Niski stan rzek i zbiorników wodnych wywołany suszą i ekstremalnymi upałami powoduje poważne problemy w energetyce w południowej i środkowej Europie. "Przed nami pięć najtrudniejszych dni" - ostrzegł w poniedziałek węgierski premier Peter Magyar.
Poziom w Dunaju jest tak niski, że wykorzystująca wodę do chłodzenia elektrownia w Paksu może zostać wyłączona na ponad miesiąc. Byłaby to pierwsza taka sytuacja od 44 lat. Elektrownia ta wytwarza blisko połowę energii elektrycznej w kraju.
Węgierskie przedsiębiorstwa, około 300 firm, już zadeklarowały dobrowolne ograniczenie zużycia energii od poniedziałku, 3 sierpnia.
WIDEOTrzęsienie ziemi w CPK. Horała: mógłbym złożyć papiery
Jednak nie tylko Węgrzy zmagają się z problemem. Kryzysowa sytuacja się rozlewa. - Mamy zagrożonych kilka systemów położonych w jednym regionie - zauważa w rozmowie z money.pl Jakub Wiech, ekspert ds. energetyki.
"Sytuacja jest poważna"
Również rząd w Serbii apeluje do mieszkańców o drastyczne ograniczenie zużycia energii. Tamtejsze elektrownie wodne odnotowują najniższy poziom produkcji od momentu uruchomienia. Odpowiadają one za ok. 18 proc. rocznej produkcji energii elektrycznej w Serbii. Djerdap I pracuje na poziomie 20 proc. swoich możliwości, a Djerdap II na 30 procent. Takiej sytuacji nie było z kolei od 23 lat.
To odbija się również na Rumunii oraz Bułgarii. Elektrownie Djerdap, położone na granicy z Rumunią, to wspólny projekt byłej Jugosławii i Rumunii. Nazywane są tam "Żelaznymi Wrotami".
Już pięć dni temu jeden z dwóch bloków elektrowni jądrowej Cernavodă w Rumunii został kontrolnie odłączony od krajowej sieci elektroenergetycznej. W efekcie straciła ona tymczasowo około 650 MW mocy netto i zmuszona została uzupełniać niedobór importem energii. Ostatnie takie wyłączenie miało miejsce w sierpniu 2003 r.
Problem dotyczy też elektrowni jądrowej Kozłoduj, jedynej działającej elektrowni atomowej w Bułgarii. Choć bloki wciąż jeszcze działają, władze poprosiły o pomoc... Serbię i Rumunię.
Z powodu suszy cierpi również chorwacki system energetyczny, który w ponad 50 proc. opiera się na elektrowniach wodnych. Chorwacja współdzieli ze Słowenią elektrownię jądrową Krško, która również jest zagrożona przez bardzo mały przepływ i wysokie temperatury wód Sawy.
- Sytuacja jest poważna, a skutki mogą być poważniejsze niż podczas blackoutu w Hiszpanii z 2025 r. - podkreśla Wiech.
Możliwy efekt domina
Jak zaznacza ekspert, problem w tej części Europy to poważne ostrzeżenie i powód do niepokoju. Jeśli blackout w Hiszpanii postawił w ubiegłym roku w gotowości całą Europę, to kłopoty na Węgrzech, w Rumunii, Bułgarii, Słowenii czy Chorwacji zapalają czerwoną kontrolkę.
Jak przypomina Wiech, system hiszpański jest mocno odizolowany od reszty systemu europejskiego, a tutaj mówimy o miękkim podbrzuszu Europy.
Gdyby nastąpił splot niekorzystnych okoliczności, jednocześnie w serbskim, węgierskim, rumuńskim systemie, a przy tym pogłębiłyby się problemy również w systemie chorwackim czy słoweńskim, moglibyśmy doświadczyć tzw. blackoutu kaskadowego
Co to oznacza? - Elektrownie by się wyłączały kaskadowo, a kryzys rozciągnąłby się na dużą część kontynentu. Musiałaby zadziałać automatyka sieci. Pytanie, gdzie ten kaskadowy kryzys by się zatrzymał - zaznacza Wiech.
Systemy są bowiem połączone. To pozwala na przesyłanie energii w razie konieczności do zagrożonych krajów, ale kiedy w krótkim czasie spadają moce wytwórcze w wielu miejscach, cały system zaczyna odczuwać obciążenia.
Jak wyjaśnialiśmy w money.pl, w Europie cała sieć pracuje w rytmie 50 herców (Hz) - wszyscy producenci i odbiorcy są zsynchronizowani z tą częstotliwością. System musi nieustannie balansować generację z konsumpcją, niemal co do sekundy. Blackout zaczyna się od zaburzenia równowagi: za dużo obciążenia albo za mało mocy. Następuje spadek częstotliwości poniżej bezpiecznego progu.
Czy Polska jest zagrożona?
