- Pomimo wojny na Bliskim Wschodzie, ceny gazu dla gospodarstw domowych nie zmienią się w tym roku - zapewnia w rozmowie z money.pl Renata Mroczek. Przypomina jednak, że taryfy na to paliwo będą funkcjonować tylko do końca 2027 r.
- Chcemy uruchomić interaktywną porównywarkę ofert od sprzedawców prądu. To narzędzie nie podejmie za nas decyzji, ale pomoże dostosować wybór do naszego poziomu zużycia - zapowiada prezes Urzędu Regulacji Energetyki.
- Szefowa URE mówi również o nadchodzących rozmowach o przyszłorocznym budżecie państwa. "To będzie dla nas bój o wszystko. Kwestie finansowania naszego urzędu są zaniedbywane od wielu lat."
Tomasz Setta, money.pl: W trakcie naszej ostatniej rozmowy, wiosną tego roku, zapewniała pani, że ceny gazu dla gospodarstw domowych nie wzrosną - mimo trwającej wojny na Bliskim Wschodzie. Tamta prognoza pozostaje aktualna?
Renata Mroczek, prezes Urzędu Regulacji Energetyki: Rzeczywiście, tak wtedy zakładałam i czas pokazał, że miałam rację: taryfy na gaz pozostaną niezmienione do końca tego roku. W przypadku odbiorców z grupy G, czyli indywidualnych gospodarstw domowych, nadal nie widzę powodów do niepokoju. Oczywiście trudno przewidzieć, co może się wydarzyć na świecie, ale na ten moment sytuacja w Polsce jest stabilna.
Dzięki inwestycjom ostatnich lat zwiększyliśmy naszą odporność na kryzysy. Stan zapełnienia polskich magazynów przed zimą przekracza dzisiaj 80 proc. To o wiele wyższy poziom niż w innych krajach Unii Europejskiej. Do optymizmu pewnie nam daleko, ale powodów do pesymizmu też nie mamy.
WIDEOPolskie rafinerie gotowe na ewentualny atak Rosji? Minister odpowiada
Ceny gazu dla konsumentów nie zawsze będą ograniczać regulowane taryfy. Taki mechanizm będzie działał tylko do końca 2027 r. Co potem?
Obowiązek taryfowania cen gazu dla gospodarstw domowych wyczerpie się pod koniec przyszłego roku - tak wynika z obowiązujących przepisów i nie ma dziś dyskusji o tym, żeby je zmieniać.
Trudno przy tym powiedzieć, jak rynek zachowa się po rezygnacji z taryf. Niedawno Urząd Regulacji Energetyki opublikował pierwszy w historii raport o rynku gazu. Nasze badania pokazały, że odbiorcy tego paliwa niechętnie zmieniają dostawców. Można z tego wywnioskować, że oferty, z których korzystają, nie są odbierane jako niekorzystne.
Z drugiej strony, monopolizacja tego rynku jest dość wyraźna. Doświadczenia związane z mrożeniem cen energii elektrycznej również pokazują, że tego typu państwowe interwencje, choć w określonych sytuacjach potrzebne, w praktyce hamują rozwój konkurencji. Kiedy cena jest zamrożona, konsumenci nie poszukują nowych ofert.
Dlatego URE zachęca do tego, aby rozwijać rynek obrotu gazem. Przy czym z całą pewnością państwo powinno mieć równocześnie przygotowane analizy, jak chronić odbiorców zagrożonych ubóstwem energetycznym.
Rozumiem, że w przypadku cen gazu dla indywidualnych odbiorców nie spodziewa się pani podwyżek. A co z energią elektryczną?
Po pierwszej połowie tego roku możemy powiedzieć, że nie jest źle, choć pewnie zawsze mogłoby być lepiej. W porównaniu do zawirowań, jakie obserwujemy na globalnym rynku gazu, w przypadku energii elektrycznej mamy dużą stabilizację - i to pomimo faktu, że sporą część tej energii wytwarzamy właśnie z gazu.
