Notowania

alimenty
08.01.2019 22:18

Pakiet Alimenty po nowemu. Rodzice jednak nie kryją rozgoryczenia

W 2019 r. czeka nas prawdziwa legislacyjna "ofensywa alimentacyjna". Rząd jest dumny z podniesienia progów dochodowych uprawniających do korzystania z Funduszu Alimentacyjnego, jednak można polemizować, czy to krok do przełomu czy tylko kosmetyka.

Podziel się
Dodaj komentarz
(WP.PL)
Ministerstwo ma nadzieję, że "pakiet alimentacyjny" ułatwi egzekwowanie świadczeń na dzieci

Z danych Stowarzyszenia "Alimenty to nie prezenty" wynika, że alimentów na dzieci nie płaci aż 84 proc. zobowiązanych. Dłużnik alimentacyjny ma najczęściej twarz mężczyzny (zaledwie ok. 4 proc. stanowią kobiety), statystycznie jest w wieku 36-45 lat. Problemy z łożeniem na własne dzieci mają najczęściej mieszkańcy województw mazowieckiego, śląskiego i dolnośląskiego.

Można by przytoczyć jeszcze kilka statystyk, ale to rzecz wtórna, gdyż na jej końcu i tak zawsze znajduje się dziecko i samotny rodzic, który nie może liczyć na pomoc byłego partnera. Problem niskiej ściągalności alimentów istnieje od lat i choć każdy rząd próbował (bądź deklarował, że próbuje) sobie z nim poradzić, to ostatecznie zawsze się okazywało, że podejmowane próby są zwyczajnie niewystarczające.

Świat się zmieniał, kryteria Funduszu stały w miejscu

Tworzeniu wrażenia, że państwo pomaga samotnym rodzicom, w głównej mierze służy Fundusz Alimentacyjny, który wypłaca alimenty, jeśli uprawniony nie jest w stanie wyegzekwować ich od drugiego rodzica. Następnie Fundusz odzyskuje pieniądze od opornego rodzica, który pomimo wyroku zasądzającego świadczenie, nie chce płacić. Pomysł słuszny, ale grono osób, które mogą z niego skorzystać, jest bardzo okrojone. Wynika to z bardzo niskich progów dochodowych. Świadczenia przysługują wyłącznie rodzinom, w których dochód na jednego członka rodziny nie przekracza 725 zł. I tak od 11 lat.

Bezlitosny raport ws. alimenciarzy. Wiceminister Marcin Warchoł odpiera zarzuty

To właśnie Fundusz Alimentacyjny, a właściwie jego niedostępność dla większości potrzebujących, wymaga zreformowania w pierwszej kolejności. Z jednej strony wypada pogratulować ministerstwu rodziny pod rządami Elżbiety Rafalskiej, że zdecydowało się na podniesienie progów dochodowych, które nie były zmieniane od października 2008 r. (!) i to niezależnie od tego, że w tym czasie ponad dwukrotnie wzrosła płaca minimalna i w ogóle ceny wszystkich produktów i usług.

Z drugiej strony wysokość podwyżki każe zadać pytanie, czemu owa waloryzacja ma naprawdę służyć. Po odmrożeniu próg wzrośnie o zaledwie 75 zł – do 800 zł. Fundusz Alimentacyjny nadal więc będzie służył wyłącznie najmniej zarabiającym.

Wyższe kryterium zacznie obowiązywać od 1 lipca 2019 r., lecz w praktyce przepisy znajdą zastosowanie w odniesieniu do świadczeń wypłacanych od 1 października.

Propozycję tak symbolicznego podniesienia progu oprotestowali i samotni rodzice, i reprezentujące ich organizacje. Napisali oni list otwarty do prezydenta. "Propozycję rządu traktujemy jako poniżającą" – czytamy w nim.

Krytyka zabolała minister Rafalską, która poproszona przez dziennikarzy o komentarz, przyznała, że "jest jej przykro".

- Nadal tak się czuję, gdy słyszę, że proponowane przez nas podniesienie progu dochodowego do Funduszu Alimentacyjnego jest "poniżające" i że "to jałmużna" - rozwinęła tę myśl w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną".

Jej zdaniem to niezasłużona krytyka, gdyż "osoby samotnie wychowujące dzieci nigdy nie dostały więcej od którejkolwiek z politycznych opcji niż od nas".

Nic więc nie wskazuje na to, by podwyższenie kryterium dochodowego w jakiś szczególny sposób miało przyczynić się do poprawy warunków życia dzieci z niepełnych rodzin. Wprawdzie ministerstwo wyliczyło, że po zmianach dodatkowe 60 tys. dzieci zostanie objętych pomocą Funduszu Alimentacyjnego, jednak biorąc pod uwagę, że milion dzieci nie dostaje należnych im świadczeń, jest to kropla w morzu potrzeb.

Szef nie zapłaci alimentów, ale karę

Być może inne rozwiązania z pakietu przełożą się na wyższą ściągalność. Tym bardziej, że część z nich to prawdziwe novum.

Wiele kontrowersji wywołał pomysł, by pracodawcy, którzy zatrudniają "na czarno" pracowników będących dłużnikami alimentacyjnymi, ponosili solidarną odpowiedzialność za ich zobowiązania. Skala tego rodzaju nadużyć jest ogromna: z wypłacanych bez umowy pieniędzy komornik nie może prowadzić egzekucji, więc nieuczciwy ojciec może się śmiać własnemu dziecku w twarz i mówić: "przecież nie zarabiam, nie mam z czego płacić".

