100 proc. budżetu na pensje. Absurd w szpitalach. Ekspert: tak nie można funkcjonować
Model, w jakim działa dziś polska ochrona zdrowia, winduje koszty, z którymi szpitale przestają sobie radzić. – Żaden racjonalnie zarządzany zakład nie może funkcjonować w sytuacji, w której koszty wynagrodzeń pochłaniają zdecydowaną większość budżetu – podkreśla Kacper Olejniczak, dyrektor Departamentu Ochrony Zdrowia w Konfederacji Lewiatan.
Kwestia zarobków w sektorze medycznym i sposób funkcjonowania polskiej ochrony zdrowia budzą coraz większe kontrowersje. Obecny model niemal automatycznie winduje pensje lekarzy. Środowisko medyczne znalazło się pod pręgierzem opinii publicznej, eksperci wskazują, że zabrakło odpowiednio wczesnych działań zaradczych. Sama jawność siatek płac nie jest w stanie uzdrowić sytuacji, która coraz mocniej obciąża finanse placówek.
Koszty pracy stały się dla dyrektorów szpitali i przychodni wyzwaniem, które zaczyna zagrażać płynności finansowej tych instytucji. O tym, jak głęboki jest to kryzys, mówi w rozmowie z money.pl Kacper Olejniczak, dyrektor Departamentu Ochrony Zdrowia i Sektora Life Sciences.
"Lekarze zarabiają niemoralnie dużo". Poseł PiS o reformie zdrowia
Wynagrodzenia w ochronie zdrowia są dziś jednym z najważniejszych czynników wpływających na budżety podmiotów leczniczych. Wzrost płac personelu medycznego był uzasadniony z punktu widzenia stabilności kadr i jakości leczenia. Problem polega jednak na tym, że decyzje dotyczące wynagrodzeń często nie są w pełni skorelowane z realnym i przewidywalnym wzrostem finansowania świadczeń przez publicznego płatnika – wskazuje nasz rozmówca.
Mechanizm, który napędza koszty
Sytuacja dyrektorów placówek medycznych jest o tyle trudna, że o wysokości wielu pensji nie decydują oni sami, lecz odgórne regulacje. System został skonstruowany w taki sposób, że wymusza cykliczne waloryzacje, które nie zawsze idą w parze z dodatkowymi pieniędzmi, jakie przekazuje Narodowy Fundusz Zdrowia.
Od 1 lipca 2026 r. ponownie wzrosną minimalne wynagrodzenia w ochronie zdrowia w związku z mechanizmem ustawowym opartym na przeciętnym wynagrodzeniu, za które odpowiada cała gospodarka narodowa – przypomina w rozmowie z money.pl ekspert.
Tego typu odgórne regulacje wywołują efekt domina, który rozlewa się na całą strukturę zatrudnienia w danej jednostce. Zjawisko to sprawia, że budżety, zwłaszcza mniejszych powiatowych szpitali, są wchłaniane głównie przez jeden rodzaj wydatków.
– Dla podmiotów leczniczych oznacza to wzrost kosztów stałych, który nie dotyczy wyłącznie osób objętych ustawą. Podwyżki ustawowe wywołują także presję płacową w innych grupach zawodowych oraz wpływają na całą siatkę wynagrodzeń w szpitalu czy przychodni. W praktyce koszty pracy rosną szybciej niż wiele innych elementów przychodowych podmiotów leczniczych. Przykładowo raporty AOTMiT (Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji – red.) pokazują, że w 2024 r. w szpitalach powiatowych średnie koszty wynagrodzeń sięgały 72 proc. budżetu – wskazuje Kacper Olejniczak.
Budżety pod presją i brak wycen
Głównym problemem, na który zwracają uwagę analitycy rynku medycznego, nie jest sam fakt, że personel zarabia więcej, ale to, z jakich źródeł te podwyżki mają być pokrywane. Jeśli wyceny poszczególnych procedur medycznych – od prostych zabiegów po skomplikowane operacje – stoją w miejscu lub rosną zbyt wolno w stosunku do tego, jak zachowuje się inflacja, szpital musi szukać brakujących pieniędzy w innych miejscach.