Jakub Wiech przestrzega, że efektu domina nie można wykluczyć. Sytuacja może uderzyć również w Polskę. - W Polsce odczulibyśmy to w parametrach jakościowych sieci, spadek częstotliwości w sieci uruchomiłby działania awaryjne polskiego operatora - wyjaśnia.
O sytuację zapytaliśmy Polskie Sieci Energetyczne (PSE), które odpowiadają za bezpieczeństwo energetyczne kraju.
- Na razie nie widać takiego ryzyka, natomiast wszyscy operatorzy mają procedury obronne na wypadek problemów w którymś z krajów. Działania takie można było zaobserwować podczas blackoutu w Hiszpanii, który co prawda przeniósł się na terytorium Francji, ale w bardzo ograniczonym zakresie. Zdarzenie na Półwyspie Iberyjskim zostało odizolowane od reszty europejskiego systemu. Różnica jest taka, że problemy na Węgrzech czy w Rumunii znamy z wyprzedzeniem, co pozwala przygotować się na ich potencjalne negatywne efekty dla sąsiednich systemów - informuje nas Wojciech Krzyczkowski z PSE.
W poniedziałek minister energii Miłosz Motyka zapewnił, że polski system energetyczny jest przygotowany na prognozowane wysokie temperatury powietrza. Przypomnijmy, że Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenia już dla połowy kraju.
Jak podkreślił minister, im wyższa temperatura, tym większe ryzyko przeciążenia systemu. - Wzrasta zapotrzebowanie na moc, wzrasta zużycie, a oczywiście spada np. wydajność paneli fotowoltaicznych, bo one najbardziej wydajne są w okolicy temperatury 25-27 stopni - tłumaczył.
Natomiast sytuacja, jeżeli chodzi o region, jeżeli chodzi o Węgry, jest trudna, więc myślę, że Polska w tej sytuacji będzie pełniła - tak jak ostatnio - rolę eksportera. I w tym zakresie nasz system jest bezpieczny
Kluczowe będą godziny wieczorne
Jakub Wiech przypomina, że polskie elektrownie węglowe są wrażliwe na wysokość i temperaturę wód w rzekach. Dwie kluczowe, systemowe elektrownie cieplne w Polsce, które należą do grupy energetycznej Enea, Połaniec i Kozienice, wykorzystują chłodzenie z wód Wisły.
- Problem suszy i niskich poziomów wód również nas dotyczy. Nie jesteśmy zabezpieczeni przed takimi niebezpieczeństwami tylko dlatego, że wciąż posiadamy elektrownie węglowe. Zwłaszcza że stare jednostki podatne są na uszkodzenia i to one są pierwsze wyłączane - ocenia nasz rozmówca.
Na faktyczne bezpieczeństwo składa się miks energetyczny z udziałem OZE. - Mamy duże moce energetyczne zainstalowane w fotowoltaice, podobnie jak Węgrzy, w dzień nie ma problemu ze względu na to, że jest spora generacja, to odciąża system, podobnie jak wiatraki, czy to na morzu czy na lądzie. Połączenie różnych technologii pozwalających na uzupełnianie mocy daje stabilność systemu. Kluczowe są godziny wieczorne, to wąskie gardło dla energetyki - ocenia Wiech.
Jak radzą sobie elektrownie w Polsce
Jak wyjaśnia PSE, obecnie w Polsce występują ograniczenia w pracy niektórych elektrowni konwencjonalnych spowodowane wysokimi temperaturami i niskim poziomem wód. - PSE dysponują procedurami operacyjnymi oraz odpowiednimi narzędziami umożliwiającymi utrzymanie stabilnej pracy systemu również w takich okresach - informuje Wojciech Krzyczkowski.
Jak zapewnia, polski system jest obecnie dobrze przygotowany na pokrywanie zapotrzebowania w okresie letnim. - W poprzednich latach bez przeszkód przechodziliśmy przez fale upałów. By tak pozostało, niezbędne jest zapewnienie odpowiednich mocy dyspozycyjnych. Według obecnie dostępnych danych i prognoz w najbliższych dniach będzie dostępna wymagana rezerwa mocy, przy czym nie można wykluczyć potrzeby skorzystania ze środka w postaci ogłoszenia okresu przywołania na rynku mocy - dodał.
Co to oznacza? Gdy zapotrzebowanie na prąd rośnie, to wybrane elektrownie i magazyny - podmioty, z którymi podpisane są odpowiednie umowy - mają dostarczyć wymaganą moc, a fabryki, chłodnie, centra handlowe czy grupy mniejszych firm mają ograniczyć pobory.
Rynek mocy płaci elektrowniom i innym jednostkom za tę gotowość, a okres przywołania jest godziną, w której ta gotowość zostaje realnie sprawdzona i rozliczona. Ostatni raz PSE ogłosiły okresy przywołania 30 czerwca 2026 r. między godz. 18 a 22.