Przy dźwiękach orkiestry górniczej 4 lutego tego roku z kopalni ČSM w czeskiej Stonawie, należącej do spółki OKD, wyjechała na powierzchnię ostatnia tona węgla kamiennego. "To był nie tylko ostatni wózek z kopalni ČSM, ostatni wózek w OKD, ale w ogóle ostatni wózek węgla kamiennego wywieziony spod ziemi w Republice Czeskiej. 4 lutego 2026 r. skończyła się trwająca niemal ćwierć tysiąclecia historia górnictwa węgla kamiennego na ziemiach czeskich" – relacjonował Aureliusz M. Pędziwol na łamach "Deutsche Welle".
Czesi zdecydowali się na zamknięcie kopalni w Stonawie, choć w ostatnich latach przynosiła zyski. Pierwotnie miała zresztą skończyć działalność już w 2022 r., ale proces wygaszania zatrzymały jeszcze wzrosty cen węgla po wybuchu wojny Rosji z Ukrainą.
– Z ekonomicznego, personalnego i legislacyjnego punktu widzenia dalsze przedłużanie wydobycia nie miałoby już sensu – mówił jednak jesienią 2025 r. prezes spółki OKD Roman Sikora.
WIDEOTańsze paliwo na koniec wakacji? Ekspert wskazuje problem
Polska: ostatni węglowy bastion
Tymczasem Polska, jako ostatni kraj w całej Unii Europejskiej, stoi przy węglu (w Europie wydobywają go nadal jedynie Ukraina, Rosja i Turcja). Mimo to, jak wynika z danych zgromadzonych przez Fundację Instrat w "Bazie danych o kopalniach w Polsce", sektor węgla kamiennego jest w naszym kraju trwale nierentowny. Kolejny rok z rzędu skumulowane wyniki operacyjne polskich spółek górniczych są pod kreską (EBITDA to 8,065 mld zł na minusie za 2025 r.).
Jedyne spółki na plusie to Południowy Koncern Węglowy oraz wyróżniająca się na tle wszystkich kopalnia Lubelski Węgiel Bogdanka, która wydobywa najtaniej i bez wsparcia państwa. Polska Grupa Górnicza S.A. (2 mld zł na minusie) w swoich sprawozdaniach przyznaje, że bez wsparcia z budżetu lub w przypadku zakwestionowania przez Komisję Europejską pomocy publicznej, szybko straciłaby płynność.
Jak zauważają analitycy Instratu, niepokojące sygnały płyną też ze spółki, która odpowiada za 95 proc. wydobycia węgla brunatnego w Polsce. PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, właściciel m.in. kopalni i elektrowni w Turowie i Bełchatowie, zanotował w 2025 r. znaczny spadek EBITDA: z 2 mld zł na plusie do 0,3 mld zł na minusie.
Część tego wyniku stanowią koszty restrukturyzacji. W obecnym roku ma się zakończyć wydobycie z dwóch złóż węgla brunatnego. Pierwsze, to należące do PGE GiEK pole Bełchatów (wydobycie będzie kontynuowane na polu Szczerców do ok. 2036 r.). Drugie – odkrywka Tomisławice w KWB Konin (ZE PAK).
Ekspert: to się już nie opłaca
– Wydobycie węgla w Polsce już się nie opłaca – komentuje Michał Hetmański, prezes Fundacji Instrat.
Musimy spojrzeć prawdzie w oczy. Rynek zweryfikował przyszłość górnictwa. Za kilka lat nasze zapotrzebowanie na węgiel obsłużą 2-3 kopalnie. Ktokolwiek twierdzi inaczej, nie zaglądał w dane
Jako główne przyczyny nierentowności polskiego górnictwa Instrat wskazuje wysokie i rosnące koszty wydobycia przy jednoczesnych spadkach – zarówno produkcji, jak i zapotrzebowania na węgiel.
- Średni koszt produkcji jednej tony węgla kamiennego wzrósł znacząco: z 626 zł w 2022 r. do 927 zł w 2025 r.
- Samo wydobycie spadło natomiast o 2,7 proc. rok do roku w przypadku węgla kamiennego (do 42,8 mln ton) i aż o 8 proc. – brunatnego (do 40 mln ton).
Do tego dochodzą obciążenia regulacyjne związane z zakupem uprawnień do emisji CO2, a także unijnym rozporządzeniem metanowym, które wprowadza od 2027 r. rygorystyczne limity emisji metanu z szybów wentylacyjnych. Kluczowe jest w końcu uzależnienie kopalni od pomocy publicznej.
