Brexit miał zatrzymać migrację. Efekt zaskoczył Brytyjczyków

Brexit miał dać Wielkiej Brytanii pełną kontrolę nad migracją. Dziesięć lat po referendum liczba przyjezdnych jest jednak rekordowa, a eksperci wskazują, że kolejne rządy postawiły na potrzeby gospodarki. Efektem są rosnące napięcia społeczne i polityczne.

Brexit miał zatrzymać migrację. Efekt zaskoczył BrytyjczykówBrexit miał zatrzymać migrację. Efekt zaskoczył Brytyjczyków
Źródło zdjęć: © GETTY | Anadolu
Magda Żugier

Dziesięć lat temu Brytyjczycy zagłosowali za opuszczeniem Unii Europejskiej. Jednym z głównych argumentów zwolenników Brexitu była chęć odzyskania kontroli nad polityką migracyjną. Dziś eksperci zwracają uwagę, że rzeczywistość potoczyła się inaczej, niż oczekiwała część wyborców.

23 czerwca 2016 r. za wyjściem Wielkiej Brytanii z UE opowiedziało się 51,9 proc. głosujących. Zwolennicy Brexitu przekonywali, że opuszczenie Wspólnoty pozwoli ograniczyć napływ migrantów i przywrócić państwu pełną kontrolę nad granicami.

Jak podkreślił w rozmowie z PAP prof. Jonathan Portes z King's College London, po Brexicie nie doszło jednak do ograniczenia liczby imigrantów zarobkowych przybywających do Wielkiej Brytanii.

Ogólne skutki ekonomiczne opuszczenia Unii były zgodnie z prognozami złe, ale w kwestii migracji skończyło się to lepiej niż przypuszczałem. Uniknęliśmy gospodarczej katastrofy – ocenił ekspert.

Stres szkodzi bardziej, niż myślisz. Ekspert wyjaśnia dlaczego

Według Portesa wzrost imigracji był konsekwencją braków na rynku pracy. Przyznał również, że choć żałuje zakończenia swobodnego przepływu pracowników z krajów UE, to nowi migranci m.in. z Indii i Nigerii również przynoszą korzyści brytyjskiej gospodarce.

Rekordowa fala po zmianie przepisów

Punktem zwrotnym okazało się wprowadzenie w 2021 r. przez rząd Borisa Johnsona nowego systemu wizowego. Po jego wdrożeniu nastąpił gwałtowny wzrost migracji spoza Unii Europejskiej.

Jak podaje dziennik "The Times", w latach 2021-2024 do Wielkiej Brytanii przybyło netto około 2,6 mln osób więcej, niż ją opuściło. Napływ migrantów spoza UE zyskał nawet własną nazwę – "Boriswave", czyli "fala Borysa".

Według raportu Center for Policy Studies aż 99 proc. wzrostu populacji Wielkiej Brytanii w tym okresie było skutkiem imigracji. Najwyższy poziom odnotowano do marca 2023 r., gdy liczba nowych migrantów sięgnęła 944 tys. osób. Był to wynik niemal trzykrotnie wyższy od rekordu notowanego przed referendum brexitowym.

Zdaniem dr. Przemysława Biskupa z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych doszło do wyraźnego rozdźwięku między oczekiwaniami wyborców a działaniami polityków.

Zwolennicy Brexitu spodziewali się zaostrzenia kryteriów przyjmowania imigrantów zarobkowych, a nastąpiło daleko idące poluzowanie i całkowite rozminięcie się z oczekiwaniami społecznymi – zauważył ekspert.

Jak tłumaczył, Boris Johnson zdecydował się na liberalizację systemu w obawie przed skutkami gospodarczymi pandemii COVID-19 i potrzebą uzupełnienia braków kadrowych na rynku pracy.

Rosnące napięcia społeczne

Według Biskupa skutki masowej migracji wykraczają dziś poza kwestie gospodarcze. Ekspert zwraca uwagę na zmiany demograficzne i coraz częściej pojawiające się pytania o spójność społeczną kraju.

Jak wynika z danych brytyjskiego Ministerstwa Edukacji, w ciągu ostatniej dekady udział rdzennych Brytyjczyków w szkołach średnich spadł z ponad 70 proc. do około 60 proc., a w szkołach podstawowych do 50 proc. – Ostatnio kwestionuje się nawet czy Wielka Brytania pozostaje nadal społeczeństwem spójnym pod względem kulturowym – zauważył ekspert.

Jego zdaniem rosnąca frustracja związana zarówno z legalną, jak i nielegalną migracją może prowadzić do dalszych napięć politycznych. Widać to również w zmianach na brytyjskiej scenie politycznej, gdzie rośnie poparcie dla Reform UK Nigela Farage'a, dawnej Partii Brexitu.

Biskup ocenia, że skutki referendum z 2016 r. wykraczają dziś daleko poza relacje Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. W jego opinii Brexit stał się katalizatorem głębszych przemian politycznych, które mogą doprowadzić do powstania nowego układu sił na Wyspach.

– Przyszłość będzie należała do ugrupowania, które jako pierwsze skuteczniej przeprowadzi rewolucję albo w postaci deportacji albo radykalnego pogłębienia polityki braku kontroli granic – podsumował ekspert.

Wybrane dla Ciebie