AI to nie groźba dla rynku pracy, to szansa na uniknięcie katastrofy

Polska ma rekordowo niskie bezrobocie w całej Unii Europejskiej i jednocześnie szybko się starzeje. W ciągu kilku dekad ubędzie nas siedem milionów. Sztuczna inteligencja, która jeszcze niedawno straszyła zwolnieniami, dziś jawi się jako odpowiedź na demograficzną zapaść. Dostawców technologii już mamy. Muszą się tylko znaleźć chętni, by z niej skorzystać.

..
Źródło zdjęć: © materiały partnera

Bijemy rekordy, ale jak długo to potrwa?

Według ostatnich danych Eurostatu w styczniu 2026 r. stopa bezrobocia w Polsce wyniosła 3,1 proc. Razem z Bułgarią dzielimy pierwsze miejsce jeśli chodzi o najniższe bezrobocie w Unii Europejskiej, a daleko za nami plasują się gospodarki, które od dekad uchodziły za wzorzec efektywnego rynku pracy. Liczba pracujących również imponuje. Na koniec 2025 r. w Polsce pracowało 17,35 mln osób, o blisko 100 tys. więcej niż rok wcześniej. Można świętować. Tyle że za tym sukcesem czai się mniej optymistyczny scenariusz.

Polska się kurczy. Według głównej prognozy GUS w 2022 r. było nas 37,8 mln, a w 2060 zostanie 30,9 mln. To prawie 7 mln obywateli mniej w cztery dekady. W mniej optymistycznym wariancie spadek wyniesie aż 11 milionów. Ubędzie więc tyle ludzi, ilu mieszka dziś w trzech największych polskich miastach razem wziętych.

Te dwie statystyki tworzą paradoks, z którym polskie firmy będą musiały nauczyć się funkcjonować. Z jednej strony rąk do pracy nigdy nie było aż tyle, z drugiej nigdy wcześniej nie groziło nam widmo demograficznej zapaści o takiej skali.

Piotr Ciski, CEO Grupy Symfonia.
Piotr Ciski, CEO Grupy Symfonia. © materiały partnera
– Mamy dwa filary, przez które patrzymy na AI. Pierwszy to ten, że w Polsce jest rekordowo niskie bezrobocie, najniższe w Unii Europejskiej. Wiadomo, że w pewnym momencie brak rąk do pracy może mieć istotny wpływ na spowolnienie gospodarcze. Równocześnie mierzymy się z negatywnym przyrostem demograficznym, czyli coraz mniejszą liczbą obywateli. W związku z czym musimy próbować skalować rynek pracy. Cyfryzacja jest tu naturalną odpowiedzią – mówił Piotr Ciski, CEO Grupy Symfonia, w rozmowie z money.pl podczas tegorocznej edycji Impact w Poznaniu.

Pisząc wprost, dyskusja o sztucznej inteligencji w polskich firmach przestaje być luźnymi dywagacjami o trendach w biznesie i wróżeniem z fusów. Staje się pilną rozmową o trudnej sztuce rozwoju biznesu w niesprzyjających warunkach.

AI nie po to, żeby zastąpić, ale po to, by starczyło ludzi

Strach przed sztuczną inteligencją w wielu polskich firmach sprowadza się dziś do jednej obawy: przyjdzie, zrobi swoje i zabierze pracę. Tymczasem każda przełomowa technologia, która kiedykolwiek wkroczyła do świata biznesu, na początku budziła dokładnie taką nieufność. Po kilku latach okazywało się, że bez niej nikt już nie wyobraża sobie pracy.

– Pojawienie się komputerów spowodowało, że musiały pojawić się stanowiska, gdzie umiejętność obsługi komputera była bardzo ważna. Niestety te zawody, które nie przystosowały się do tego rynku pracy, wypadły – przypomina Piotr Ciski.

