Chińska "inwazja" gospodarcza kosztowała Niemcy 400 tys. miejsc pracy

Niemiecki model, oparty przez dekady na silnym przemyśle i potężnym eksporcie, przechodzi obecnie najpoważniejszy test od lat. Zmiany zachodzące na globalnych rynkach uderzają w gospodarcze fundamenty. Jak do tej pory "inwazja" Pekinu na Europę kosztowała Berlin 400 tys. miejsc pracy - wynika z nowego raportu brytyjskiego think-tanku Center for European Reform.

Niemcy tracą na ekspansji ChinNiemcy tracą na ekspansji Chin
Źródło zdjęć: © East News | AFP, Associated Press, East News, Ebrahim Noroozi, JESSICA LEE
Robert Kędzierski

Według ekonomistów Sandera Tordoira oraz Brada Setsera z londyńskiego Center for European Reform to właśnie Niemcy stały się obecnie epicentrum tak zwanego drugiego chińskiego szoku. Pojęcie to odnosi się do fali taniego, ale coraz bardziej zaawansowanego technologicznie eksportu, który wypycha europejskich graczy z ich tradycyjnych rynków zbytu. Zjawisko to jest widoczne nie tylko w samej Azji, ale również na terenie Europy oraz w państwach trzecich, gdzie niemieckie koncerny dotychczas niepodzielnie dominowały.

Koszty tej transformacji dla rynku pracy są niezwykle wysokie i wciąż rosną. Badacze z Center for European Reform szacują, że w wyniku rosnącej presji ze strony azjatyckiego eksportu niemiecka gospodarka bezpowrotnie straciła już około 400 tysięcy miejsc pracy (tyle dodatkowych miejsc pracy byłoby za Odrą, gdyby nie działania konkurencji z Azji, głównie z Chin). Równolegle obserwuje się niepokojące trendy w samej strukturze wytwarzania dóbr.

Z danych przytaczanych w opracowaniu wynika, że niemiecka produkcja przemysłowa od dłuższego czasu systematycznie się kurczy, a jej obecny poziom znajduje się wyraźnie, bo o 6 proc., poniżej wyników notowanych przed wybuchem globalnej pandemii.

Zamknęli fabrykę Levi’sa. Przejął ludzi i maszyny. "Byłem pierwszy"

U źródeł tego makroekonomicznego przesunięcia leży specyficzny model wsparcia rodzimego biznesu stosowany przez władze w Pekinie. Autorzy londyńskiego raportu przypominają, że azjatyckie przedsiębiorstwa korzystają z potężnych państwowych subwencji, preferencyjnych linii kredytowych oraz sztucznie zaniżanego kursu krajowej waluty.

Taka struktura zachęt pozwala im na zalewanie globalnych rynków produktami o niezwykle konkurencyjnych cenach, co uderza w kluczowe dla Niemiec sektory, takie jak motoryzacja, budowa maszyn, przemysł chemiczny czy branża lotnicza.

Gospodarczy pragmatyzm wygrywa z twardą dyplomacją

Pogarszająca się kondycja krajowego przemysłu wymusza na niemieckiej klasie politycznej podejmowanie trudnych decyzji na arenie międzynarodowej. Wyrazem tego była lutowa wizyta nowego kanclerza Friedricha Merza w Państwie Środka. Podróż ta, będąca jego pierwszą oficjalną wizytą w tym regionie w nowej roli, pokazała wyraźny zwrot w retoryce Berlina w kierunku daleko posuniętego pragmatyzmu. Towarzyszyła mu trzydziestoosobowa delegacja najwyższego szczebla, w skład której weszli przedstawiciele zarządów największych niemieckich potęg przemysłowych.

Postawa szefa niemieckiego rządu podczas spotkań z sekretarzem generalnym Xi Jinpingiem oraz premierem Li Qiangiem wyraźnie kontrastowała z jego wcześniejszymi deklaracjami. Eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich przypominają w swojej analizie, że jeszcze w styczniu ubiegłego roku ten sam polityk określał Chiny mianem lidera "osi autorytaryzmów". Wówczas asertywna postawa doprowadziła nawet do odwołania wizyty jednego z ministrów w tym kraju.

Teraz jednak, w obliczu słabnącej gospodarki, kanclerz zrezygnował z konfrontacyjnego tonu na rzecz budowania koncyliacyjnych relacji, wracając tym samym do polityki ustępstw znanej z czasów jego poprzedników.

Biznes ważniejszy niż kwestie bezpieczeństwa

Podczas wspólnych wystąpień prasowych unikano poruszania drażliwych kwestii z zakresu bezpieczeństwa globalnego. Zamiast tego kanclerz skupił się na podkreślaniu wyjątkowo dobrych ram dla obustronnej współpracy. Omawiając zjednoczenie ChRL i Tajwanu, polityk zaznaczył, że proces ten może nastąpić wyłącznie na drodze pokojowej. Tego typu sformułowania są przez analityków interpretowane jako wyraźny ukłon w stronę gospodarzy i próba zyskania ich przychylności w sprawach czysto biznesowych.

Wizyta obfitowała w konkretne ustalenia handlowe, które mają stanowić koło zamachowe dla obu gospodarek. Podpisano między innymi pięć umów dotyczących współpracy w zakresie walki ze zmianami klimatycznymi.