Jak przypomina Instrat, w ubiegłym roku na dotacje podtrzymujące zatrudnienie śląskich kopalń przekazano ok. 8,5 mld zł. W tym roku zabezpieczono na ten cel kolejne 3,5 mld zł.
Co z blokami węglowymi?
Wysoki stopień uzależnienia polskich kopalń od subsydiów zauważa też Komisja Europejska w Raporcie krajowym dla Polski (2026). Wskazuje w nim, że dotacje pochłaniają zasoby, które można wykorzystać na transformację energetyczną, a także że polski sektor energetyczny pozostaje najbardziej emisyjnym w całej UE.
Mimo spadku udziału węgla w miksie do niespełna 53 proc., to paliwa kopalne (prócz węgla także gaz) wciąż odpowiadają średnio za 71 proc. produkcji energii. Ponieważ zaś drogie paliwa kopalne wyznaczają ceny krańcowe energii, to średnia hurtowa cena w Polsce jest również wysoka, a w 2025 r. była jedną z najwyższych w UE.
Polska jest w trakcie negocjacji z Komisją Europejską, jak będzie wyglądał po 2030 r. nowy rynek mocy, czyli mechanizm publicznego wsparcia energetyki. Od jego kształtu będzie w dużej mierze zależało, czy i na jakich zasadach najstarsze bloki węglowe będą mogły funkcjonować po 2030 r.
Chcemy wypracować z KE takie rozwiązanie, które pozwoli zachować wystarczającą moc w okresie przejściowym. Chodzi o to, czy bloki węglowe będą mogły dłużej otrzymywać wynagrodzenie wyłącznie za bycie w gotowości do produkcji energii. Właśnie to zapewnia obecny system.
Finalnie polski rząd będzie musiał zdecydować, czy pieniądze z rynku mocy mają podtrzymywać istniejące jednostki węglowe, czy rozwijać niskoemisyjne moce, magazyny i elastyczność systemu. Pierwszy wariant może podtrzymać popyt na węgiel energetyczny, drugi będzie oznaczał wypychanie węgla z rynku.
Na razie minister energii Miłosz Motyka przekonuje, że w okresie przejściowym – zanim uruchomimy elektrownie jądrowe – jednostki węglowe i gazowe będą niezbędne dla bezpieczeństwa energetycznego.
KE ma też już w rękach polski Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK), który z ogromnym opóźnieniem został przyjęty w rządzie 8 czerwca. Dokument wyznacza kierunek polskiej transformacji do 2040 r. W przypadku węgla – podtrzymuje, że koniec krajowego wydobycia węgla kamiennego ma nastąpić najpóźniej w 2049 r., zgodnie z umową społeczną z górnikami.
Zakłada też zakończenie eksploatacji węgla brunatnego w 2035 r. Jednocześnie do 2030 r. krajowe zużycie węgla ma spaść do ok. 19-28 mln ton (według różnych scenariuszy).
Koszt realizacji wspomnianej umowy społecznej rząd szacował w KPEiK na 137 mld zł. Jak zwracali uwagę analitycy Forum Energii, kwota ta może być jednak niedoszacowana, a umowa może okazać się "bombą z opóźnionym zapłonem". Dla porównania: budowa pierwszej polskiej elektrowni jądrowej pochłonąć ma około 190 mld zł.
Coraz mniej górników
Górnictwo w Polsce trwa, ale górników ubywa z roku na rok. Jak podaje Instrat, w 2025 r. było to 3,6 proc. mniej zatrudnionych niż przed rokiem, a główną przyczyną spadku były odejścia na emeryturę, których nie rekompensowano nowym naborem. W 2026 r. proces przyspieszył, zaczęła bowiem obowiązywać znowelizowana ustawa o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego, która wprowadziła mechanizmy osłonowe i system relokacji pracowników do czynnych kopalń.
Górnicy objęci osłonami spółek mogą skorzystać z jednorazowych odpraw (170 tys. zł) oraz kilkuletnich, płatnych w 80 proc. urlopów górniczych. Łączny koszt tych osłon dla budżetu państwa ma wynieść 10,6 mld zł – podliczają analitycy Instratu.
Pora na zdecydowane kroki pracodawców. Rynek pokazuje, że powinni przyspieszyć wdrażanie oferty osłonowej dla pracowników. Górnicy i energetycy zasługują na mapę drogową sprawiedliwej transformacji, a nie bajki od polityków o rzekomym odbiciu i szansach na uratowanie sektora
– Tymczasem Polska zamknęła w ciągu ostatniego roku tylko trzy kopalnie (Wujek, Bielszowice i Bobrek), a nawet otworzyła jedną nową, czyli niepotrzebny na rynku węgla Szyb Grzegorz w Jaworznie. Gdzie tu logika? – pyta ekspert.