Sztuczna inteligencja powtarza ten scenariusz, tylko wrzuca nieco wyższy bieg już na początku. Część zawodów rzeczywiście zniknie, inne zmienią się nie do poznania, a kilka dopiero powstanie. Pytanie więc nie brzmi, czy AI zmieni rynek pracy. Brzmi, kto na tej zmianie zyska, a kto straci.

AI nie wchodzi dziś do firm jak buldożer, raczej jak praktykant. Robi, co umie, czyli powtarzalne, żmudne czynności, a wynik podsuwa człowiekowi do sprawdzenia. I tu zaczyna się prawdziwa zmiana. Być może wcale nie polega ona na zwolnieniach, ale na przesunięciu odpowiedzialności.

Najlepiej ilustruje to przykład księgowości. Branży, która w polskiej gospodarce jest jednym z największych obszarów zatrudnienia administracyjnego, a jednocześnie jedną z pierwszych, w których AI faktycznie się przyjmuje.

– Gdybyśmy dali AI do finansów, niejedna księgowa chciałaby wiedzieć, czy mam pewność, że ten dobrze policzył? Więc nie wystarczy, że on dobrze policzy. On jeszcze musi tej księgowej powiedzieć, jak on to zrobił, żeby ona mogła zweryfikować, że rzeczywiście dobrze policzył. Żeby ona mogła mu zaufać – tłumaczy Piotr Ciski.

To ważna obserwacja. Bo pokazuje, że rola człowieka w cyfrowej firmie nie znika. Ona się po prostu zmienia. Z kogoś, kto wpisuje liczby, na kogoś, kto je weryfikuje. Z kogoś, kto wykonuje, na kogoś, kto kontroluje. A to oznacza, że AI nie tyle zabiera pracę, co podnosi jej poziom. W czasach, gdy ludzi do tej pracy zaczyna brakować, jest naprawdę dobrą wiadomością.

Trzy postawy wobec zmiany i jeden zewnętrzny nacisk

Polskie firmy nie są dziś jednolitym blokiem, który albo masowo wdraża sztuczną inteligencję, albo równie masowo się przed nią wzbrania. Z obserwacji rynku wyłaniają się raczej trzy odmienne postawy. I to one, a nie sama technologia, będą kluczowe.

Pierwsza grupa to entuzjaści. Ci, którzy podchodzą do nowych technologii z otwartością, eksperymentują i, co najważniejsze, wiedzą, czego szukają. Mają zdefiniowany problem biznesowy i chcą narzędzia, które ten problem rozwiąże. AI jest dla nich odpowiedzią na konkretne pytanie.

Druga grupa to ci, którzy czekają, aż fala minie. Już słyszeli o machine learningu, słyszeli o blockchainie, słyszeli o internecie rzeczy. Wnioskują, że AI to kolejna z technologii, które miały wszystko zmienić, a po dwóch latach wyparowały. Wolą poczekać i zobaczyć, co zostanie.

Trzecia grupa to firmy, w których zmiana technologiczna przychodzi dopiero w momencie zmiany pokoleniowej. Czyli wtedy, kiedy do zarządu wchodzi syn, córka albo nowy CEO. Często to ostatni moment, w którym firma wsiada do rozpędzonego pociągu cyfryzacji.

– Mamy grupę, która mówi "funkcjonowaliśmy 20 lat, już słyszeliśmy o machine learningu, a teraz, że AI to będzie następna przemijająca fala. Poczekamy więc, zobaczymy, co się będzie działo na rynku i dopiero wtedy zdecydujemy". To jest ostatnia grupa biznesu, który rzeczywiście adoptuje. Czasami musi nastąpić zmiana pokoleniowa – zauważa Piotr Ciski.

Tyle że na wszystkie te grupy, niezależnie ile by ich było i jak by się je definiowało, potężny nacisk wywiera czwarta grupa, ta najważniejsza – klienci. Oni zmieniają się zdecydowanie szybciej niż sam biznes i chętniej sięgają po dobrodziejstwa AI.