Spółki energetyczne muszą ponadto w coraz większym stopniu mierzyć się z kosztami wynikającymi ze zmiany rozkładu poboru energii przez odbiorców, wynikającego ze wzrostu liczby prosumentów. Tego typu koszty mogą się później przełożyć na to, co w rachunkach płacą odbiorcy końcowi. Ale nie zgadzam się z tym, by odpowiedzialność za każde niepowodzenie w podejmowaniu decyzji czy trudności rynkowe przerzucać w całości na konsumentów.
Związane z tym koszty i ryzyka powinny ponosić w dużej części profesjonalne przedsiębiorstwa energetyczne, a nie odbiorcy, w szczególności gospodarstwa domowe.
Rząd zaproponował niedawno uproszczenie naszych rachunków za prąd. W przyszłym roku do standardowej faktury będzie dołączone jeszcze jedno pismo z wybranymi informacjami o poniesionych kosztach. To rzeczywiście pozwoli nam lepiej zrozumieć, za co płacimy?
Z naszych badań wynika, że znacząca część konsumentów rzeczywiście ma problem ze zrozumieniem treści otrzymywanych faktur. Wśród respondentów, którzy samodzielnie opłacają swoje rachunki za energię, jedynie około 40 proc. oceniło je jako zrozumiałe. Jednocześnie taki sam procent odbiorców końcowych w gospodarstwach domowych nie rozumie podziału opłat na rachunku za zużycie i dystrybucję energii.
Pomysły związane z tym, by uprościć rozliczenia, są oczywiście nośne medialnie, ale - moim zdaniem - nie są kluczowe. Nasze rachunki za prąd są trudne, bo sama energetyka jest skomplikowana. W związku z tym najważniejsze jest budowanie świadomości odbiorców i edukacja. Co nie wyklucza oczywiście wprowadzenia rozwiązań zmierzających do większej przejrzystości otrzymywanych faktur.
Ta uwaga jeszcze mocniej dotyczy taryf dynamicznych: trudno jest zdecydować się na takie rozwiązanie w sytuacji, w której nie mamy do końca pewności, za co i dlaczego płacimy. Dlatego nie jestem zwolennikiem ograniczania rachunków do wyłącznie jednej kwoty - a przecież pojawiły się też takie propozycje.
Osobiście uważam, że odbiorcy powinni mieć możliwość zapoznania się z wszystkimi pozycjami na rachunku, właśnie po to, by poszerzać wiedzę na ten temat. Wtedy łatwiej będzie im podjąć decyzję o zmianie taryfy na taką, która rzeczywiście może się bardziej opłacać.
Z tego co wiem, URE pracuje nad narzędziem, które będzie pomagać konsumentom w porównywaniu ofert od poszczególnych sprzedawców. Kiedy możemy się go spodziewać?
Prezentacja informacji, która umożliwia porównywanie ofert energii elektrycznej, jest ustawowym obowiązkiem Urzędu Regulacji Energetyki, ale dziś dostępne jest mało wygodne rozwiązanie w postaci zwykłego zestawienia danych. Niestety oferty firm energetycznych są zbudowane w bardzo różny sposób, a niektóre poza ceną zawierają też różne dodatkowe opłaty. Dlatego pracujemy nad interaktywnym narzędziem - takim, które w prosty sposób pozwoli porównać ze sobą dostępne oferty.
Nie odpowie ono oczywiście za nas, jaka oferta jest najlepsza przy naszym indywidualnym poziomie zużycia. Te decyzje będzie musiał podejmować konsument. Będziemy jednak mogli zobaczyć, jak będzie zmieniał się nasz rachunek w zależności od wybranej opcji. Mam nadzieję, że udostępnimy taką porównywarkę już w przyszłym roku.
Wspominała pani o tzw. taryfach dynamicznych. To rozwiązanie chyba coraz bardziej popularne, ale wciąż nie jest masowe i pewnie jeszcze długo takie nie będzie.
Taryfy dynamiczne zdecydowanie nie są rozwiązaniem dla każdego. Wymagają aktywnego zarządzania zużywaną energią, a to po prostu przekłada się na konieczność poświęcenia naszego czasu i zaangażowania. Warunkiem jest ponadto posiadanie licznika zdalnego odczytu.
Dlatego w liczbach bezwzględnych zainteresowanie takim rozwiązaniem rośnie, ale w ujęciu procentowym to wciąż niewielki ułamek odbiorców. W 2024 r. z takiej możliwości skorzystało 135 gospodarstw domowych, rok później już 4836. Ten wynik nie jest jednak spektakularny, jeżeli spojrzymy na udział takich umów w całym segmencie gospodarstw domowych - nie przekroczył on bowiem 0,03 proc. odbiorców. Niewątpliwie jednak zainteresowanie tym rozwiązaniem rośnie, co pokazuje rynek i pojawiające się oferty sprzedawców.
Popularność taryf dynamicznych może zwiększyć pojawienie się usług pozwalających na zlecenie komuś zarządzania naszym zużyciem i dostosowanie go do sygnałów cenowych, np. tzw. akceleratorów. Ale przy okazji przestrzegam każdego przed pochopnym skorzystaniem z taryfy dynamicznej pod wpływem medialnych informacji, bo może to być dla niektórych po prostu zbyt uciążliwe, a w rezultacie też mniej opłacalne.
Mija właśnie rok, od kiedy została pani prezesem Urzędu Regulacji Energetyki. Co udało się przez ten czas zrobić i zmienić?
W energetyce nie ma spokojnych lat, choć sądzę, że ten rok był i tak bardziej spokojny od tego, który przed nami. Czy w tym czasie udało się nam dużo zrobić? Zdecydowanie tak, zwłaszcza w dwóch obszarach. Po pierwsze, dużo pracy włożyliśmy w dialog - i nie chodzi tylko o współpracę URE z rynkiem czy stroną rządową, ale przede wszystkim o budowanie tego dialogu pomiędzy samymi uczestnikami rynku. Współpracujemy też z ministerstwami, gdzie często jesteśmy angażowani do rozmów o konkretnych projektach jeszcze na roboczym etapie, przed formalnymi konsultacjami i uzgodnieniami.
Druga ze zmian to większy poziom cyfryzacji urzędu. To sfera, na której bardzo mi zależało, a startowaliśmy z poziomu niemal zerowego. Liczę, że niedługo dojdziemy do momentu, w którym wiele procedur będzie już scyfryzowanych i zautomatyzowanych, co będzie dużym udogodnieniem nie tylko dla pracowników naszego urzędu, ale przede wszystkim dla uczestników rynku i podmiotów zewnętrznych. W tym kontekście na pierwszy plan wysuwa się cała bardzo obszerna sfera sprawozdawczości.
Chcemy też wykorzystywać narzędzia AI do tego, żeby wspierać proces taryfowania ciepła. Chcę przy tym podkreślić, że ostateczną decyzję nadal będzie podejmować człowiek, a nie sztuczna inteligencja. Możemy jednak usprawnić i przyspieszyć cały proces od strony formalnej. Dziś często z powodu drobnych, ale licznych błędów po stronie składających wnioski do URE, postępowania w tych sprawach potrafią przedłużać się o wiele miesięcy.
Dzięki nowym narzędziom takie sytuacje będą wychwytywane od razu, przez co w wielu przypadkach nie będzie nawet możliwości złożenia błędnego wniosku. Korzyść z tego odczują także odbiorcy, którzy szybciej dostaną informację o nowych taryfach, a te - dzięki stabilizacji na rynku - mają szansę spadać.
W publicznych debatach o energetyce najczęściej porusza się wątek energii elektrycznej i cen prądu. My też poświęciliśmy temu sporo czasu. Słusznie?
To naturalne, że energia elektryczna skupia uwagę wszystkich, bo każdy obywatel naszego kraju traktuje dostęp do prądu jako dobro podstawowe. Natomiast ciepło systemowe nie jest już tak powszechne. Tymczasem to właśnie ciepłownictwo systemowe ma przed sobą zdecydowanie więcej wyzwań. Mówimy o bardzo rozdrobnionym rynku, gdzie praktycznie nie ma ofert wolnorynkowych - choć trwa dyskusja o tym, by takie oferty wprowadzać.
Podmioty oferujące ciepło systemowe są bardzo zróżnicowane, często niewielkie i prowadzone przez samorządy. W rezultacie nie zawsze mają pełną wiedzę i kompetencje do tego, by przeprowadzić transformację energetyczną. Niemniej jednak warto zauważyć, że sytuacja finansowa tych spółek się poprawia. Jeszcze do niedawna rynek był na głębokim minusie, a teraz jest na plusie - to dobra informacja. Mimo to bez dodatkowego wsparcia ciepłownictwo samo nie będzie w stanie zmierzyć się z tym wyzwaniem, jakim jest oczekiwana, głęboka transformacja.
Mówiliśmy już o tym, że prawdopodobnie w przyszłym roku uda się udostępnić konsumentom porównywarkę cen na energię elektryczną. Co jeszcze przed nami?
Z naszego punktu widzenia wchodzimy właśnie w trudny proces zatwierdzania nowego budżetu na 2027 r. i będzie to dla nas bój o wszystko. Powiem wprost: skala tego budżetu będzie przesądzać o tym, czy Polska będzie miała niezależnego regulatora rynku energii i paliw, czy też nie.
Kwestie finansowania naszego urzędu są zaniedbywane od wielu lat. W drabince wysokości wynagrodzeń, po uwzględnieniu wszystkich 52 urzędów centralnych i ministerstw, URE zajmuje miejsce 37. Niestety, od lat pozycja ta z roku na rok jest coraz niższa. Równocześnie praca naszych urzędników jest niezwykle wymagająca i obciążająca. URE podejmuje decyzje warte często wiele miliardów złotych, i to w pojedynczych sprawach. To wszystko wymaga ogromnej wiedzy i zaangażowania i wiąże się z olbrzymią odpowiedzialnością.
Dlatego chcę powiedzieć jasno: jeśli chcemy mieć kompetentnych i sprawnych urzędników, to trzeba ich odpowiednio wynagradzać -w przeciwnym razie będą rezygnować i przechodzić do sektora prywatnego. W naszym przypadku pracownicy odchodzą też do innych urzędów oferujących zdecydowanie większe wynagrodzenia.
W Urzędzie Regulacji Energetyki odpowiadamy za bezpieczeństwo i ciągłość dostaw energii elektrycznej, paliw gazowych i ciepła. Walczymy z szarą strefą np. na rynku paliw ciekłych i gwarantujemy, że na tym rynku przeważają podmioty dające gwarancję rzetelności. Ze smutkiem stwierdzam, że mamy dziś bardzo dużą rotację pracowników, a przy takiej rotacji będzie nam coraz trudniej realizować rosnącą liczbę zadań nakładanych na URE.
Dla przykładu naszym obowiązkiem jest zatwierdzanie nowych taryf na energię elektryczną. To proces niezmiernie skomplikowany. Gdybyśmy nie zrobili tego na czas, to po odmrożeniu cen prądu 1 stycznia tego roku odbiorcy w gospodarstwach domowych zapłaciliby stawkę sprzed mrożenia, czyli 623 zł za megawatogodzinę (cena zamrożona wynosiła 500 zł - red.). Dlatego zrobiliśmy wszystko, by zrealizować obowiązek na czas, mimo że zgodnie z obecnymi możliwościami etatowymi URE zajmowały się tym - dosłownie dniami i nocami - zaledwie cztery osoby. Dzięki ich profesjonalizmowi i olbrzymiemu zaangażowaniu odbiorcy płacą od początku roku cenę niższą od mrożonej.
Spójrzmy też na przykład "CPN". Dane pozyskane z naszego urzędu przyczyniły się w istotny sposób do szybkiego wdrożenia tego programu. I takie przykłady możemy mnożyć: stanowimy dla decydentów wiarygodne i rzetelne źródło danych, wiedzy i doświadczenia. Mój wielki podziw budzi poczucie odpowiedzialności, zaangażowanie i ogrom wiedzy osób, z którymi mam przyjemność od lat pracować w URE.