"Ufaliśmy im". Upadek sieci najbogatszego Polaka uderzył w pracowników i firmy
Pracowaliśmy z nimi 12 lat, ufaliśmy im, a na koniec nas oszukiwano. Brak zapłaty za faktury zadecydował o zamknięciu firmy - mówi money.pl Magdalena Duklas ze studia Duklas+, które wykonywało zlecenia dla sieci North Fish. Stojąca za marką firma North Food Polska SA należy do spółki kontrolowanej przez najbogatszego Polaka Michała Sołowowa.
- W lutym zadecydowaliśmy o zakończeniu działalności w branży fotograficznej. O wstrzymaniu płatności dowiedzieliśmy się nieoficjalnie od pracownika North Food. Zostaliśmy oszukani - opowiada money.pl Magdalena Duklas.
North Food, właściciel sieci restauracji rybnych North Fish, złożył 30 stycznia wniosek o upadłość do Sądu Rejonowego w Kielcach. Powodem była utrata płynności finansowej wynikająca m.in. z rosnących kosztów pracy (płaca minimalna) i energii oraz spadku ruchu w galeriach handlowych, który według danych UCE Research w ostatnich latach sięgał nawet kilkunastu proc. Tak było w Świętokrzyskiem, gdzie swoją siedzibę miał North Food Polska. To wielki problem dla konceptu opierającego się na działalności w centrach handlowych.
Zarabiają mniej niż kobiety. Ekspert mówi, jak mężczyźni się z tym czują
Pojawiły się też trudności z dostawami, w menu było coraz mniej dań. Dostawcy mieli unikać dostarczania towaru do restauracji, które nie mogły płacić na czas. Problemy North Fisha piętrzyły się od pandemii COVID-19.
W 2020 r. strata netto spółki sięgnęła 16,8 mln zł, w 2021 r. 11,6 mln zł, a w 2022 r. 16,7 mln zł. W 2023 r. doszło do odbicia, gdy strata wyniosła ok. 1,8 mln zł, ale już w 2024 r. wzrosła do 4,35 mln zł. W latach 2020-2024 łączna strata netto przekroczyła 50 mln zł.
North Food Polska SA należy do MS Galleon GmbH z siedzibą w Wiedniu. Właścicielem 100 proc. akcji tej spółki jest Michał Sołowow, którego majątek szacuje się na 27-28 mld zł.
Spółka ma blisko 200 wierzycieli, a jej zadłużenie sięga 12 mln zł. Natomiast po doliczeniu zobowiązań zewnętrznych kwota rośnie do 20 mln zł. Wśród wierzycieli jest Magdalena Duklas, która przez ok. 30 lat pracowała w fotografii i reklamie. Aż do teraz.
- Wysyłaliśmy upomnienia, listy polecone z potwierdzeniem odbioru, których nie chciał jednak nikt odebrać. Kontakt z księgowością był zablokowany. W końcu doszło do podpisania ugody, gdyż przez kilka miesięcy bez podpisanej umowy i zapłaty wykorzystywali trzy kampanie reklamowe, które dla nich robiliśmy - BLU, świąteczną oraz zimową. W ten sposób naruszono prawo autorskie. Po podpisaniu ugody, gdzie zrezygnowaliśmy z płatności z jednej z czterech faktur, po kwadransie otrzymaliśmy wiadomość, że pieniędzy jednak nie będzie - twierdzi Duklas.
I kontynuuje: - Straciliśmy kilkadziesiąt tysięcy złotych, a doliczając prawa autorskie mowa jest o trzykrotności tej kwoty. Wnieśliśmy pozew o zabezpieczenie roszczeń i egzekucję komorniczą. Mamy plan na dalsze kroki. Razem z mężem od dawna zastanawialiśmy się nad opuszczeniem branży, ale sprawa z North Food przelała czarę goryczy. Pracowaliśmy z nimi 12 lat, ufaliśmy im, a na koniec nas oszukiwano. Brak zapłaty za faktury zadecydował o zamknięciu firmy - tłumaczy.
Na pieniądze mają czekać też pracownicy. Jednemu z nich spółka ma być winna ok. 50 tys. zł - donosi "Gazeta Wyborcza". Inni zatrudnieni czekają na trzy czy nawet pięć zaległych pensji. - Nie znam nikogo, kto by dostał należne mu pieniądze - powiedziała anonimowo w rozmowie z "GW" pracownica North Fish. W marcu spółka złożyła do Miejskiego Urzędu Pracy w Kielcach informację o zamiarze przeprowadzenia zwolnień grupowych obejmujących 163 pracowników.
