"Szukam winnic". Skazany za reklamę alkoholu Palikot rozkręca kolejne biznesy

"Szukam polskich winnic" - ogłosił 17 sierpnia Janusz Palikot. Dzień później opublikował kolejną propozycję: "Kup nieruchomość w Hiszpanii i zyskaj zwrot 10 tys. euro". Po szczegóły zapraszał na priv.

Janusz Palikot ma apetyt na kolejne interesyJanusz Palikot ma apetyt na kolejne interesy
Źródło zdjęć: © Agencja Wyborcza.pl, GETTY | Jakub Wlodek, Konrad Kozlowski
Karolina Wysota

Jak wygląda bankructwo w wydaniu Janusza Palikota? Na pewno nie jak bezczynność.

Były polityk mówi, że nie ma domu ani mieszkania, zdarza mu się nie mieć 50 zł i odkładać wizytę u dentysty. Jednocześnie sprzedawał pięciogodzinne konsultacje biznesowe po 5 tys. zł, urządzał płatne kolacje, zaczął budować własną telewizję internetową i szukał do niej inwestorów gotowych wyłożyć nawet 1,2 mln zł. Teraz rozgląda się za winnicami i klientami zainteresowanymi nieruchomościami w Hiszpanii.

Śledczy działają wolniej niż były polityk.


WIDEO
Miał 22 lata i 2 miliony euro grantu. Dziś jego firma jest warta miliardy


W listopadzie 2025 r. Prokuratura Krajowa przekazała money.pl, że śledztwo dotyczące finansowania alkoholowego imperium Palikota jest "w istocie na etapie końcowym". Miało się zakończyć 29 stycznia 2026 r. Nie zakończyło się. Termin później przesunięto.

Money.pl opisywał kulisy problemów spółki, zanim jeszcze doszło do zatrzymania Palikota. Dziś, gdy śledztwo nadal trwa, a on sam wraca z nowymi ofertami, sprawdzamy, co dzieje się równolegle po obu stronach tej historii.

  • Palikot pozostaje podejrzanym. Nie jest oskarżony przed sądem ani skazany w sprawie Manufaktury.
  • Wśród zastosowanych wobec niego środków zapobiegawczych nie ma zakazu prowadzenia działalności gospodarczej ani korzystania z mediów społecznościowych.
  • W kwietniu proponował inwestorom wejście do nowego projektu medialnego za kwoty od około 60 tys. do 1,2 mln zł.
  • Ponad 1,4 tys. wierzycieli upadłej Manufaktury zgłosiło roszczenia przekraczające 240 mln zł.

"Bankrut" szuka inwestorów

Palikot sam mówi o sobie, że jest bankrutem.

Deklaruje, że nie ma własnego mieszkania, twierdzi, że pomieszkuje w różnych miejscach, a czasem nie ma 50 zł. Jesienią 2025 r. zapowiadał złożenie wniosku o upadłość konsumencką. W publicznie dostępnych źródłach nie ma potwierdzenia, że sąd ją ogłosił.

Z biznesu jednak nie zrezygnował.

Jesienią 2025 r. reklamował pięciogodzinne konsultacje za 5 tys. zł. Chwalił się, że przeprowadził ich dwadzieścia. Wiosną przyszła pora na płatne kolacje w Warszawie. Kosztowały od około 600 do 1500 zł. W maju zapowiadał m.in. wspólne robienie "sosnówki".

Potem podniósł stawkę.

W kwietniu i maju zaczął szukać inwestorów do projektu medialnego "JestemPalikot". Najniższe progi wejścia wynosiły około 60 tys. zł. Za 1,2 mln zł oferował do 50 proc. udziałów.

"Nie ma ryzyka, firma jest na syna i jest bezpiecznie, ale to omówimy, jak się spotkamy" - napisał w mailu do kobiety, która zadeklarowała zainteresowanie inwestycją w jego nowy kanał na YouTube. Była nią dziennikarka Jawnego Lublina Agnieszka Mazuś.

W tej samej korespondencji Palikot zaznaczył, że inwestycja nie będzie zabezpieczona. Tłumaczył, że "inwestycja to inwestycja", a on sam nie ma majątku, który mógłby stanowić zabezpieczenie.

Projekt przedstawiał jako zalążek internetowej telewizji budowanej na wzór Kanału Zero czy Żurnalisty.

Wałęsa, Holland, Rutkowski. Nazwiska większe niż kanał

Palikotowi udało się ściągnąć przed kamerę ludzi, o których początkujący youtuber może tylko pomarzyć.

Rozmawiali z nim byli prezydenci Lech Wałęsa i Bronisław Komorowski, reżyserka Agnieszka Holland, Krzysztof Rutkowski oraz Andrzej Gąsiorowski, jeden z twórców Art-B. Na kanale pojawił się też restaurator Adam Gessler.

