Media: pracownicy bez pensji. Upada spółka polskiego miliardera
Jeszcze zimą pracownicy North Fish słyszeli od zarządu, że "mogą spać spokojnie", bo za spółką stoi miliarder Michał Sołowow. Kilka miesięcy później sieć restauracji praktycznie przestała istnieć, a byli pracownicy zostali bez pensji, odpraw i kontaktu z firmą - opisuje wyborcza.biz.
North Fish przez ponad 20 lat był jedną z najbardziej rozpoznawalnych sieci restauracji rybnych w Polsce. Lokale działały głównie w galeriach handlowych największych miast, a właścicielem marki była spółka North Food Polska z Kielc.
Jeszcze niedawno sieć miała około 33 restauracji i generowała roczne przychody rzędu 80 mln zł. Jak jednak relacjonują byli pracownicy, biznes od dawna miał problemy z rentownością i utrzymywał się głównie dzięki finansowemu wsparciu właściciela, czyli spółki MSC Galeon należącej do grupy kontrolowanej przez Michała Sołowowa.
– Firma jest mi winna ponad 50 tys. zł – mówi jeden z byłych kierowników regionalnych. Inni byli pracownicy twierdzą, że do dziś nie otrzymali kilku zaległych wynagrodzeń ani odpraw.
"Niestety słabo". Tak ocenia sprzedawców w Polsce
"Możecie spać spokojnie"
Według dokumentów spółki problemy finansowe narastały od miesięcy. North Food wskazywał m.in. na rosnące koszty działalności, skutki pandemii, konieczność zwrotu części pomocy publicznej oraz wysokie ceny produktów i pracy - czytamy.
Firma przyznała również, że utraciła płynność finansową już w listopadzie 2025 r. To istotne, ponieważ zgodnie z przepisami zarząd powinien w ciągu 30 dni od takiej sytuacji złożyć wniosek o upadłość. Tymczasem zrobił to dopiero pod koniec stycznia 2026 r.
Pracownicy twierdzą jednak, że jeszcze w grudniu słyszeli od nowego prezesa Pawła Wojnowskiego uspokajające zapewnienia. – Mówiono, że nic złego się nie dzieje i możemy spać spokojnie – relacjonuje były kierownik regionalny.
Według relacji pracowników zarząd zapowiadał rebranding, nowe wyposażenie lokali i dalsze inwestycje. Tym większym zaskoczeniem była informacja z 30 stycznia o złożeniu wniosku upadłościowego - podkreśla wyborcza.biz.
Lokale działały mimo narastających problemów
Po złożeniu wniosku restauracje nadal funkcjonowały, choć – jak opisują byli pracownicy – sytuacja szybko się pogarszała. Pojawiały się problemy z dostawami, menu było coraz bardziej ograniczone, a część dostawców przestała współpracować z siecią z powodu zaległości płatniczych.
Problemy dotyczyły nawet odbioru gotówki z lokali. Po wypowiedzeniu umowy przez Pocztę Polską pieniądze z restauracji mieli wpłacać do wpłatomatów sami kierownicy regionalni.
21 marca większość pracowników otrzymała wypowiedzenia w ramach zwolnień grupowych. Obiecano im wypłatę zaległych wynagrodzeń, odpraw oraz odszkodowań za skrócony okres wypowiedzenia. Pieniądze miały trafić na konta w maju.
– Na czatach pytaliśmy, czy ktoś dostał przelew. Nikt nie dostał – opowiada jeden z byłych pracowników.
Dla części osób chodzi o równowartość kilku pensji. Niektórzy liczyli na kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Sąd oddalił wniosek o upadłość
31 marca Sąd Rejonowy w Kielcach oddalił wniosek upadłościowy North Food. Jak wynika z ustaleń "Wyborczej", zadłużenie firmy sięgało kilkunastu milionów złotych, ale problemem okazał się brak majątku pozwalającego nawet na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego.
– To sytuacja określana jako "ubóstwo masy upadłości" – tłumaczy dr Bartosz Sierakowski z kancelarii Zimmerman Sierakowski Frosztęga.
Spółka nie posiadała nieruchomości, a jej majątek ograniczał się głównie do wyposażenia lokali i kilku samochodów. W praktyce oznacza to, że nawet wygrane procesy sądowe mogą nie gwarantować pracownikom odzyskania pieniędzy.
Część byłych pracowników kieruje już sprawy do Państwowej Inspekcji Pracy i sądów pracy. Inni próbują odzyskać należności przez Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, który może pokryć część zaległych wypłat i odpraw.
Źródło: wyborcza.biz