Jeszcze kilka lat temu w Polsce działało kilkadziesiąt lokali North Fish, a pierwszy otwarto w 2002 r. w Kielcach. W KRS jako bezpośredni akcjonariusz nadal figuruje MS Galleon GmbH, ale w Centralnym Rejestrze Beneficjentów Rzeczywistych 100 proc. akcji ma posiadać 37-letni Turek Senol Kazan.
Dlaczego North Fish nagle zderzył się ze ścianą? Radca prawny oraz doradczyni restrukturyzacyjna Anna Grudzień-Kurpiewska zauważyła, że "rynek odbiera całą sytuację jako ostrzeżenie dla gastro w galeriach".
"Najpierw przyjrzałabym się konkretnemu biznesowi i zweryfikowała, czy jest po prostu dobrze skalkulowany, oparty na racjonalnych danych, a nie tylko marzeniach właściciela. Często po pierwszym roku funkcjonowania trzeba dokonać zmiany albo zmienić w związku z innymi okolicznościami, warunkami dla naszego biznesu, który wcześniej przez lata świetnie funkcjonował" - głosi wpis radczyni na stronie Kancelarii Prawnej AGK.
Prawniczka dodaje, że nie ma jednego cudownego ruchu, który pozwoli wyjść firmie na prostą. Najczęściej jest to "pakiet decyzji podjętych odpowiednio wcześnie: renegocjacje umów najmu, praca na marży i optymalizacja menu, domknięcie nierentownych punktów, zanim zaczną ‘zatapiać’ resztę, zmiana miksu lokalizacji czy twardsze zarządzanie kapitałem obrotowym. Upadłość jest zwykle finałem, a nie początkiem historii" - zaznaczyła.
Problemy finansowe
Według "Gazety Wyborczej" firma przyznała w pismach do pracowników, że utraciła płynność finansową już w listopadzie 2025 r. To istotne, ponieważ zgodnie z przepisami zarząd powinien w ciągu 30 dni od takiej sytuacji złożyć wniosek o upadłość. Tymczasem zrobił to dopiero pod koniec stycznia 2026 r. Dwa miesiące później sąd oddalił wniosek.
Sąd upadłościowy oddalił ten wniosek, stwierdzając, że majątek dłużnika nie wystarcza na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego (m.in. wynagrodzenia syndyka, ogłoszeń, opłat sądowych - przyp. red.). Jednocześnie zarządzono przeprowadzenie postępowania likwidacyjnego – powiedział sędzia Tomasz Durlej, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Kielcach, cytowany przez TVP3 Kielce.
Adwokat Grzegorz Płatek z Kancelarii Płatek wyjaśnia money.pl, że ogłoszenie upadłości składa się, gdy spółka stała się niewypłacalna, czyli utraciła zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych.
- Domniemywa się, że dłużnik traci zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych, jeżeli opóźnienie w ich wykonaniu przekracza trzy miesiące. Z kolei dłużnik będący osobą prawną staje się niewypłacalny również, gdy jego zobowiązania pieniężne przekraczają wartość jego majątku, a stan ten utrzymuje się przez okres przekraczający 24 miesiące - wyjaśnia adw. Płatek.
Mecenas dodaje, że "złożenie wniosku o upadłość nie jest wyłącznie uprawnieniem, ale w razie powstania stanu niewypłacalności jest to obowiązek dłużnika".
- Wówczas powinien zgłosić w sądzie wniosek o ogłoszenie upadłości w ciągu 30 dni od powstania stanu niewypłacalności. Złożenie wniosku jest konieczne celem skorzystania z ochrony przed osobistą odpowiedzialnością członków zarządu, zarówno podatkową, jak i cywilnoprawną. W tym celu konieczne jest złożenie wniosku w przepisanym terminie - dodaje Płatek.
Celem postępowania upadłościowego jest wspólne dochodzenie roszczeń wierzycieli od niewypłacalnych dłużników i zaspokojenie ich w jak najwyższym stopniu. Jeżeli racjonalne względy na to pozwalają, postępowanie to powinno być prowadzone także tak, aby zachować dotychczasowe przedsiębiorstwo dłużnika.
W praktyce upadłość ma jednak charakter likwidacyjny, majątek dłużnika staje się masą upadłości, nad którą zarząd obejmuje syndyk, a wierzyciele są zaspokajani według ustawowej kolejności. Dla zadłużonej spółki wniosek o ogłoszenie upadłości daje przede wszystkim możliwość sądowego uporządkowania sytuacji, w której spółka nie jest już w stanie regulować zobowiązań. Jednakże nie jest to zwykłe narzędzie ratunkowe, tylko procedura zbiorowego dochodzenia roszczeń - tłumaczy Płatek.
Jak wyjaśnia mecenas, oddalenie przez sąd wniosku o upadłość oznacza, że "nie dochodzi ani do ogłoszenia upadłości, ani do wykreślenia spółki z rejestru. W związku z tym spółka istnieje jako podmiot prawny, a sami wierzyciele zachowują dotychczasowe roszczenia".
Oddalając wniosek o ogłoszenie upadłości, sąd ustala, czy materiał zgromadzony w sprawie daje podstawę do rozwiązania podmiotu wpisanego do Krajowego Rejestru Sądowego bez przeprowadzenia postępowania likwidacyjnego. Jeżeli odpowiedź jest pozytywna, wówczas zawiadamia się o tym sąd rejestrowy, który może wszcząć odpowiednie postępowanie z urzędu.
Walka o pieniądze
W jaki sposób pracownicy mogą walczyć o zaległe pieniądze? Kluczowe może być złożenie wniosku do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.
- Niewypłacalność pracodawcy na podstawie tej ustawy zachodzi nie tylko wtedy, gdy sąd ogłosi upadłość, ale także wtedy, gdy sąd oddali wniosek o ogłoszenie upadłości pracodawcy z powodu braku majątku wystarczającego na koszty postępowania. Z FGŚP mogą być zaspokajane m.in. zaległe wynagrodzenia za pracę, wynagrodzenia za czas urlopu wypoczynkowego, ekwiwalent pieniężny za urlop wypoczynkowy, odprawy pieniężne należne przy zwolnieniach z przyczyn niedotyczących pracowników. Nie oznacza to, że FGŚP automatycznie pokrywa wszystko i bez limitów. Ustawa przewiduje okresy, za które świadczenia są wypłacane oraz limity kwotowe - mówi Płatek.
Mecenas zaznacza, że pracownicy muszą zgromadzić kluczowe dokumenty: umowę o pracę, aneksy, wypowiedzenie albo porozumienie, paski płacowe, świadectwo pracy, korespondencję z pracodawcą, potwierdzenia niewypłaconych wynagrodzeń oraz dokumenty dotyczące zwolnień grupowych. Następnie należy ustalić, czy pracodawca, syndyk, likwidator lub inna osoba zarządzająca majątkiem złożyła zbiorczy wykaz niezaspokojonych roszczeń do marszałka województwa.
- Następnie pracownicy mogą kierować pozwy do sądu pracy o zaległe wynagrodzenie, ekwiwalent za urlop, odprawę czy odszkodowanie. Pozew w sprawie z zakresu prawa pracy można wnieść m.in. do sądu właściwego dla pozwanego pracodawcy albo do sądu, w którego obszarze praca była, jest lub miała być wykonywana. W sprawach pracowniczych korzystne jest też to, że sąd, zasądzając należność pracownika, nadaje z urzędu rygor natychmiastowej wykonalności do wysokości pełnego jednomiesięcznego wynagrodzenia pracownika - wyjaśnia Płatek.
Mecenas podkreśla jednak, że wyrok sądu pracy nie jest gwarancją faktycznego odzyskania pieniędzy, jeśli spółka nie ma majątku.
Wyrok daje tytuł do egzekucji, ale skuteczność egzekucji zależy od tego, czy komornik znajdzie majątek, rachunki bankowe, wierzytelności albo inne składniki, z których można prowadzić egzekucję - mówi Płatek.
W trudniejszym położeniu są kontrahenci, bo nie korzystają z ochrony FGŚP. Oni, zdaniem Płatka, powinni jak najszybciej dochodzić swoich należności poprzez wezwanie do zapłaty, złożenie pozwu, rozważenie wniosku o zabezpieczenie roszczenia, a po uzyskaniu tytułu wykonawczego skierowanie sprawy do egzekucji. Jeżeli mają wzajemne rozliczenia ze spółką, powinni sprawdzić możliwość potrącenia.