Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Krzysztof Majdan
|

Cena benzyny znów w górę. Co mówią prognozy? Jest spokojnie, nadchodzą komplikacje

Podziel się:

W tym tygodniu doszło do nagłego, zauważalnego skoku cen benzyny o przeszło 30 groszy. Powoli rusza sezon wakacyjny, historycznie zawsze droższy. Wojna w Ukrainie trwa, a UE wciąż nie dogadała się ws. szóstego pakietu sankcji na Rosję, dotyczącego właśnie importu ropy. Jak skomplikowana sytuacja wpłynie na ceny? Gościem programu "Money. To się liczy" był Rafał Zywert, analityk firmy BM Reflex.

Cena benzyny znów w górę. Co mówią prognozy? Jest spokojnie, nadchodzą komplikacje
Ceny paliw znów wzrosły i powinny się zatrzymać. Liczba nieprzewidywalnych czynników może jednak wywrócić każdą prognozę (Adobe Stock)

Krzysztof Majdan, money.pl: Mieliśmy skok na cenie paliw, można dyskutować, czy szokowy, na pewno zauważalny. Co takiego się wydarzyło?

Rafał Zywert, analityk BM Reflex: Wzrost dotyczył tak naprawdę tylko rynku benzyny. W ciągu tygodnia podrożała o kilkadziesiąt groszy, obecnie średnia cena benzyny to 7,32 zł, olej napędowy nieco potaniał, średnia cena wynosi teraz ok. 7,27 zł. Mamy początek sezonu wakacyjnego i co za tym idzie wzrost popytu na półkuli północnej, na rynkach europejskich i amerykańskim, w czasach niskiego poziomu zapasu paliwa, stąd rynek zareagował takim wzrostem.

Sytuacja się uspokaja, konsoliduje. Ropa brent kosztuje ok. 111 dol. za baryłkę, znacznie poniżej szczytu z marca, gdy kosztowała 139 dol. Te uśrednione ceny benzyny mogą nieco wzrosnąć, do poziomu 7,40 zł, olej napędowy może potanieć do poziomu 7,15-7,20 zł.

Czyli na najbliższy tydzień większych ruchów cenowych się nie spodziewamy, ewentualnie te kilka groszy w tę czy drugą stronę?

Tak.

Dalsza część wywiadu pod materiałem wideo

Zobacz także: Money. To sie liczy

A wakacje? Co mówi długoterminowa prognoza?

Na tę chwilę można przyjąć, że ceny benzyny na poziomie ok. 7,40 zł się utrzymają. Niemniej liczba czynników, jakie na nie wpływają i ich zmienność, może te prognozy wywrócić. Kręcimy się wokół tych samych czynników - popyt, podaż, zapasy, geopolityka. Wiadomo, że istotnym czynnikiem będzie rozwój wojny w Ukrainie i decyzje odnośnie dalszych sankcji.

Na to nakłada się sprawa popytu, mamy praktycznie już globalną rewizję tempa wzrostu gospodarczego, a to powoduje, że rewidowane są prognozy popytu na ropę. Na początku roku szacowano wzrost konsumpcji o 3-3,5 mln baryłek, teraz prognozy zeszły na wzrost poniżej 2 mln. Wiele czynników jest nieprzewidywalnych, jak rozwój wojny, kolejne, przewidywalne, jak jesienny sezon huraganowy w USA, wypadają w dość trudnym momencie na rynku.

Skupmy się na razie na lokalnym czynniku. Polskiej tarczy. Niższa akcyza potrwa do końca maja, obniżony VAT do końca lipca. O ile tarcza obniżyła cenę paliwa?

Poziom akcyzy na ten rok jest na poziomie minimum unijnego, więcej obniżyć nie możemy. To spowodowało spadek o ok. 10 groszy. Głównym czynnikiem obniżającym cenę jest niższy VAT z 23 na 8 proc. Przy tym poziomie cen, to oznacza obniżkę na litrze o ok. 90 groszy do złotówki. Jeśli mielibyśmy więc VAT na zwykłym poziomie, płacilibyśmy ok. 8,40 zł za litr benzyny. Dlatego słyszymy, że tarcza zostanie przedłużona. Przywrócenie VAT-u wygenerowałoby znaczący wzrost cen.

Rząd mówił nawet, że rozważa pójście krok dalej - zamrożenie ceny paliw, na styl węgierski.

Wydaje mi się, że rząd złagodził pierwotną wypowiedź i chyba nie myśli na poważnie o odgórnym zamrożeniu cen. Na tę chwilę trudno znaleźć pola do obniżek. Nie mamy wpływu na rynkowe ceny ropy naftowej, charakterystyka rynku polskiego jest inna niż węgierskiego. Wprowadzenie odgórnego pułapu cen rodzi wiele pytań. Jak zareagowałby rynek hurtowy? Sporo importujemy z zagranicy, ok. 30 proc. w przypadku oleju napędowego, ok. 18 proc. benzyn.

Wprowadzenie odgórnej ceny paliw to problemy przy imporcie i rezygnacja części firm z dostaw, co stało się na Węgrzech. Do tego doszły problemy z paliwem na stacjach. Pomysł był wielokrotnie krytykowany, a węgierski rynek jest czterokrotnie mniejszy od naszego. Dlatego jest mało prawdopodobne, by rząd się na to zdecydował, trudno byłoby jakoś racjonalnie podejść i ustalić taki poziom cen.

