Druga fala koronawirusa. Ekspert przewiduje "małe lockdowny" zamiast jednego wielkiego

Eksperci spodziewają się jesiennej "drugiej fali" koronawirusa. Czy zatem możliwy jest powrót lockdownu i ponowne zamrożenie gospodarki? Politycy mówią o tym niechętnie, a ekspert wyjaśnia: zamiast wielkiego lockdownu lepsze będą lockdowny powiatowe.

Wielki lockdown prawdopodobnie nie będzie już potrzebny, uważa ekspert. Co innego "lockdowny lokalne"
Źródło zdjęć: © WP, Wikimedia Commons
Mateusz Madejski

443 nowe zakażenia w niedzielę, 584 w sobotę. Koronawirus nie zwalnia. Eksperci na całym świecie prognozują, że w okresie jesiennym epidemia koronawirusa może znów przyspieszyć.

Skąd te prognozy? - Przenoszenie koronawirusa można porównać do zarażenia wszawicą. Załóżmy, że ktoś w naszym otoczeniu ma wszy, jednak ludzie są na wakacjach, spędzają dużo czasu na świeżym powietrzu, są lekko ubrani, nie gromadzą się tak bardzo w grupach, więc wszy nie mają tylu okazji, by przeskakiwać z jednej osoby na drugą - komentuje dla money.pl Paweł Grzesiowski, ekspert w dziedzinie profilaktyki zakażeń.

Jak dodaje, jesienią jest też brak słońca - a to sprawia, że nasz układ odpornościowy działa słabiej. To kolejny czynnik, który sprzyja rozprzestrzenianiu się wirusa.


DLA CIEBIE
Biznes od środka x Mbank

Skoro więc szykuje się druga fala epidemii, to czy grozi nam kolejny lockdown wraz z zamrożeniem gospodarki? - Pełnego lockdownu nie da się już przeprowadzić, zarówno z punktu widzenia medycznego, jak i gospodarczego - mówił niedawno minister zdrowia Łukasz Szumowski.

- Przygotowujemy się na drugą falę epidemii jesienią, ale absolutnie nie dyskutujemy o ponownym lockdownie - zapewniała niedawno wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.

Paweł Grzesiowski uważa, że pierwszy lockdown spełnił swoje zadanie - i to właśnie dzięki tak zdecydowanym posunięciom udało się opanować epidemię. - Tak naprawdę ciągle mamy tę pierwszą, wirus z nami jest. Ograniczyliśmy jednak jego rozprzestrzenianie, głównie przez marcowy lockdown - wyjaśnia lekarz.

Czy zatem jesienią będzie kolejny potrzebny kolejny lockdown? - Nauczyliśmy się patrzeć lokalnie na rozprzestrzenianie się wirusa, więc bardziej uzasadnione będą lokalne lockdowny. Na przykład przy wykryciu przypadków w jakimś powiecie można tam ograniczyć działalność szkół czy restauracji na dwa tygodnie. Są takie przypadki na świecie – i w ten sposób udaje się walczyć z ogniskami wirusa - sugeruje dr Grzesiowski.

Wielki lockdown już nie musi być potrzebny, bo zdaniem Grzesiowskiego z koronawirusem już po prostu potrafimy walczyć zdecydowanie lepiej niż na początku roku. - Pamiętajmy, jak wiele dają nam maseczki, ale też regularne mycie rąk czy dystansowanie społeczne. To wszystko pozwala ograniczyć rozprzestrzenianie wirusa o 80 proc. A to nasz wielki sukces, że nauczyliśmy się żyć z wirusem. Korzystajmy z tego - apeluje ekspert.

"Lokalne lockdowny" już działają

W Europie podobne pomysły już zostały wprowadzone w życie. Na przykład w Wielkiej Brytanii w czerwcu wyjątkowo dużo było zakażeń w mieście Leicester. Brytyjskie władze postanowiły więc wprowadzić tam lockdown. 29 czerwca zamknięto puby, restauracje i dużą część sklepów. Mieszkańcom natomiast władze zaleciły zostanie w domach i opuszczanie ich "tylko, gdy jest to konieczne". Restrykcje mają być jednak znoszone prawdopodobnie 24 lipca.

Lokalne lockdowny to zresztą nowa strategia brytyjskiego rządu w walce z koronawirusem. Brytyjczycy chcą zamykać "punktowo" ogniska - pojawiające się w fabrykach czy szpitalach, a nie zamykać cały kraj. Zamknięcie dużego miasta, jak 350-tysięczny Leicester, to ostateczność - w przypadkach, gdy nowych zarażeń jest tak dużo, że nie da się inaczej kontrolować rozprzestrzeniania się wirusa.

Czytaj też: Wesela ogniskiem koronawirusa. Już 350 osób zakażonych

Co na to wszystko polscy przedsiębiorcy? Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej, przyznaje, że ma świadomość, że ciągle nie uporaliśmy się z epidemią - i że jesienią sytuacja może się pogorszyć. Dodaje jednak, że póki co przedsiębiorcy nad Wisłą stosunkowo rzadko rozmawiają na temat powrotu ewentualnych ograniczeń pod koniec roku.

- Wydaje mi się jednak, że powrót wielkiego lockdownu, takiego z początku roku, byłby trudny do wytrzymania. Nawet ze względów psychicznych - mówi Arednarski w rozmowie z money.pl. W sprawie "małych lockdownów" mówi, że warto się zdać na głos ekspertów. - Jeśli pan dr Grzesiowski coś proponuje, to warto to wziąć pod uwagę - dodaje.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.

Wybrane dla Ciebie