kontrolę. Na to zwracali rolnicy, ale nikt nie był w stanie kontrolować takiej ilości surowców. A skutki mogą być tragiczne. Ktoś o tym zupełnie zapomniał. Całe odium tego, że coś wpływa na rynek UE, co nie jest sprawdzone, a może okazać się złej jakości, i zostanie przetworzone, spływa na tych, którzy te produkty wpuścili. Kolejna rzecz bardzo ważna. Wszyscy mieli świetne pomysły na temat tanzytu. Ale zaniedbano kwestię tego, gdzie to zboże ma trafiać, do tego silosy są zawalone zbożem. Rządy krajów zaniedbały tę sytuację. Albo mamy możliwości logistyczne i tranzytowe, albo ich nie mamy. I wtedy robi się dwie rzeczy. Uruchamia się fundusz kryzysowy, z którego wypłaca się rolnikom odszkodowania w sytuacji, gdy nie udało się zapanować nad sytuacją. I moim zdaniem to już powinno zostać zrobione. A także wprowadza się mechanizmy, które zapobiegną takim sytuacją w przyszłości, a tego wciąż nie ma. Brakuje szybkich decyzji, zespołów kryzysowych na linii Polska-Ukraina. Minęło już wiele tygodni, to nie jest przecież problem z wczoraj. Tymczasem nie ma zespołu, który wypracowałby ze stroną ukraińską rozsądne zasady handlu. Ukraina jest dla nas ważnym partnerem handlowym. Wysyłamy tam produkty za kwotę miliarda euro rocznie, to jest mniej niż do USA. Dlatego nie ma zerojedynkowego rozwiązania, które będzie polegać na tym, że teraz wszystko zamykamy. Handlujmy, ale na zdrowych zasadach - uważa ekspert.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski