zarobki (strona 11 z 48)

Podwyżki rozczarowują. Wiceszefowa ZNP: to mnie oburza
WIDEO

Podwyżki rozczarowują. Wiceszefowa ZNP: to mnie oburza

- Donald Tusk jeszcze w kampanii wyborczej obiecał nauczycielom podwyżkę wynagrodzenia zasadniczego o 30 proc., ale nie mniej niż 1500 zł - przypomniała w programie "Newsroom" WP Urszula Woźniak, wiceprezes ZNP. - Tymczasem teraz ministerstwo edukacji odnosi się do tego tzw. średniego wynagrodzenia nauczyciela. Ale to nie jest takie wynagrodzenie średnie, jakie jest liczone w firmach. To konstrukt prawny dla regionalnych izb obrachunkowych. Wszystkie środki z paragrafu wynagrodzenia dzieli się przez liczbę nauczycieli. To tak jakby nauczyciel początkujący dostał odprawę emerytalną. Dlatego to tzw. średnie wynagrodzenie budzi w nauczycielach taką złość. Nikt go nigdy nie widział, to jest wirtualne. Minister Czarnek dawał 20-proc. podwyżkę nauczycielom początkującym, pozostałym trochę mniej, równając do wynagrodzenia minimalnego. Teraz rząd znalazł się w pewnej pułapce, ale oburza mnie to i uważam, że nie jest to dobry krok, by nadal spłaszczać wynagrodzenia i zmniejszać różnicę między pensjami nauczycieli bez stopni awansu a nauczycielami doświadczonymi, którzy posiadają kwalifikacje. Na ten moment to jest 200 zł różnicy, a powinno być 400 zł. Po podwyżce będzie to już tylko 149 zł brutto. Obecnie najbardziej poszkodowany jest nauczyciel mianowany. Oni byli nauczycielami kontraktowymi, a zostali zdegradowani do nauczycieli początkujących. Oni pytają: po co mamy robić awans? Dziś podwyżki dostaną nauczyciele początkujący, ale oni za kilka lat będą zdawać egzaminy na nauczycieli mianowanych i ten problem będzie ich także dotyczył. Stąd jest moje oburzenie. Nauczyciele mianowani czują się osobiście dotknięci. Ten aspekt chcielibyśmy zmienić. Dostaliśmy projekt ustawy, wiemy, jakie środki zostały zabezpieczone na podwyżki w budżecie. 1 lutego spotkamy się z ministerstwem i uważam, że ten aspekt można wyprostować i zrobić to lepiej - uważa Urszula Woźniak.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Gwiazdorzy TVP z milionami, nauczyciele nie mogą doczekać się podwyżek. "Zwykła propaganda"
WIDEO

Gwiazdorzy TVP z milionami, nauczyciele nie mogą doczekać się podwyżek. "Zwykła propaganda"

Zapytany przez Michała Wróblewskiego o zarobki w TVP, Marcin Mastalerek podkreślił, że nie oburzają go milionowe pensje, gdyż są one podobne do sytuacji sprzed rządów Zjednoczonej Prawicy. – Ja bym tyle nie płacił. Natomiast pamiętam również bardzo wysokie, często po kilkadziesiąt tysięcy przy dużo niższych zarobkach w Polsce, pensje tzw. gwiazd TVP przed 2015 r. – stwierdził gość programu "Tłit" WP. Stwierdził też, że dziś wyciąga się pensje szefostwa TAI tylko po to, by uzasadnić nielegalne – jego zdaniem – zmiany w mediach publicznych. – Nawet gdyby Samuel Pereia zarabiał 1 mln dolarów, to ja bym nie powiedział panu, że to uzasadnia łamanie demokracji, łamanie prawa i wyważanie drzwi – ocenił doradca prezydenta. Prowadzący rozmowę porównał pensję Michała Adamczyka (ponad 180 tys. zł brutto miesięcznie) do zarobków nauczycieli i przypomniał, że Andrzej Duda zawetował ustawę okołobudżetową gwarantującą im podwyżki. – Prezydent przede wszystkim przeforsował Fundusz Medyczny na ponad 30 mld zł w dziewięć lat. A w sprawie nauczycieli. Prezydent mówił bardzo wyraźnie: "wetuję z powodu 3 mld zł na nielegalnie przejętą telewizję, ale dzień po świętach, rano 27 grudnia, składam projekt ustawy, która daje podwyżki nauczycielom". To był test dla marszałka Hołowni, który od jakichś dwóch tygodni schował się, na to, czy tak naprawdę większość rządowa chce tych podwyżek. Wtedy okazało się, że to wcale nie musi być zapisane w ustawie okołobudżetowej, że to zwykła rządowa propaganda – podsumował Marcin Mastalerek.
Michał Wróblewski Michał Wróblewski