Polska nie jest gotowa na gorący klimat. Jeden dzień upału może kosztować miliony

Fala upałów, która przechodzi przez Europę, szybko zamienia się w test odporności państw, miast i sieci energetycznych. Ekonomiści PIE szacowali już wcześniej, że jeden dzień rekordowego upału kosztować może ok. 110 mln zł przez sam spadek produktywności. A to tylko fragment rachunku.

Praga ogarnięta upałamiPraga ogarnięta upałami
Źródło zdjęć: © Getty Images | Milan Jaroš
Przemysław Ciszak

Upały w końcówce czerwca, a po nich gwałtowne burze to dopiero początek zmagań z anomaliami pogodowymi. Światowa Organizacja Meteorologiczna (World Meteorological Organization WMO) informowała pod koniec czerwca, że Europa mierzy się z wyjątkowo silną falą upałów, która bije rekordy temperatury. Problem w tym, że stają się one nową rzeczywistością, na którą wciąż nie jesteśmy przygotowani.

Zgodnie z szacunkami WMO istnieje 91 proc. prawdopodobieństwa, że między 2026 a 2030 r. padną kolejne rekordy ciepła.

Błyskawiczne powodzie to miliardy z budżetu. Miasta są niedostosowane

Przeciążone sieci

Kilka dni z temperaturą przekraczającą 35 st. C z rzędu sprawia, że infrastruktura energetyczna przez długi czas pracuje pod podwyższonym obciążeniem. W efekcie mamy lokalne przeciążenia lub czasowe zakłócenia w dostawach energii.

Kilkudniowe upały zwiększają jednak ekspozycję systemu na awarie oraz obciążenie sieci przesyłowych - zaznacza w rozmowie z money.pl dr Adam Juszczak, starszy doradca w Zespole Energii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Jak podkreśla, fale upałów oznaczają większy pobór mocy już choćby przez jednoczesne uruchamianie setek tysięcy klimatyzatorów w całym kraju.

Nowsza infrastruktura jest dostosowana do pracy przy temperaturach sięgających 80 st C., ale w przypadku starszych elementów sieci limit ten jest niższy i wynosi zwykle 40-60 st C. Wysokie temperatury prowadzą także do spadku obciążalności przewodów fazowych - ocenia ekspert.

Polskie Sieci Energetyczne zapewniają, że system jest stabilny i nie ma na razie potrzeby wprowadzania nadzwyczajnych działań, takich jak stopnie zasilania, gdy dochodzi do drastycznego zapotrzebowania na moc.

- W połączeniu z awariami kilku jednostek konwencjonalnych oraz niższą od oczekiwanej generacją z elektrowni wiatrowych przełożyło się to na konieczność przywołania rynku mocy - zaznacza jednak dr Juszczak.

A mimo to, dodaje, jak dotąd nie doszło do zbliżenia się do rekordowych poziomów zapotrzebowania na energię elektryczną - w ostatnich dniach wynosiło ono maksymalnie ok. 23 GW, czyli blisko 5 GW mniej niż tegoroczny rekord z lutego.

Według raportu z 2025 r. w sieci PGE Dystrybucja przeciętny odbiorca miał 239,6 minuty nieplanowanych przerw w dostawach prądu razem z przerwami katastrofalnymi, a częstotliwość nieplanowanych przerw wyniosła 3,35 na odbiorcę. Przy bazie 5,86 mln odbiorców daje to w przybliżeniu ponad 23 mln odbiorcogodzin bez zasilania rocznie.

- Mimo tych wyzwań oraz większego wysiłku po stronie operatora systemu przesyłowego, obecne upały nie wydają się stanowić istotnego zagrożenia dla stabilności systemu. Eksperci częściej wskazują na ryzyka związane z gwałtownymi burzami, które odpowiadają za większość uszkodzeń linii elektroenergetycznych - zaznacza Juszczak.

Duże znaczenie ma infrastruktura energetyczna.

Jak podkreśla w rozmowie z money.pl Kuba Gogolewski, dyrektor programowy fundacji Mission Possible problemem jest też sama struktura. - W Polsce energetyka oparta jest głównie na elektrowniach cieplnych wymagających chłodzenia. Przy wysokich temperaturach i niskim poziomie wód może to prowadzić do ograniczeń w pracy elektrowni, przypomina.

To, jak podkreśla, problem całej Europy. - Przykładem mogą być problemy elektrowni jądrowej Paks na Węgrzech. Polska ma ograniczone zasoby wody, a najmniej wodochłonne są rozwiązania oparte na energetyce wiatrowej i słonecznej, zwłaszcza tej rozproszonej. Również elektryfikacja transportu oraz ciepłownictwa zmniejsza zanieczyszczenie wód powierzchniowych w związku ze spadkiem zapotrzebowania na wydobycie i spalanie węgla, a także gazu i biomasy - dodaje dyrektor Mission Possible.

Elektrownia jądrowa to pewne rozwiązanie, ale nie bez wad. - Taka zlokalizowana nad morzem to inna sytuacja niż choćby SMR-y czy elektrownie gazowe z otwartym systemem chłodzenia budowane z dala od morza i chłodzone wodami z rzeki, sztucznego zbiornika czy jeziora. Jeśli planujemy jednocześnie budowę SMR-ów, elektrowni gazowych albo centrów danych nad tą samą rzeką, musimy patrzeć na dostępność wody systemowo. W przeciwnym razie różne inwestycje będą konkurowały o ten sam zasób - podkreśla Gogolewski.