Z perspektywy europejskiego przemysłu niezwykle istotna była również deklaracja azjatyckich partnerów o zamiarze zamówienia ponad 120 samolotów od europejskiego konsorcjum Airbus.

Nowy wymiar technologicznej zależności

Relacje handlowe między oboma państwami przechodzą obecnie głęboką transformację strukturalną, która budzi niepokój części analityków. Niemcy, które przez dziesięciolecia traktowały rynki azjatyckie głównie jako chłonnego odbiorcę swoich zaawansowanych produktów, same stają się obecnie stroną zależną technologicznie.

Zjawisko to jest szczególnie widoczne w kluczowym dla niemieckiego PKB sektorze motoryzacyjnym. Jak zauważają eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich, branża ta pozostaje głęboko zintegrowana z rynkiem azjatyckim nie tylko pod względem wolumenu sprzedaży, ale przede wszystkim w obszarze łańcuchów dostaw i transferu technologii.

Przykładem tego trendu są niedawne porozumienia zawarte podczas wizyty kanclerza. Koncern Bosch podpisał strategiczną umowę z firmą Nio dotyczącą rozwoju technologii inteligentnych pojazdów elektrycznych. Z kolei giganci tacy jak BMW czy Mercedes-Benz Group nawiązali ścisłą współpracę z chińską spółką Momenta, by wspólnie rozwijać zaawansowane systemy wspomagania kierowcy i jazdy autonomicznej.

Zmianę układu sił widać w oficjalnych statystykach makroekonomicznych. Analizy pokazują, że tradycyjna wymiana handlowa traci na dynamice z perspektywy europejskiej. Tylko w ubiegłym roku niemiecki eksport na chiński rynek skurczył się o prawie 10 proc. rok do roku.

Równocześnie znacząco pogłębiła się nierównowaga w obustronnych obrotach – deficyt handlowy Niemiec wzrósł o kilkadziesiąt miliardów euro, zbliżając się do niepokojącego poziomu 90 mld euro. To dowód na to, że europejscy konsumenci i firmy kupują znacznie więcej azjatyckich dóbr, niż są w stanie tam sprzedać.

Władze w Pekinie doskonale zdają sobie sprawę z tej zmieniającej się dynamiki i aktywnie wykorzystują ją w swojej strategii dyplomatycznej. Ośrodek Studiów Wschodnich określa te działania mianem dyplomacji technologicznej. Eksponując swoje osiągnięcia, na przykład poprzez prezentację zaawansowanych robotów humanoidalnych podczas wizyty niemieckiej delegacji w zakładach Unitree w Hangzhou, azjatycki partner buduje wizerunek państwa innowacyjnego.

Ma to też zniechęcić Berlin do podejmowania jakichkolwiek działań o charakterze protekcjonistycznym.

Rozdźwięk wizji między Berlinem a Brukselą

Sytuacja ta tworzy poważny dylemat strategiczny dla całej Unii Europejskiej. Ekonomiści z Center for European Reform ostrzegają, że niemiecka klasa polityczna wciąż nie docenia prawdziwej skali problemu i długofalowych konsekwencji obecnych procesów gospodarczych. Ich zdaniem standardowe narzędzia polityki wewnętrznej, takie jak deregulacja czy powolne reformy strukturalne, okażą się całkowicie niewystarczające, aby zatrzymać postępujący proces deindustrializacji kontynentu.

Eksperci londyńskiego think tanku wprost apelują, aby rząd w Berlinie zaczął aktywniej wspierać unijne inicjatywy mające na celu gospodarczą ochronę wspólnego rynku przed nieuczciwą, subsydiowaną konkurencją z zewnątrz. Jednak postawa największych niemieckich korporacji, takich jak Volkswagen, BASF czy Siemens Energy, skutecznie blokuje ten kierunek.

Koncernom tym zależy przede wszystkim na unikaniu jakichkolwiek barier celnych czy wojen handlowych, które mogłyby spotkać się z działaniami odwetowymi i odciąć je od dostępu do kluczowych innowacji oraz gigantycznego rynku zbytu.

Rozdźwięk między instytucjami unijnymi a największą gospodarką Wspólnoty postępuje. Podczas gdy Bruksela stara się opracowywać mechanizmy obronne i promować agendę zmniejszania zależności gospodarczej od zewnętrznych mocarstw, Berlin wybiera drogę pogłębiania bilateralnych relacji. Jak zauważają analitycy OSW, dla azjatyckich partnerów Niemcy stały się w obecnej sytuacji geopolitycznej kluczowym aktorem, który posiada wystarczające wpływy polityczne, aby skutecznie spowalniać wprowadzanie ewentualnych europejskich restrykcji handlowych.

Najbliższe lata pokażą, czy strategia oparta na gospodarczym pragmatyzmie i wierze w konstruktywny dialog przyniesie oczekiwane rezultaty, czyli ożywienie niemieckiego przemysłu. Na ten moment twarde dane makroekonomiczne oraz analizy niezależnych ośrodków badawczych sugerują, że bez systemowych zmian w podejściu do globalnej konkurencji europejskie, w tym także niemieckie, firmy będą nadal tracić udział w rynkach. A to nieuchronnie przełoży się na dalsze zmiany w strukturze zatrudnienia i ogólnym poziomie zamożności na Starym Kontynencie.

Wybrane dla Ciebie