Pokolenie, które wychowało się na smartfonach, oczekuje od firm tego samego, czego oczekuje od banku czy aplikacji do zamawiania jedzenia. Wszystko ma się dziać tu i teraz, w aplikacji, bez kolejek. Jeśli jeden dostawca tak nie potrafi, klient w trzy kliknięcia znajdzie sobie kogoś, kto potrafi.

Klienci się zmienili. Dziś chcą korzystać z usług w sposób, do którego przyzwyczaiły ich smartfony. Nie wyobrażają sobie, że będą chodzić do księgowej z dokumentami. Biznesy, które nie są w stanie dostosować się do swoich klientów, wypadną z rynku – ostrzega Piotr Ciski.

To zdanie warto przeczytać dwa razy. Bo pokazuje, że cyfrowa transformacja w MŚP nie jest kwestią wyboru ani strategii rozwoju. Jest kwestią przetrwania. Nawet firma, która nie chce słyszeć o AI, zostanie do niej zmuszona przez klientów, którzy zmienili swoje oczekiwania, niezależnie od tego, czy firma była na to gotowa, czy nie. Jak biznesy, które nie chciały słyszeć o komputerach czy internecie.

AI w rękach dużych, MŚP na peryferiach

Jest jednak coś, co cyfrową rewolucję komplikuje. AI nie wchodzi do polskich firm równomiernie. Wchodzi tam, gdzie są pieniądze, ludzie i know-how. Głównie do dużych przedsiębiorstw, które dawno przyzwyczaiły się do inwestowania w technologię i mają w organizacji wystarczająco dużo kompetencji, żeby z niej rzeczywiście skorzystać.

– Większe przedsiębiorstwa są na AI gotowe, mają też pewien kapitał intelektualny, który pozwala im z nowych rozwiązań skorzystać – tłumaczy Piotr Ciski w rozmowie z money.pl.

Termin kapitał intelektualny jest tu kluczowy. Bo problem mniejszych firm nie polega na tym, że nie stać ich na narzędzia. Wiele rozwiązań AI jest dziś tańszych niż się powszechnie sądzi, część jest dostępna w abonamencie za kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Problem polega na tym, że w MŚP często nie ma w zespole nikogo, kto wiedziałby, jak te narzędzia wpleść w istniejące procesy. Co podpiąć z czym, jak nauczyć model na własnych danych, jak zweryfikować wyniki.

To rodzi ryzyko, że za pięć lat będziemy mieć gospodarkę dwóch prędkości. Duże firmy z AI w księgowości, marketingu, obsłudze klienta i logistyce. I mniejsze, które wciąż prowadzą faktury w Excelu, bo nie miał kto im pokazać, że da się inaczej. W manufakturze obuwia tak się może da skutecznie rywalizować o klienta, ale w biznesie obejmującym swoim zasięgiem pół Europy – już nie.

O ile nie uda się oczywiście odwrócić dramatycznego trendu w demografii i załatać luki kompetencyjnej – a wszystko wskazuje na to, że się nie uda – to w tej historii główną rolę mogą odegrać dostawcy technologii. Muszą niejako przejąć na siebie odpowiedzialność i dać firmom z sektora MŚP do ręki gotowe narzędzia wspierane AI.

– Takie firmy jak Symfonia będą starały się wbudowywać AI w oprogramowanie i dawać je klientom. (...) W ten sposób spróbują ostudzić tę gorącą dyskusję i nieco temat oswoić. Bo to jest ogromna szansa na pewnego rodzaju wzrost efektywności – zapewnia Piotr Ciski.