Dobór gości dobrze pokazuje pomysł na "JestemPalikot". Trochę polityki, trochę kultury, trochę celebrytów, trochę kontrowersji. Palikot przedstawiał potencjalnym inwestorom taki miks jako sposób na szeroki zasięg i wysoką klikalność. Wśród zapowiadanych rozmów pojawiały się również nazwiska Adama Michnika, Maty, Sentino i Dody.

Kanał miał w połowie sierpnia około 3,5 tys. subskrybentów, ponad 150 materiałów i około 1,4 mln odtworzeń.

Telewizja "bankruta" nadaje z Cosmopolitana

Oprawa też nie wygląda jak początek garażowego start-upu. Nagrania powstają w Cosmopolitanie, luksusowym wieżowcu w centrum Warszawy.

Dziennikarze Gońca zapytali Palikota, jak deklarowana przez niego bezdomność ma się do pracy i pomieszkiwania w jednym z najbardziej prestiżowych apartamentowców w centrum stolicy.

Ten odpowiedział, że lokal nie należy do niego. Według jego relacji wybrał go inwestor, który chciał mieć w tle panoramę współczesnej Warszawy. Miejsce miało być elementem budowania wizerunku projektu.

Tymczasem po Manufakturze został rachunek

Nowe pomysły Palikota wyglądają inaczej, gdy spojrzeć na to, co zostało po poprzednim biznesie.

Manufaktura Piwa Wódki i Wina nie była jedynie browarem. Była spółką matką alkoholowej grupy. W 2022 r. obejmowała ona m.in. Doctor Brew, Tenczyńską Okovitę, Tenczynek Dystrybucja i Tenczynek Świeże. Inwestorom przedstawiano wizję alkoholowego holdingu. Kapitał pozyskiwano zarówno od dużych inwestorów, jak i od tysięcy drobniejszych uczestników emisji akcji i kampanii pożyczkowych.

Dziś syndyk próbuje sprzedać Browar Tenczynek wraz z wyposażeniem, zapasami alkoholu i prawami do znaków. Cena wywoławcza wynosi 23,7 mln zł. Za niewiele mniej - 19 mln zł - Palikot kupił ten browar od posła Marka Jakubiaka w 2018 r.

Do lipca nie wpłynęła ani jedna oferta. Syndyk zaczął rozważać dzierżawę.

Znacznie więcej jest chętnych po drugiej stronie bilansu.

W postępowaniu upadłościowym roszczenia zgłosiło ponad 1,4 tys. wierzycieli. Ich wartość przekracza 240 mln zł.

Weryfikacja trwa. Syndyk informuje, że utrudnia ją brak kompletnych dokumentów księgowych spółki. Pozostaje w kontakcie z Palikotem, ale uzyskiwane informacje - jak podał - "nie w pełni zaspokajają potrzeby postępowania upadłościowego".

Wśród ponad 1,4 tys. wierzycieli są także byli pracownicy Manufaktury.

Jednej z nich spółka jest winna 80 tys. zł. "Ludzie się pozapożyczali, bo mieli debety, kredyty do spłacenia" - mówiła Jawnemu Lublinowi jedna z poszkodowanych. "Posypało nam się życie. Ja swoje już przepłakałam" - dodała.

Część byłych pracowników może mieć problem z odzyskaniem należności z majątku upadłej spółki - przed upadłością część załogi przenoszono do innych podmiotów albo na samozatrudnienie.

Zaległego wynagrodzenia chce dochodzić również sam Palikot. Jak stwierdził, Manufaktura jest mu winna pensję za dwa lata.

Problemy zaczęły się wcześniej

Przypomnijmy: kłopoty Manufaktury trafiły do sądu dużo wcześniej niż jej upadłość.

29 maja 2020 r. Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia ustanowił dla spółki tymczasowego nadzorcę sądowego jako zabezpieczenie majątku dłużnika. Kampanie inwestycyjne, których dotyczą dzisiejsze zarzuty, były prowadzone również później - do 2023 r.

3 października 2024 r. Palikot został zatrzymany przez CBA.

Dzień później Prokuratura Krajowa przedstawiła mu zarzuty. Śledczy zarzucili Palikotowi i dwóm współpracownikom, że przy emisjach akcji serii B oraz kampaniach pożyczkowych przekazywali inwestorom nieprawdziwe lub wprowadzające w błąd informacje o sposobie wykorzystania pieniędzy oraz rzeczywistej sytuacji finansowej spółek.

Według śledczych pieniądze miały być przeznaczane m.in. na spłatę wcześniejszych zobowiązań grupy.

Prokuratura mówi o ponad 5 tys. pokrzywdzonych i około 70 mln zł szkodzie wynikającej z zarzucanych oszustw. Osobny zarzut dotyczy przywłaszczenia alkoholu wartego ponad 5 mln zł.

