Wydał zgodę na otwarcie Gołębiewskiego. "Czas na odpoczynek"
Hotel Gołębiewski w Pobierowie otwiera się dla gości. Inwestor urządza wielką fetę po latach trudów związanych z budową. Dla Janusza Zaryczańskiego, powiatowego inspektora nadzoru budowlanego w Gryficach, który wydał dla obiektu zgodę na użytkowanie, to dzień, w którym mieszają się różne emocje. - Czas na odpoczynek - mówi w rozmowie z money.pl.
Data otwarcia Hotelu Gołębiewski w Pobierowie była wielokrotnie przekładana. Początkowo zapowiadano ją na 2021 r. Tak się jednak nie stało m.in. przez pandemię i odpływ pracowników budowlanych z Ukrainy.
Dokończenia inwestycji nie doczekał Tadeusz Gołębiewski, który zmarł w czerwcu 2022 r. Przedsiębiorca był założycielem i właścicielem sieci hoteli. Jedne z największych obiektów znajdują się w Mikołajkach i Karpaczu.
Plany inwestora krzyżowały nie tylko skutki pandemii. Później pojawiły się problemy związane z samowolą budowlaną dotyczącą basenów w hotelu, o których pisaliśmy w money.pl. Inwestor musiał uiścić opłaty legalizujące.
Szkieletowy czy murowany? Daria wybudowała dom za 466tys. w 3 miesiące
Inwestycję od początku nadzorował powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Gryficach, z którym wielokrotnie rozmawialiśmy o budowie hotelu.
Katarzyna Kalus, money.pl: Dziś otwarcie Hotelu Gołębiewski w Pobierowie. Jako powiatowy inspektor nadzoru budowlanego od lat nadzorował pan inwestycję, której termin otwarcia był wielokrotnie przekładany. Czuje pan ulgę?
Janusz Zaryczański, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Gryficach: Dla nas to nie jest zakończenie inwestycji. Wydaliśmy pozwolenie na użytkowanie, już nie ma odwrotu, ale to nie jest tak, że my ten temat odkładamy na półkę. Inwestor świętuje i nie ma się co dziwić, bo tam kawał pracy został wykonany. Dziś wreszcie można to wszystko, o czym ludzie czytali w mediach, zobaczyć gołym okiem. Ale nasza żmudna praca trwa. Dzień jak co dzień.
W jakiej części od dziś hotel już działa, a jaka część obiektu czeka jeszcze na zezwolenia?
Powiedziałbym, że taka większa połówka jest już za inwestorem. Drugie, mniejsze pół czeka jeszcze na administracyjne decyzje.
Cieszy pana ta inwestycja?
Z punktu widzenia regionu to wielki inwestycyjny bodziec, nie było takiej budowy w skali kraju. I dziś nie pamięta się już tego, co było złe, tylko patrzy się w przyszłość, na to ile ten obiekt otwiera szans.
Jak wyglądała współpraca z inwestorem? Były tam przecież odstępstwa od pozwolenia na budowę, samowole budowlane, o których pisaliśmy jako pierwsi.
Nie mogę narzekać. Współpraca z Gołębiewskimi układała się dobrze, reagowali na pisma, stosowali się do naszych decyzji, bo nasze racje były uzasadnione prawnie. W swojej pracy mamy do czynienia z dużo trudniejszymi inwestorami. Zresztą, działamy w oparciu o bardzo precyzyjne przepisy, które nie dają pola do dyskusji.
Ile osób, wraz z panem, pracowało w Gryficach nad tym, by Hotel Gołębiewski został otwarty jak najszybciej?
Mam skromny, czteroosobowy zespół młodych fachowców, który bardzo ciężko pracuje. Zgrana grupa, ale był czas, kiedy zmagaliśmy się z poważnymi problemami kadrowymi. Były tylko dwie osoby z uprawnieniami budowlanymi. Dziś jest lepiej, ale to jest ogrom pracy, bo przepisy nie przystają do rzeczywistości i pracy w terenie.
Nadzorowanie Gołębiewskiego było obarczone presją czasu?
Tak, bo wokół inwestycji było wiele szumu medialnego. Różnie o nas, inspektorach pisano. Ta praca, zwłaszcza jeśli chodzi o młodych inspektorów, wymaga dużego poświęcenia. Oni z tą wiedzą i umiejętnościami w sektorze prywatnym mogliby zarobić dużo większe pieniądze, a jednak są tu - w administracji, w służbie państwu i działają w oparciu o przepisy, jakie są, z ogromną pracowitością i rzetelnością. Inwestorzy, zwłaszcza ci najwięksi, mają armię prawników, a my ani jednego. W odpowiedzi na każdą naszą decyzję przychodzi skarga, pismo, odwołanie. Do tego są decyzje organów, które są nad nami, sądów pierwszej i drugiej instancji, Sądu Najwyższego. Ścieżka prawna jest długa i wyboista, ale to od nas żąda się natychmiastowych decyzji. Inwestor pisze skargę i myśli, że pojedziemy na miejsce, i coś natychmiast zatwierdzimy, a to tak nie działa. To są bardzo skomplikowane sprawy. Ktoś, kto nie pracuje w administracji, nigdy tego nie zrozumie.
Jest pan, tak po ludzku, zmęczony pracą nad tą inwestycją?
Nie chodzi tylko o Hotel Gołębiewski w Pobierowie, ja mam za sobą ogromny staż pracy i myślę, że czas najwyższy pomyśleć o jakimś odpoczynku, zwłaszcza że przyszli młodzi i świetnie sobie radzą.
Wybiera się pan do Hotelu Gołębiewski w Pobierowie?
(śmiech) Raczej nie, nie mój klimat. Wolę kameralny odpoczynek: ciszę i spokój.
Katarzyna Kalus, dziennikarka money.pl