Gospodarka dwóch prędkości nie jest zatem scenariuszem przesądzonym z góry. Można jej uniknąć, jeśli dostawcy technologii wezmą na siebie tę część pracy, której mniejsze firmy same nie udźwigną. To znaczy projektowanie, integrowanie i utrzymywanie rozwiązań AI w taki sposób, żeby klient z sektora MŚP mógł z nich korzystać nawet bez wystarczającego kapitału intelektualnego pod ręką. Ten kapitał będzie po prostu outsourcowany. A skąd ma ogromne znaczenie.

Polska ma szansę. Czy ją wykorzystamy?

Demografia, AI i polaryzacja kompetencyjna to globalne procesy. Z Polską czy bez. Tyle że Polska ma w tej grze dość unikatową pozycję, której wiele osób w kraju zdaje się nie dostrzegać. Mamy jedną z największych baz inżynierów IT w Europie, mocne kompetencje matematyczne i techniczne, a koszty pracy wciąż niższe niż w Niemczech czy Francji. Do tego doszło coś, czego pięć lat temu nie było. Ekosystem polskich firm technologicznych, które wychodzą z rozwiązaniami AI poza granice kraju.

Symfonia jest tego dobrym przykładem. Polska firma, która w ciągu ostatnich lat dokonała dwóch akwizycji na rynku rumuńskim i celuje w pozycję lidera cyfryzacji MŚP w całej Europie Środkowej. To pokazuje, że region przestaje być jedynie kierunkiem importu innowacyjnych technologii. Zaczyna sam je tworzyć i sprzedawać dalej.

Ta zmiana jest znacznie głębsza, niż się wydaje. Bo przez ostatnie trzy dekady Polska była dla zachodniej gospodarki przede wszystkim rezerwuarem dobrze wykształconych, ale stosunkowo tanich pracowników. Centra usług wspólnych, biura księgowe międzynarodowych koncernów, zespoły programistów pracujące na zlecenie firm z Berlina czy Londynu. Sprzedawaliśmy czas i kompetencje naszych ludzi. To oczywiście wciąż działa, ale przestaje wystarczać. Bo na świecie są tańsze rynki, którym łatwiej konkurować kosztem pracy. Indie, Filipiny, Wietnam. Polska tej konkurencji długo już nie wytrzyma. Jeśli chce zostać w grze, musi grać o coś innego niż cena godziny. Musi grać o to, kto projektuje system, w którym ta praca się odbywa.

Przewaga nie będzie polegać na tym, gdzie są ludzie, tylko gdzie jest orkiestracja pracy – podkreśla Piotr Ciski. Kluczowa przewaga nie polega dziś na niższych kosztach pracy, tylko na tym, kto projektuje sposób, w jaki firma podejmuje decyzje i wykonuje pracę – dodaje.

To wyzwanie i szansa jednocześnie. Bo jeśli Polska wygra ten wyścig, przestanie po prostu dostarczać Europie inżynierów. Zacznie dostarczać systemy decyzyjne i operacyjne oparte o AI. To zupełnie inna pozycja w gospodarczej hierarchii. I zupełnie inne marże.

Potrzebna jest świadoma, skoordynowana praca po stronie biznesu, administracji i uczelni. Dojrzali dostawcy technologii muszą oferować mniejszym firmom rozwiązania, w które AI jest już wbudowane, gotowe do użycia od pierwszego dnia. Państwo powinno wspierać programy szkoleniowe, których wymaga skok do nowych zawodów. Uczelnie z kolei muszą szybciej reagować na to, co dzieje się w technologii, a nie uczyć dziś tego, co było potrzebne pięć lat temu.

Bo jedno jest pewne. Polska ma dziś okno, które nie będzie otwarte wiecznie. W tym oknie sztuczna inteligencja nie zabierze nam pracy. A już na pewno nie wszystkim. Jednak brak gotowości na zmianę może nam zabrać znacznie więcej. Może zabrać moment, w którym nasz kraj po raz pierwszy od dawna ma szansę wejść do pierwszej ligi.

Płatna współpraca z Grupą Symfonia
Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.
Redakcja serwisu Money.pl