Ostatecznie wycofano się z tego pomysłu i zastąpiono go rozwiązaniem, które inaczej uderza w nieuczciwych pracodawców. Karane będą firmy, które zatrudniają dłużników alimentacyjnych na czarno albo podpisują z nimi umowy o pracę przewidujące najniższe możliwe wynagrodzenie, a resztę wynagrodzenia wypłacają pod stołem.

Kto tak robi, będzie musiał liczyć się z karą w wysokości od 1,5 tys. zł do 45 tys. zł. Aby uczciwy przedsiębiorca nie musiał się obawiać kary, musi sprawdzić, czy pracownik figuruje w Krajowym Rejestrze Zadłużonych z powodu zaległości alimentacyjnych przekraczających trzy miesiące.

Ta regulacja wchodzi w życie już niebawem – 1 lutego, równolegle z przepisami dotyczącymi Krajowego Rejestru Zadłużonych.

Bez zmiany mentalności przełomu nie będzie

Specjaliści zajmujący się problematyką alimentów powtarzają, że pierwszym krokiem do poprawy ściągalności pieniędzy na dzieci jest zmiana ludzkiej mentalności – tak, by niepłacenie nie było traktowane jako wyraz "życiowego sprytu".

Na ten problem zwrócił uwagę w rozmowie z money.pl Andrzej Ritmann, rzecznik prasowy Izby Komorniczej w Łodzi.
- Dłużnicy alimentacyjni bardzo często mają pieniądze, ale nie płacą, bo wyznają zasadę, że "na byłe dzieci nie płacą". "Bo to zła kobieta była". Nie żartuję - to są cytaty z dłużników i to nierzadkie. Trudno mi stać po ich stronie - mówi Ritmann. - Do tego często powstaje coś, co nazywam "zorganizowaną grupą wspierania dłużnika". Wchodzi do niej obecny partner, pracodawca, rodzice. Kryją i chwalą dłużnika, że taki sprytny, bo wykiwał komornika. Na pewno komornika? – pyta retorycznie rzecznik prasowy Izby Komorniczej w Łodzi.

Praca obowiązkowa

Problemem są jednak nie tylko rodzice, którzy ukrywają dochody i w ten sposób uchylają się od płacenia, lecz także ci, którzy celowo nie podejmują zatrudnienia. Uznają, że skoro i tak komornik zajmie im część wynagrodzenia, to szkoda się fatygować.

Ignorują własne dzieci i oczekują, że zajmie się nimi państwo. A państwo właśnie powiedziało "basta" i nałożyło na organizatorów robót publicznych obowiązek zatrudniania, w pierwszej kolejności, dłużników alimentacyjnych.
Pomysł może przynieść oczekiwane skutki, ale tylko pod warunkiem, że organizatorzy rzeczywiście skutecznie zmuszą dłużników do podjęcia pracy. Jeśli nie zadziałają skuteczne sposoby przymuszenia dłużników do podjęcia przydzielonej pracy, będziemy mieć kolejny niedający się egzekwować nakaz.

Przepis zakładający przymusową pracę obowiązuje od 1 stycznia.

Komornik musi mieć pełen zestaw informacji

Ogniwem, którego roli w egzekucji alimentów nie da się przecenić, są komornicy. Nie mogą skutecznie wykonywać swoich obowiązków, jeśli nie będą mieć bieżącego wglądu do sytuacji finansowej dłużnika. Projekt zakłada, że będą mogli pozyskiwać informacje o dochodach dłużników z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Dostęp do bazy elektronicznej ma być nieodpłatny, a dane aktualizowane co miesiąc. Co to zmieni? Gdy tylko dłużnik podejmie legalną pracę, komornik będzie mógł podjąć wobec niego działania.

Dostęp do informacji ma być możliwy od 1 czerwca.

Czas pokaże, na ile pakiet okaże się leczeniem objawów, a na ile rozsądną próbą rozwiązania narastającego od lat problemu. Cieszy, że rząd podszedł do niego kompleksowo i ustawy uderzą w kilku miejscach jednocześnie. Jest jednak kilka wątpliwości. Przykładowo, czy groźba kary finansowej profilaktycznie nie zniechęci pracodawców do zatrudniania osób figurujących w Krajowym Rejestrze Zadłużonych? Czy prace publiczne zmniejszą poziom fikcyjnego (bądź rzeczywistego) bezrobocia wśród alimenciarzy?

I na koniec rzecz najważniejsza: tam, gdzie jednostka (w tym przypadku samotny rodzic) jest zbyt słaba, by dochodzić swoich praw, powinna mieć pewność, że zostanie otoczona parasolem przez silniejszego gracza, czyli państwo. Narzędziem, którym dysponuje państwo, jest Fundusz Alimentacyjny, który pomimo waloryzacji wciąż pozostaje niedostępny dla lwiej części potrzebujących. Minister Rafalska może mówić, że jej przykro, że gest resortu nie został doceniony przez samotnych rodziców. W rzeczywistości przykro jest jednak komuś zupełnie innemu.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: alimenty, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
09-01-2019

TrueParanoja polega na tym, że samotny rodzic nie dostaje alimentów, państwo nie jest w stanie ściągnąć ich z dłużnika. Jak ma jedno dziecka nie dostaje … Czytaj całość

09-01-2019

obeznany_z_sądami_rodzinnymiTak niski limit zarobków to wstyd dla państwa ale z drugiej strony pytanie kiedy PIS ustali tabele alimentacyj aby ukrócić patologię "sądowych cioć" - … Czytaj całość

09-01-2019

gośćCzy Kijowski juz zaplacił? Czy satyr Kazio wyrównał opóźnienia?

Rozwiń komentarze (255)