– Kluczowe jest to, w jaki sposób system ochrony zdrowia finansuje te decyzje. Wyceny świadczeń nie rosną adekwatnie do kosztów i ciężar podwyżek zostaje przeniesiony na budżety placówek. Żaden przedsiębiorca ani żaden racjonalnie zarządzany zakład nie może funkcjonować w sytuacji, w której koszty wynagrodzeń pochłaniają zdecydowaną większość budżetu. To ogranicza ich możliwości inwestycyjne, pogarsza płynność finansową i może zmuszać zarządzających do szukania oszczędności w innych obszarach działalności lub zadłużania się – tłumaczy nasz rozmówca.
Brak równowagi między przychodami a kosztami stałymi to prosta droga do zapaści systemu opieki. Oszczędności, o których wspomina ekspert, w ostatecznym rozrachunku mogą odbić się na pacjentach – poprzez dłuższą rezygnację z zakupu nowoczesnego sprzętu, ograniczanie liczby wykonywanych zabiegów czy braki w zaopatrzeniu.
– Dyskusja o wynagrodzeniach powinna być elementem szerszej rozmowy o efektywności i przewidywalności finansowania ochrony zdrowia. Potrzebujemy takiego rozwiązania, w którym wzrost płac jest powiązany z realnymi możliwościami finansowymi systemu, a placówki nie są stawiane w sytuacji, w której mają jednocześnie realizować rosnące obowiązki, ponosić coraz wyższe koszty i utrzymywać dostępność świadczeń bez adekwatnego finansowania – podsumowuje w rozmowie z money.pl Kacper Olejniczak.
Limity na ratunek
Co dalej? Szefowa resortu zdrowia poinformowała ostatnio, że propozycje głębokich i strukturalnych zmian w całym systemie opieki medycznej, których domagał się premier Donald Tusk, są gotowe.
Zadanie, które postawił mi rok temu premier polegało na przygotowaniu reform niezbędnych dla systemu ochrony zdrowia. Mamy rozwiązania, które są gotowe na stole. Te, które dotyczą wynagrodzeń, i te wspomagające przeprofilowanie oddziałów – powiedziała ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.
Ministerstwo i Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji mają analizować poszczególne placówki i określić, gdzie mogłaby przebiegać granica wydatków na wynagrodzenia. Jak mówiła szefowa MZ, musiałaby ona być różna dla szpitali zabiegowych i niezabiegowych.
– Dzisiaj niektóre szpitale pokazują, że nawet 100 proc. ich budżetu przeznacza się na wynagrodzenia – stwierdziła w rozmowie z Polską Agencją Prasową.
W czwartek, 25 czerwca, na wyczekiwanej konferencji prasowej ministra oświadczyła, że jej resort chce zlikwidować kominy płacowe, czyli rekordowe zarobki niektórych lekarzy w Polsce.
– Lekarze, pielęgniarki i pracownicy SOR-ów pracują na umowach o pracę i umowach B2B, w których nie ma górnego limitu przepracowanych godzin. Wydaje się, że zasadne jest i rozważamy taką opcję, żeby postawić taki górny limit – poinformowała Sobierańska-Grenda.
Demografia wymusza łączenie oddziałów
Kolejnym etapem nadchodzącej reformy ma być dostosowanie całej sieci szpitali do zmian demograficznych – przeprofilowanie istniejących już oddziałów oraz konsolidacja najmniejszych lub trwale nierentownych jednostek terenowych pod jednym szyldem zarządczym.
Ministerstwo Zdrowia jako przykłady udanych procesów restrukturyzacyjnych wskazuje placówki na Pomorzu i Dolnym Śląsku oraz wyspecjalizowane ośrodki w Toruniu i Gliwicach.