Afera śmieciowa. Elemental Holding odpowiada

Elemental Holding reaguje na reportaż "Superwizjera" TVN, w którym zarzucono jednej z jego spółek zależnych uczestnictwo w mechanizmie fikcyjnych transportów elektrośmieci, generującym setki tysięcy, a nawet miliony złotych. Firma już zapowiedziała podjęcie kroków prawnych.

Marek Darnikowski
budowa, machina, buldożer, maszyneria, rolnictwa, cieżarówka, koparka, auta, farma, miejsce, niebo, nabijacz, agrar, górnictwo, wysypisko, selektywna zbiórka odpadów, recycling, odpady, selekcja odpadów, plastikowe butelki, bio odpady, stare meble, brud, zanieczyszczenie, zmiany klimatuGospodarka odpadami to intratny biznes. Zdjęcie ilustracyjne
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | Marek Darnikowski
Marcin Walków

Elemental Holding wydał oświadczenie, informując o podjęciu kroków prawnych wobec redaktora naczelnego TVN i zarządu TVN S.A. Spółka domaga się usunięcia materiału "Superwizjera" TVN oraz opublikowania sprostowania na temat – jej zdaniem – nieprawdziwych informacji.

1 mld zł dla spółki. "Do wyjaśnienia nie zostaną wypłacone"

Przypomnijmy, że według "Superwizjera" puste ciężarówki krążą po Mazowszu, a w państwowym systemie pojawiają się informacje o transporcie odpadów. Autorzy reportażu twierdzą, że takie fikcyjne operacje mogą przynosić setki tysięcy, a nawet miliony złotych. Wśród opisywanych firm, uczestniczących w procederze jako odbiorca, jest spółka z grupy Elemental Holding, która jak informuje "Superwizjer" otrzymała od polskiego rządu ponad miliard złotych dotacji.


WIDEO
Trujące odkrycie. Znaleźli ciężarówkę bez kierowcy


Ministerstwo Rozwoju i Technologii już wydało oświadczenie, w którym podkreśla, że dotychczas należąca do Elemental Holding firma Elemental Battery Metals nie otrzymała jeszcze ani złotówki z tej kwoty. "Do pełnego wyjaśnienia sprawy żadne środki nie zostaną wypłacone" – podkreślił resort.

"Mafia śmieciowa"? Elemental Holding broni się

Elemental Holding broni się przed zarzutem prowadzenia "fikcyjnego recyklingu" przez światową korporację, bo "omówione incydenty dotyczą działalności małych spółek zależnych, których wpływ na spółkę właściwie jest pomijalny i wynosi 1,5 proc. ogólnych przychodów".

Podkreśla też, że wspomniany w materiale 1 mld zł to "nie jest prywatna 'dotacja dla osoby', lecz finansowanie projektów gospodarki obiegu zamkniętego i odzysku surowców". Zaznacza, że środki publiczne i unijne, o których mowa, "podlegają wyjątkowo szczegółowym i wielostopniowym procedurom oceny, kontroli i audytu".

"Dotychczasowe kontrole i audyty nie wykazały nieprawidłowości w wydatkowaniu środków publicznych w sposób, jaki sugeruje materiał – przeciwnie, ich wyniki są udokumentowane i w pełni weryfikowalne" – czytamy w oświadczeniu.

Nie zgadza się też na użycie określenia "osoby związane z mafią śmieciową". "Nie zapadły jakiekolwiek prawomocne orzeczenia sądowe, które pozwalałyby na przypisanie komukolwiek takich kwalifikacji" – przekonuje Elemental Holding.

Spółka zapewnia też, że nieprawdą jest, że "kierownictwo korporacji musiało mieć wiedzę o ewentualnych nieprawidłowościach". I dodaje, że po otrzymaniu materiałów i sygnałów od autorów reportażu "spółki, których dotyczy materiał, zostały poddane szczególnemu nadzorowi, wdrożono procedury wyjaśniające i kontrolne, a następnie podjęto decyzje organizacyjne, mające na celu wyeliminowanie wszelkich możliwych nieprawidłowości".

Wybrane dla Ciebie