Skoro nie mamy wpływu na ceny rynkowe, akcyza już obniżona, VAT też, jak jeszcze można manipulować tą ceną, spróbować obniżyć. Są inne sposoby?

Patrząc na składniki ceny benzyny, 30 proc. to podatki, reszta to cena zmienna, bez naszego wpływu, bo nie mamy swojej ropy, a za zagraniczną płacimy w dolarach, w Polsce możemy surowiec tylko przerabiać. Teoretycznie być może Unia mogłaby minimum akcyzowe obniżyć, a jeśli nie to, zostaje nam obniżka VAT-u do zera. Reszta ceny kształtowana jest przez rynek i nie mamy nad tym władzy, tym bardziej że wiele państw obecnie próbuje dywersyfikować swoje zakupy ropy.

Rozbijmy cenę na atomy. 30 proc. to podatki, ale jakie? Co stanowi resztę ceny widocznej przy dystrybutorze.

30 proc. to podatki, czyli suma akcyzy, opłaty paliwowej, opłaty zapasowej i emisyjnej. Kolejny składnik to marża, bardzo niska, w przypadku hurtowych to ok. 1 proc. ceny, na stacjach paliw marże detaliczne to ok. 30-40 groszy. Cała reszta to koszt zakupu surowca i jego przerobu, logistyki, biokomponentów. Pamiętajmy, że na tle UE mamy dość niski udział podatków paliwowych w cenie.

Wisi nad nami kolejny czynnik - szósty pakiet sankcji. Jak mocno to uderzy w ceny paliw?

Scenariusze są różne, część zakłada wzrost cen w przypadku nagłego niedoboru surowca. Ale możliwość nałożenia tych sankcji traktuje się trochę z przymrużeniem oka. Mówi się o wprowadzeniu systemu ceł, który nie spowodowałby gwałtownego odcięcia dostaw. W pierwszym okresie ceny zareagowałyby wzrostem, potem dalsza sytuacja zależałaby od tego, jak poukładał się światowy rynek, czy będzie przekierowanie większych dostaw z Rosji na rynki azjatyckie na przykład, kosztem eksportu krajów OPEC.

Druga kwestia to produkty gotowe, Rosja ma tu spore nadwyżki mocy rafineryjnych, wysyłała ok. 2,6-2,8 mln baryłek ropy dziennie do Europy. Wprowadzenie całkowitego embarga wprowadziłoby szok podażowy i duży skok cen, dlatego Amerykanie proponowali unijnym politykom np. wspomniany wcześniej system ceł. Rynek ropy, patrząc na to, co się dzieje, jak mówiłem, traktuje tę sprawę z przymrużeniem oka. Czas tymczasem gra na naszą korzyść, bo pozwala odnowić zapasy czy zdywersyfikować kierunki importu.

Ropa to zasób, a zasoby przemieniamy w bogactwa. Jaki jest obecnie układ interesów w OPEC, wśród krajów, które ją mają. Opłaca im się zwiększyć wydobycie? Zmniejszyć? Zostawić, jak jest?

Musimy się nieco cofnąć. Obecnie funkcjonuje porozumienie OPEC+, czyli 23 kraje wydobywające ropę rozszerzone o kilka spoza samej organizacji, w tym Rosję. Problem jest taki, że ze względu na wprowadzone sankcje i problemy z wydobyciem części krajów porozumienia, głównie afrykańskich, produkcja rzeczywista jest niższa, niż zakładało porozumienie.

W kwietniu 2020 r., gdy wybuchła pandemia, OPEC+ zdecydował o zmniejszeniu produkcji o 9,7 mln baryłek dziennie, a to dużo, ze względu na lockdowny i spadek popytu. Potem systematycznie zwiększano to wydobycie, wg ostatniej decyzji o ok. 400 tys. baryłek dziennie, aż do poziomu sprzed pandemii. Ale, jak wspomniałem, rzeczywisty poziom wydobycia jest niższy.

Minister energetyki Arabii Saudyjskie powiedział niedawno, że kraje OPEC nie chcą zwiększać produkcji, bo w obecnej sytuacji to i tak nic nie da. Gdyby było nałożone embargo, to owszem, ale teraz OPEC twierdzi, że za ten wzrost cen odpowiada brak produktów gotowych i mocy rafineryjnych, by zaspokoić popyt, a to z kolei skutek polityki klimatycznej, braku inwestycji w sektor i tak dalej. Bezpośrednie naciski niewiele dają i OPEC na razie - jak się wydaje - czeka i realizuje obraną wcześniej strategię.

Jeśli zamknąć to wszystko w jednym zdaniu, to czasy niesłusznie minione, gdy cena paliwa miała piątkę z przodu, już nie wrócą?

Pamiętam, że gdy była pandemia, ceny spadły poniżej 4 zł. Ceny ropy przez chwilę były ujemne, cena baryłki brent w USA spadła do 16 dol. Analitycy mówili wówczas, że ceny nie wrócą już do wcześniejszych poziomów 80-100 dol., że to już przeszłość. I nie mieli racji.

Czyli jest nadzieja?

Jest nadzieja.

Krzysztof Majdan, redaktor prowadzący money.pl

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
gospodarka
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl