Dług przebije unijną granicę. Były minister finansów: kosmetyka już nie wystarczy
- Mamy problem z tempem narastania polskiego długu. I nie da się tego tempa ograniczyć jednym podatkiem czy zwykłą "kosmetyką" - ocenia w rozmowie z money.pl prof. Paweł Wojciechowski, szef Instytutu Finansów Publicznych. To komentarz do najnowszych prognoz przyjętych właśnie przez Radę Ministrów.
Rząd przyjął dwa kluczowe dokumenty dla finansów publicznych: chodzi o założenia makroekonomiczne na lata 2026-2030 i sprawozdanie z realizacji średniookresowego planu budżetowo-strukturalnego. Wynika z nich - co ujawnili wcześniej dziennikarze money.pl i Wirtualnej Polski - że nasz kraj już w tym roku przekroczy unijny próg ostrożnościowy dotyczący wysokości długu publicznego. Według wyliczeń Ministerstwa Finansów, dług wyniesie 65,1 proc. PKB, deficyt budżetowy 6,8 proc. PKB, a gospodarka będzie rosła w tempie 3,6 proc. przy inflacji wynoszącej średnio 2,5 proc. w skali roku.
- Informacje o najnowszych założeniach makroekonomicznych potwierdzają, że Polska stoi dziś przed podwójnym wyzwaniem: trzeba jednocześnie ograniczyć deficyt i przebudować strukturę wydatków państwa z transferowej na bardziej inwestycyjną - komentuje w rozmowie z money.pl były minister finansów, prof. Paweł Wojciechowski.
Obawiam się jednak, że ani jedno, ani drugie nie zostanie osiągnięte w najbliższej perspektywie. Polska nie ma jeszcze problemu z samym poziomem długu, lecz z dynamiką jego wzrostu. Prognozowane 65,1 proc. PKB w 2026 roku potwierdza dalszy wzrost zadłużenia i utrzymującą się presję fiskalną - dodaje prezes Instytutu Finansów Publicznych.
Buduje największe polskie firmy. Ucieczka do przodu i "błękitny ocean"
Dług rośnie szybciej niż gospodarka
Ekonomista przywołuje wyliczenia Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Według tej instytucji w perspektywie do 2030 roku Polska potrzebuje łącznego dostosowania fiskalnego rzędu 4 proc. PKB - chodzi o połączenie ograniczenia wydatków i zwiększenia dochodów, tak aby ustabilizować dług i sprowadzić deficyt finansów publicznych w okolice 3 proc. PKB.
- To skala zmian, której nie da się osiągnąć kosmetyką, jednorazowym podatkiem ani działaniami o charakterze technicznym, np. poprzez tzw. naturalne oszczędności - ocenia prof. Wojciechowski. - Pojawia się argument, że z długu można "wyrosnąć" dzięki wysokiemu wzrostowi gospodarczemu. Aby tak się stało przy deficycie rzędu 6–7 proc. PKB, Polska musiałaby przez kilka kolejnych lat utrzymywać realny wzrost w tempie około 4–5 proc. rocznie. To dziś mało realne przy rosnących wydatkach sztywnych, kurczącej się przestrzeni na wydatki rozwojowe oraz niskiej krajowej stopie inwestycji, zwłaszcza prywatnych - dodaje ekspert.
Prognozy "przegoniły" rzeczywistość
Szef Instytutu Finansów Publicznych zwraca też uwagę na konieczność poprawy wiarygodności planowania wydatków przez Ministerstwo Finansów. - Deficyt na 2025 rok planowano na 6,3–6,5 proc. PKB, a zakończył się na 7,3 proc. PKB. Ważne, by rynki uznawały rządowe prognozy za wiarygodne, konserwatywne i osadzone w realnym planie ograniczania deficytu. Tymczasem sam rządowy scenariusz zakłada silniejszą konsolidację fiskalną dopiero w latach 2029–2030, czyli w dalszej części horyzontu prognozy - mówi prof. Wojciechowski.
Największy wysiłek naprawczy po raz kolejny zaplanowano więc na później. Bez przesunięcia wydatków z transferów konsumpcyjnych na inwestycje potencjał wzrostu pozostanie zbyt niski, by stabilizować dług. Im dłużej korekta będzie odkładana, tym wyższy okaże się rachunek polityczny i społeczny - przestrzega.
W ciągu najbliższych dwóch tygodni do najnowszych prognoz Ministerstwa Finansów po raz pierwszy ustosunkuje się Rada Fiskalna. To zupełnie nowa instytucja, która działa w Polsce od początku roku, a jej pracami kieruje dr Sławomir Dudek. Zadaniem Rady ma być m.in. ocena działań MF w zakresie finansów publicznych. Polska była dotąd ostatnim krajem Unii Europejskiej bez takiego gremium.
Tomasz Setta, dziennikarz money.pl