Obecnie Palikot ma dziewięć zarzutów. Najnowszy dotyczy 145 inwestorów i ponad 13 mln zł. Nie przyznaje się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia.

Finał, który ciągle się oddala

W listopadzie 2025 r. money.pl zapytał Prokuraturę Krajową o stan śledztwa. Odpowiedź nie pozostawiała wątpliwości, że finał jest blisko.

Postępowanie było - jak nas poinformowano - "w istocie na etapie końcowym", a planowana data zakończenia to 29 stycznia 2026 r.

Termin minął.

W marcu śledztwo przedłużono do 27 lipca.

Ten termin również minął.

Prokuratura informowała w tym czasie, że nadal analizuje dokumentację i przepływy między spółkami oraz bada możliwość popełnienia kolejnych przestępstw.

Nowej daty zakończenia publicznie nie podała.

Kodeks postępowania karnego zakłada, że śledztwo powinno zostać zakończone w ciągu trzech miesięcy, ale pozwala je przedłużać - najpierw do roku, a w szczególnie uzasadnionych przypadkach na dalsze oznaczone okresy.

Janusz Palikot
Prokuratura nie kończy śledztwa. Palikot nie kończy biznesów © Redakcja | AI • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

Aktor, który gra samego siebie

Umiejętność skupiania uwagi wokół własnego nazwiska to jedno z najtrwalszych aktywów Palikota - i jedno z najstarszych.

"Ciągle udaje kogoś innego. Był szlachcicem, hetmanem lubelskim. Jego poglądy są śmieszne, to teatr alternatywny, zabawa do końca" - mówiła o nim we "Wprost" w 2012 r. Maria Nowińska, jego pierwsza żona.

Ról było od tamtej pory sporo. Zasada pozostawała podobna: najpierw gest, którego trudno nie zauważyć, potem rozgłos, a na końcu próba zamiany rozpoznawalności na kapitał.

Palikot opowiadał w mediach, że zaczynał w biznesie od drewnianych palet. Pod koniec lat 80. zainwestował w Ambrę, producenta win musujących. Później był Polmos Lublin. W 2001 r. kontrolowany przez niego podmiot kupił od Skarbu Państwa 80 proc. akcji spółki za około 16 mln zł.

Na sprzedaży tego biznesu Palikot uzyskał ostatecznie kwotę rzędu dziesięciokrotności ceny zakupu. Później twierdził, że do polityki wchodził z około 150 mln zł na koncie.

W polityce szybko okazało się, że równie sprawnie potrafi obracać uwagą.

Był posłem Platformy Obywatelskiej, a potem stworzył własny ruch, który w wyborach w 2011 r. zdobył 10,02 proc. głosów i trzeci wynik w kraju.

Trzy lata wcześniej, podczas sporu wokół PZPN, Palikot przyniósł do studia TVN24 świński łeb. Były też kolejne happeningi i prowokacje. Kamery przyjeżdżały, portale pisały, a jego nazwisko i twarz były wszędzie.

Dziś nie potrzebuje do tego konferencji prasowej ani zaproszenia do telewizji. Teraz próbuje mieć własną.

Po drodze był jeszcze UOKiK

Problemy ostatniego biznesowego wcielenia Palikota zaczęły się przed jego zatrzymaniem. 6 sierpnia 2024 r. prezes UOKiK nałożył na niego 950 tys. zł kary, a na Polskie Destylarnie 239 tys. zł.

Chodziło o kampanię "Skarbiec Palikota" - m.in. nieprawdziwe informacje dotyczące pozycji rynkowej oraz brak odpowiedniej informacji o ryzyku. To decyzja administracyjna, od której przysługują środki odwoławcze.

Osobno toczyły się sprawy dotyczące reklamowania alkoholu.

W sierpniu 2025 r. Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał wyrok. Wraz z kosztami obciążenie Palikota wyniosło około 495 tys. zł.

To jego jedyne prawomocne skazanie.

W listopadzie 2025 r. zapadł jeszcze jeden wyrok pierwszej instancji - 200 tys. zł grzywny za późniejsze reklamy alkoholu. Nie ma potwierdzenia, że jest prawomocny.

I właśnie kilka miesięcy później Palikot znów napisał publicznie: "Szukam polskich winnic".

Prokuratura nadal nie podała, kiedy zakończy śledztwo, które w listopadzie 2025 r. było "w istocie na etapie końcowym".

Money.pl zapytał Prokuraturę Krajową o powód kolejnego przedłużenia postępowania i nowy termin zakończenia śledztwa. Pytania wysłaliśmy również do Janusza Palikota - dotyczą m.in. poszukiwania winnic, oferty nieruchomości w Hiszpanii oraz jego nowych przedsięwzięć biznesowych. 

Do czasu publikacji ani Janusz Palikot, ani Prokuratura Krajowa nie odpowiedzieli na nasze pytania.

Wybrane dla Ciebie