Notowania

PKS-y odchodzą do lamusa. Dziury komunikacyjne rosną

Nowy rok i nowe cięcia lokalnych połączeń autobusowych, nie pomogą nawet szykowane przez rząd przepisy. Sytuacja w małych miastach i na wsiach staje się coraz gorsza.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Wikimedia Commons CC BY-SA 3.0)
Upadek PKS-ów utrudnia życie mieszkańcom małych miejscowości (Fot: Lichen99 - wikimedia)

Narasta kryzys związany z upadkiem PKS-ów. Mieszkańcy małych miast i wsi, którzy nie mają prawa jazdy i samochodu, mają ogromne problemy z przemieszczaniem się. Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, właśnie przekonali się o tym mieszkańcy okolic Gniezna.

Tamtejszy PKS zlikwidował część kursów do pobliskich miejscowości. Dodatkowo przewoźnik zawiesił całkowicie przewozy w okresie ferii zimowych. A niebawem zapewne zupełnie je zlikwiduje, bo ma 2 mln zł długów i od jesieni jest w stanie upadłości. PKS Gniezno to jedno z kilkunastu takich przedsiębiorstw, którą wciąż należą do Skarbu Państwa.

Na dużą skalę połączenia lokalne zamykają też inni przewoźnicy autobusowi – zarówno ci należący do samorządów, jak i sprzedani np. zagranicznym firmom. W tym roku całkowitą likwidację przewozów w sześciu powiatach zapowiada Arriva, która przed laty kupiła wiele lokalnych PKS-ów. To dawna brytyjska firma, która od kilku lat należy do niemieckiej kolei Deutsche Bahn. Od 1 lipca zamknie swoje oddziały w Węgorzewie, Kętrzynie, Bielsku Podlaskim, Sędziszowie Małopolskim, Prudniku i Kędzierzynie-Koźlu.

Jak czytamy w „DGP”, od kilku miesięcy ogromne cięcia połączeń przeprowadza izraelski Mobilis, który kilka lat temu kupił część lokalnych PKS-ów. Wkrótce zlikwiduje swój oddział w Mrągowie, a w ostatnich miesiącach zakończył lub drastycznie ograniczył działalność kilku dawnych PKS-ów na Mazowszu – w Ostrołęce, Mławie czy Płocku. Efekt jest taki, że w północnej części regionu komunikacja publiczna jest w stanie zaniku. Do wielu wsi nie kursuje żaden autobus.

Zobacz też: Branża transportowa potrzebuje nowych kierowców

Zdaniem Bartosza Jakubowskiego, eksperta ds. transportu z Klubu Jagiellońskiego, wykluczenie komunikacyjne osiągnęło rekordowe rozmiary. Najgorzej jest w woj. warmińsko-mazurskim, lubuskim czy w niektórych częściach woj. łódzkiego i mazowieckiego. Nieco lepiej w Małopolsce czy na wschodzie kraju, gdzie popularni stali się tzw. busiarze, czyli przedsiębiorcy mający czasem kilka mikrobusów. Tyle że oni jeżdżą tylko na dochodowych trasach i nie zapuszczają się do mniejszych wsi.

Wg obliczeń Klubu Jagiellońskiego, przeprowadzonych na podstawie danych ze sprawozdań budżetowych samorządów, aż 13,8 mln mieszkańców Polski żyje w gminach, które nie mają zorganizowanego transportu publicznego.

– To są miejsca, gdzie zupełnie nic nie jeździ, lub takie, gdzie może są jakieś kursy, ale one nie zostały nigdzie umocowane i zamówione. Jeśli kierowca zaśpi, to autobus nie przyjedzie i nikt go za to nie ukarze – mówi „DGP” Jakubowski. Z kolei Polska Akademia Nauk szacowała, że w 2017 r. do 20 proc. sołectw w całej Polsce nie dojeżdżał żaden transport publiczny. Teraz te wyniki byłyby zapewne jeszcze gorsze.

Dlaczego z komunikacją w mniejszych miastach i na wsi jest tak źle? Firmy wskazują na brak uregulowań ustawowych, które zapewniłyby finansowanie deficytowych połączeń. „Nie zostały wprowadzone zmiany systemowe i prawne konieczne dla zapewniania rentownej realizacji przewozów w regionach. Miały być one wdrożone w procedowanej od kilkunastu miesięcy nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym z 16 grudnia 2010 r., ale zostały po raz kolejny odłożone w czasie” – tak najbliższe cięcia tłumaczy w swoim komunikacie Arriva.

Tuż przed Bożym Narodzeniem Ministerstwo Infrastruktury ogłosiło, że w styczniu rząd zajmie się nowelizacją przepisów, które powinny ograniczyć biały plamy komunikacyjne. W skrócie, w założeniach jest nałożenie na marszałków województw obowiązku tworzenia planów transportowych, które określałyby niezbędną siatkę połączeń. Miałyby one powstać na podstawie zgłaszanych przez gminy i powiaty potrzeb komunikacyjnych.

Ministerstwo zakłada, że dzięki regulacjom 70 proc. regionów będzie pokrytych transportem użyteczności publicznej. Reszta komunikacji miałaby się odbywać na zasadach komercyjnych. Tyle że na skutki tych rozwiązań przyjdzie poczekać długo.

– Mamy nadzieję, że cały system realnie zacznie funkcjonować 1 stycznia 2022 r. – powiedział cytowany przez „Portal Samorządowy” Bogdan Oleksiak z Ministerstwa Infrastruktury.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
02-01-2019

Karbid BezbożnikXXI wiek a ludzie nie mają jak do chałupy dojechać. W czasach PRL-u takiego problemu nie było.

02-01-2019

DaroLokalni politycy rozwalili PKS puszczając w tym samym czasie busy prywatne A teraz jeżdżą tylko w dobrych godzinach.do tego wszyscy mają samochody i … Czytaj całość

02-01-2019

MieszkanieplusTaniej wyjdzie przedluzyc metro w warszawie czy przy jakiejs stacji skm wybudowac mieszkania plus i przesiedlic ludzi niz organizowac im transport … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (43)