Local content, czyli trzy plusy i znak zapytania [OPINIA]
W Polsce przygotowujemy się do najbardziej skomplikowanej inwestycji po 1989 r. Jeszcze w tym roku będą rozstrzygnięte przetargi na prace przygotowawcze pod budowę pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej. Nie mam żadnej wątpliwości, że te zlecenia powinny trafić do polskich firm – pisze w opinii dla money.pl Tomasz Stępień, prezes PZPB-Atom.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Dzisiaj w Polsce tzw. local content, czyli udział firm krajowych w zlecaniach przy różnego rodzaju inwestycjach publicznych, jest sprawą najwyższej wagi. Nie ma konferencji gospodarczej, na której nie omawiano by tego tematu. Również wypowiedzi polityków różnych opcji, w tym premiera, są w tym przypadku jednoznaczne. Udział firm krajowych oraz polskiej gospodarki w budowaniu łańcucha wartości przy polskich inwestycjach powinien być jak największy. To duży plus.
Także oczekiwania społeczne są tutaj zbieżne. W powszechnym przekonaniu chcielibyśmy, aby pieniądze (z naszych podatków) wydawane przez sektor publiczny zostawały w krajowej gospodarce. To również duży plus.
Niejako w odpowiedzi na te oczekiwania inwestor pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce, spółka Polskie Elektrownie Jądrowe wraz z konsorcjum amerykańskim na niemalże wszystkich konferencjach branżowych odmienia local content przez wszystkie przypadki. Ostatnio na takiej konferencji w Gdańsku zostało uroczyście ogłoszone podpisanie kontraktu z lokalną firmą z Pomorza na niezbędne usługi w ramach przygotowania placu budowy. To również duży plus.
Dlaczego zarabiasz za mało? Ekspert wskazuje jeden nawyk
W tym roku będą również rozstrzygnięte przetargi prowadzone przez firmy amerykańskie na prace przygotowawcze w postaci niezbędnych robót ziemnych, hali montażowej czy tymczasowych miejsc zakwaterowania pracowników. Nie mam żadnej wątpliwości, że te zlecenia powinny trafić i trafią do polskich firm, podobnie jak kontrakty na niezbędną infrastrukturę towarzyszącą w postaci dróg dojazdowych, kolei czy linii energetycznej.
Najbardziej złożona inwestycja w Polsce po 1989 r.
Należy mieć jednak na uwadze kilka aspektów. Po pierwsze, wartość tych zleceń to niecałe 1-2 proc. CAPEX całej inwestycji. Po drugie, co najmniej do 2028 roku będziemy mówić wciąż o pracach przygotowawczych do właściwej budowy, której wartość według różnych doniesień oscyluje między 150 a 180 mld zł. I to powinien być od samego początku punkt odniesienia dla rozmów o local content. Jaki będzie ostatecznie udział firm krajowych w projekcie samej elektrowni i czy będzie on zadowalający?
Tutaj należy postawić znak zapytania. Projekt budowy elektrowni jądrowej to najbardziej złożone przedsięwzięcie inwestycyjne w Polsce po 1989 roku. Nie jest możliwa realizacja takiej inwestycji w ogóle bez polskich firm. Te będą zatrudniane, tak jak ma to miejsce z wymienionymi pracami przygotowawczymi czy drobnymi usługami. Część polskich firm ma również doświadczenie w dostawach materiałów na innych projektach jądrowych. I one będą również zatrudniane do polskiego projektu.
Niemniej, w oczekiwaniach local content, chodzi - czy raczej powinno chodzić - o coś innego. O takie przygotowanie procesu inwestycyjnego i firm krajowych, aby ich udział był jak największy i zgodny z potencjałem oraz możliwie najwyżej w łańcuchu dostaw (i łańcuchu wartości). Dlaczego to jest ważne? Bowiem możliwe jest wybudowanie elektrowni, a następnie jej kilkudziesięcioletnia eksploatacja bez wykorzystania w pełni tego polskiego potencjału.
Polska jest 20. gospodarką świata, 10 proc. naszego PKB to wartość rynku budowlanego. Firmy krajowe działające w tym sektorze zatrudniają setki tysięcy podwykonawców obsługując wszystkie budowy w Polsce w ostatnich latach. A buduje się w Polsce bardzo dużo i to we wszystkich możliwych sektorach (infrastruktura, wojsko, energetyka itp.).
Jakość wykonania tych inwestycji jest na najwyższym poziomie w porównaniu do rynku na Zachodzie. Inaczej niż w piłce nożnej, to bardziej hiszpańska La Liga czy angielska Premier League niż polska Ekstraklasa.
Polskie firmy będą w stanie zrealizować bardzo duże zakresy tego projektu, jednak stać się to może pod pewnymi warunkami.
Jak wykorzystać polskie doświadczenia
Po pierwsze, model realizacyjny, który proponują Amerykanie na samej elektrowni, polegający na zamawianiu wszystkich materiałów i usług osobno, będzie generował zapotrzebowanie na pracowników, na siłę roboczą. Tylko ok. 10-11 proc. wartości projektu przewidziane jest w systemie budowania, jaki w Polsce (i Europie) występuje powszechnie.
Model direct hire lub direct manager - jaki proponują Amerykanie - w Polsce nie funkcjonuje w tej skali. Co więcej, będzie generował dodatkowe i niepotrzebne ryzyka w postaci podkupowania pracowników firm krajowych czy ściągania siły roboczej z zagranicy. Duże firmy funkcjonujące na polskim rynku nie będą zainteresowane co do zasady udziałem w tak prowadzonej inwestycji. Do inwestycji będą zapraszane firmy mniejsze, ich podwykonawcy oraz firmy z zagranicy, z którymi konsorcjum amerykańskie współpracuje od lat. To jednak spowoduje, że nie w pełni zostanie wykorzystany potencjał i doświadczenie prowadzenia inwestycji, które mamy w Polsce.
Po drugie, nieznane są dokładne standardy i wymogi na całej inwestycji. Polskie i europejskie przepisy wymagają przestrzegania określonych procedur przy wprowadzaniu materiałów i wyrobów budowlanych na nasz rynek i potem stosowania ich przy wznoszeniu obiektów. Jeżeli dla znacznej części inwestycji będzie postawione bezwzględne wymaganie spełnienia norm amerykańskich, ich wprowadzenie będzie wymagało ich zbadania przez akredytowaną jednostkę badawczą na zgodność z dokumentem odniesienia np. normą.
Polskie jednostki nie mają akredytacji na badania według norm amerykańskich i tym samym wykazania zgodności z nimi – będą to więc musiały zrobić podmioty zagraniczne. Również kontrola zewnętrzna tych wyrobów będzie musiała się odbywać według norm amerykańskich, czyli przez inne niezależne podmioty zagraniczne. Nie mówiąc o tym, że również polskie firmy z niższych partii łańcucha wartości nie mają wdrożonych norm i wymogów amerykańskich.
Czy oczekiwania społeczne oraz cele polityczne w zakresie udziału local content zostaną zrealizowane? Na tym etapie realizacji projektu należy zostawić znak pytania. Nie wiemy. Dopiero sposób prowadzenia projektu i przyjmowania założeń przez polskiego inwestora wraz z amerykańskimi partnerami przyniesie nam w niedalekiej przyszłości odpowiedź na to pytanie.
Autorem opinii jest Tomasz Stępień, prezes PZPB-Atom, organizacji wykonawców energetyki nuklearnej.