"Czarne złoto" przejęte. USA kontrolują zasoby surowca wartego 100 mld.
Po styczniowej zmianie władzy w Caracas i przejęciu kontroli nad złożami ropy przez USA, teraz fundusze inwestycyjne ze Stanów Zjednoczonych rozpoczynają walkę o dostęp do surowca. Stawką jest odbudowa sektora naftowego, w który trzeba wpompować miliardy dolarów. Rynek reaguje entuzjastycznie - opisuje "Financial Times".
Amerykańskie grupy inwestycyjne ścigają się, by wykorzystać nowe otwarcie polityczne i gospodarcze w Wenezueli. Po styczniowej interwencji zbrojnej, która doprowadziła do odsunięcia od władzy Nicolása Maduro, Waszyngton zniósł uciążliwe sankcje gospodarcze. Zmiana ta uruchomiła lawinę zainteresowania ze strony zagranicznego kapitału, który chce partycypować w odbudowie jednego z niegdyś najpotężniejszych rynków naftowych na świecie.
Kluczowym impulsem dla rynków finansowych był apel Donalda Trumpa o zainwestowanie potężnej kwoty w celu odbudowy wenezuelskiego przemysłu wydobywczego. Globalna gospodarka potrzebuje stabilnych dostaw surowców, zwłaszcza w obliczu rosnących napięć na Bliskim Wschodzie. Jak donosi "Financial Times", w odpowiedzi na te wezwania, amerykańscy finansiści oraz przedstawiciele branży energetycznej zaczęli masowo odwiedzać ten południowoamerykański kraj, gdzie odbywają się już spotkania na najwyższym szczeblu, w tym z tymczasową prezydent Wenezueli, Delcy Rodríguez.
"Polski w Waszyngtonie nie ma". Michta ostro o bezpieczeństwie
Państwowy gigant naftowy traci monopol
Aby zrozumieć skalę obecnego zainteresowania, należy spojrzeć na historyczny potencjał tego państwa. Wenezuela posiada największe udokumentowane rezerwy ropy naftowej na świecie, jednak dekady niedoinwestowania, korupcji i złego zarządzania doprowadziły sektor na skraj zapaści. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku kraj ten pompował na rynki światowe imponujące wolumeny surowca, natomiast obecnie produkcja drastycznie spadła, stanowiąc zaledwie ułamek dawnej potęgi.
Przełomem, obok zniesienia amerykańskich restrykcji, okazało się styczniowe przyjęcie nowej ustawy węglowodorowej przez władze w Caracas, która zachęca do wpompowywania zagranicznych funduszy w lokalne inwestycje. Państwowy gigant naftowy PDVSA traci swój monopolistyczny charakter, a prywatne firmy zyskują możliwość bezpośredniego operowania na szybach wiertniczych. To zachęciło do powrotu nie tylko globalne koncerny, takie jak Repsol, Eni czy Shell, ale przede wszystkim otworzyło drzwi dla niezwykle aktywnych funduszy private equity.
Giełdowe debiuty i wielkie fundusze
Jednym z pierwszych graczy, którzy postanowili wykorzystać nową sytuację, jest fundusz Lionheart Capital z siedzibą w Miami, który podpisał list intencyjny w sprawie fuzji swojej spółki celowej z Keo Energy. Jeśli transakcja dojdzie do skutku, powstanie pierwsza spółka notowana na nowojorskiej giełdzie Nasdaq, która zapewni inwestorom instytucjonalnym bezpośredni dostęp do wenezuelskich złóż.
Potencjał takich działań dobrze obrazuje sytuacja spółki PetroUrdaneta, w której Keo Energy ma mniejszościowe udziały, a której słaba wydajność jeszcze do niedawna wpływała na globalne łańcuchy dostaw i światową inflację. Z prezentacji inwestorskich wynika jednak, że przy odpowiednim zastrzyku kapitału produkcja mogłaby wzrosnąć kilkudziesięciokrotnie do końca obecnej dekady.
Znane nazwiska wkraczają do gry
Zainteresowanie tak perspektywicznym rynkiem wykazują również bardzo znani weterani branży wydobywczej. Ali Moshiri, były szef operacji Chevronu w Ameryce Łacińskiej, poszukuje kapitału dla swojego funduszu Amos Global Energy Management, mając już na celowniku konkretne aktywa. Z kolei Bryan Sheffield z Formentera Partners, po kwietniowej wizycie w Caracas, nie kryje ogromnego optymizmu co do perspektyw całego regionu.
– Rozmawialiśmy o sektorze ropy i gazu oraz o tym, co może on oznaczać dla gospodarki Wenezueli, co przyciągnie lawinę nowych funduszy. To może być przełom – mówi Bryan Sheffield, cytowany przez "Financial Times".
Nie tylko czarne złoto
Co ciekawe, gwałtowny napływ kapitału nie ogranicza się wyłącznie do sektora energetycznego. Część inwestorów dostrzega szanse w dywersyfikacji i celuje w branże, które przez lata pozostawały w cieniu ropy naftowej. Przykładem jest tu rodzina Cisneros, wpływowa dynastia biznesowa, która utworzyła specjalny fundusz Intrépida, nastawiony na długoterminowe projekty w rolnictwie, komunikacji oraz nieruchomościach.
– Byłam zaskoczona, jak łatwo udało się pozyskać kapitał – przyznaje Adriana Cisneros, dyrektor generalna grupy, podczas konferencji zorganizowanej na lokalnej giełdzie w Caracas. Jak dodaje w wywiadach, w ten obiecujący projekt zaangażowały się zarówno amerykańskie biura rodzinne (family offices), jak i potężne państwowe fundusze majątkowe.
Obecny boom inwestycyjny w Wenezueli jest również mocno napędzany przez szerszy kontekst geopolityczny na arenie międzynarodowej. Niestabilność w innych kluczowych regionach wydobywczych sprawia, że kapitał szuka nowych, bezpieczniejszych przystani, a po zmianie władzy Ameryka Południowa zaczyna jawić się jako atrakcyjna alternatywa.
– To niewiarygodne: Bliski Wschód płonie, a Wenezuela jest stabilna – zauważa w rozmowie z brytyjskim dziennikiem jeden z zarządzających funduszami w Caracas. Taka konkluzja doskonale podsumowuje nastroje panujące obecnie wśród globalnych inwestorów, którzy przez lata zmuszeni byli omijać ten region szerokim łukiem.
Źródło: Financial Times