Jak podkreśla ekspert, dziś znacząca część poboru wody przypada na energetykę. To około 75 proc. - Wpływa to na zanieczyszczenie termiczne. Trzeba myśleć systemowo - podkreśla Gogolewski. - Dla kontrastu najmniej wodochłonna jest morska i lądowa energetyka wiatrowa, a następna w kolejności jest energetyka słoneczna, zwłaszcza ta małoskalowa np. na dachu czy na balkonie - zaznacza.

Upały kosztują majątek

Jak wskazuje najnowszy raport fundacji Climate&Strategy, od 1980 r. krajowa gospodarka poniosła koszty rzędu 86 mld zł w wyniku zmian klimatycznych. Tylko w ciągu ostatnich 3 badanych lat straty przekroczyły 17 mld zł.

To plasuje Polskę na piątym miejscu w całej Unii Europejskiej pod względem wrażliwości na wysokie temperatury. Według Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi oraz Instytutu Reform do 2050 r. polska gospodarka może tracić nawet 124 mld zł rocznie.

Z kolei wyliczenia PIE wykazywały, że aglomeracja Warszawy traciła ok. 110 mln zł dziennie z powodu spadku produktywności.

Jako społeczeństwo jesteśmy bardziej dostosowani do zimy niż do lata. Potrzebna jest więc także zmiana kulturowa. Przykładem jest siesta, która u nas bywa anegdotyczna, w Niemczech tymczasem jest już brana pod uwagę, ponieważ w czasie największych upałów produktywność wyraźnie spada - zauważa w rozmowie z money.pl Kuba Gogolewski, dyrektor programowy fundacji Mission Possible.

Przegrzane mieszkania. Polska niedostosowana

Mimo że od lat prowadzone są kosztowne programy termomodernizacyjne polskich mieszkań i domów, to wciąż ukierunkowane są one głównie pod kątem zim i utraty ciepła niż coraz dłuższych fal gorąca.

Klimatyzacja nadal jest luksusem lub dodatkiem, nie elementem powszechnej odporności mieszkaniowej. Dane Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazują na problem tzw. ubóstwa chłodniczego. Raport z 2023 r. wykazał, że aż 23 proc. polskich gospodarstw domowych deklarowało, że nie jest w stanie wystarczająco schłodzić mieszkania podczas letnich upałów.

Michał Zabdyr-Jamróz, ekspert zdrowia publicznego z Uniwersytetu Jagiellońskiego i analityk Polskiej Sieci Ekonomii, przekonuje, że choć tempo modernizacji - nie tylko budynków, ale całej urbanistyki zdecydowanie - jest zbyt wolne, to samo w sobie nie jest głównym problemem.

- W gruncie rzeczy termomodernizacja może być dobrą bazą, żeby izolować mieszkania od upałów z zewnątrz. Problemem jest brak wentylacji i okna, przez które mieszkanie się nagrzewa. W przyszłości – wraz z postępującymi zmianami klimatycznymi – najprawdopodobniej będziemy musieli zacząć się inspirować rozwiązaniami architektonicznymi z cieplejszych rejonów świata: instalacja markiz czy okiennic włoskich. Ale to wymaga większych inwestycji. Bezpośrednio najbardziej przystępnym rozwiązaniem są specjalne folie na okna, które zapobiegają nagrzewaniu wnętrz - ocenia Zabdyr-Jamróz.

Potrzeba zmian myślenia

- Istnieje pewien limit, do którego możemy się adaptować. Jesteśmy stosunkowo dobrze przygotowani technologicznie i w konsekwencji często stosujemy "mechaniczne" podejście do rozwiązania problemu. Wyzwaniem pozostaje jednak tempo dostosowywania się do zmian klimatycznych i możliwości przystosowania się do życia w gorącym klimacie - stwierdza Kuba Gogolewski.

Jego zdaniem, chodzi również o przesunięcie myślenia w stronę rozwiązań lokalnych i grupowych. - Potrzebujemy w miastach przestrzeni, w których można się schłodzić. To choćby wspólne przestrzenie zielone, powszechny i darmowy dostęp do wody pitnej, farmy miejskie, budowa elementów schładzania przestrzeni publicznej, jak choćby coraz powszechniejsze rozstawianie mgiełek wodnych - wylicza szef fundacji Mission Possible.

Pewne działania są podejmowane, przyznaje. - Możemy odbetonować miasta i zadbać o lepszą retencję, ale to nie wystarczy, jeśli będziemy myśleć wyłącznie na poziomie jednostkowym: własnego domu, mieszkania czy najbliższego otoczenia. Osłabiliśmy myślenie o rozwiązaniach grupowych. Tymczasem, opierając się na pojedynczych osobach, nie rozwiązujemy problemu - zaznacza Gogolewski.

Jak podkreślają eksperci, bez całościowego planu obejmującego zarówno rozwiązania na poziomie jednostkowym, jak i odgórne zmiany na poziomie miast, gmin, kraju czy nawet międzynarodowym nie będziemy w stanie dostosować się do postępujących zmian.

- Wciąż nie uruchomiliśmy potencjału najbogatszej części społeczeństwa i największych organizacji. Nie mamy dobrze zaadresowanych działań skierowanych do firm i korporacji, które mają największy wpływ na zmianę i mogłyby tworzyć pozytywne wzorce. Wciąż nie zarządzamy adaptacją systemowo - ocenia nasz rozmówca.

Wybrane dla Ciebie