Jak robili to inni?
Górnictwo węgla przez dziesięciolecia było obecne w wielu państwach Europy – od Portugalii, przez Wielką Brytanię, Francję, Szwajcarię, Włochy, po Chorwację, Rumunię czy Bułgarię. Jego likwidacja trwa od kilkudziesięciu lat i odbywała się w różnym czasie, z różnymi efektami.
Zwykle odchodzenie od energetyki węglowej odbywa się w tej kolejności: najpierw zarzuca się wydobycie węgla kamiennego, potem brunatnego, następnie planowane są wygaszenia bloków węglowych w elektrowniach. W okresach przejściowych węgiel kamienny (np. dla przemysłu hutniczego) jest importowany.
We wspomnianych na samym początku Czechach szczyt wydobycia węgla kamiennego przypadł 50 lat temu, gdy roczna produkcja przekroczyła 28 mln ton. Dziś, po wygaszeniu wydobycia w Stonawie, zapotrzebowanie na węgiel kamienny jest pokrywane z importu – w dużym stopniu z Polski. Wygaszenie wydobycia węgla brunatnego oraz odejście od węgla w energetyce Praga planuje zrealizować do 2033 r.
Podobnie jak Polska, Czechy startowały z poziomu gospodarki uzależnionej od węgla, ale inne były ścieżki transformacji. Czesi konsekwentnie rozwijali energetykę jądrową. Elektrownia Temelin rozpoczęła produkcję w 2000 r. Działają też, uruchomione w latach 80. cztery bloki elektrowni Dukovany, a planowana jest budowa dwóch nowych. Już dziś energetyka jądrowa pokrywa ok. 40 proc. czeskiego zużycia energii elektrycznej.
Od atomu natomiast stopniowo odchodzą Niemcy, którzy podjęli tę decyzję na początku XXI wieku. Gdy szefowa KE Ursula von der Leyen uznała niedawno odejście od energetyki jądrowej za "strategiczny błąd", kanclerz Friedrich Merz skomentował, że "osobiście podziela jej ocenę", ale decyzja Niemiec jest nieodwracalna.
"Żałuję, ale tak jest i teraz koncentrujemy się na naszej polityce energetycznej" – dodał. Polityce, w której jest coraz mniej węgla: ostatnia kopalnia węgla kamiennego w Zagłębiu Ruhry została zamknięta w 2018 r. Proces wygaszania był jednak żmudny i kosztowny, obejmujący negocjacje z silnymi związkami zawodowymi.
Niemcy systematycznie wygaszają też energetykę węglową, a całkowite odejście od niej ma nastąpić najpóźniej w 2038 r. Na razie jednak wciąż pracują kopalnie węgla brunatnego, a "brakujący" surowiec importowany jest m.in. z Kolumbii. Faktem jest bowiem, że w okresach niedoboru energii z OZE czy ostrych mrozów, Niemcy wciąż wspierają się blokami węglowymi – stąd raz po raz nagłówki o "powrocie Niemiec do węgla".
Wielka Brytania w pełni wygasiła ostatnią kopalnię głębinową w 2015 r., a odkrywkową w 2023. Erę produkcji energii elektrycznej z węgla zamknęła zaś po 142 latach niemal dokładnie dwa lata temu, wygaszając elektrownię węglową Ratcliffe-on-Soar.
Hiszpania jest natomiast ciekawym przykładem planowego wygaszania górnictwa, połączonego z ochroną pracowników. W 2018 r. rząd zawarł z największymi centralami związkowymi i organizacją pracodawców porozumienie, które obejmowało m.in. odprawy, wcześniejsze emerytury i przekwalifikowanie. Jednocześnie uruchomiono – ze środków własnych i unijnych – wieloletnie inwestycje w transformację regionów górniczych: rekultywację, infrastrukturę, energetykę.
Hiszpańskie Ministerstwo Transformacji Ekologicznej i Wyzwań Demograficznych podaje, że przeznaczyło prawie 2 mld euro na pomoc dla regionów górniczych w latach 2019-2025, a związane z tym projekty przyciągnęły łącznie ponad 5 mld euro inwestycji. Hiszpania jest dziś też jednym z europejskich liderów OZE – w 2025 r. źródła odnawialne odpowiadały tu za 55,5 proc. produkcji energii elektrycznej.
Węgiel nie zniknie z Polski z dnia na dzień. Pytanie brzmi, jaką drogę transformacji obierzemy. Czechy policzyły pieniądze i uznały, że wydobycie nie ma już sensu; Hiszpania postawiła na osłony i inwestycje. Dane Instratu pokazują, że w Polsce utrzymanie status quo może być z każdym rokiem droższe.