Autorzy raportu "Polska - Europa - Chiny: współpraca czy pułapka uzależnienia?" wskazali, że Europie grozi nowa fala chińskiej ekspansji gospodarczej, określanej mianem "chińskiego szoku 2.0".
W odróżnieniu od pierwszej fali globalizacji z początku wieku, obecna presja ze strony Pekinu uderza bezpośrednio w technologiczny i przemysłowy rdzeń Europy: motoryzację, sektor maszynowy, chemię oraz zielone technologie - zaznaczyli eksperci.
W raporcie oszacowano wynikającą z tego utratę wartości dodanej, która "wycieka" z tego powodu z europejskiej gospodarki.
Skoro Polacy zarabiają więcej, to dlaczego uważają, że biednieją? Analityk odpowiada
W ocenie ekspertów wnioski są alarmujące. "W skali całej Unii Europejskiej drenaż ten osiągnął w ubiegłym roku poziom 87 mld euro. Najwięcej straciły kluczowe sektory unijnego przemysłu: motoryzacja i elektromobilność - 28,5 mld euro, maszyny i urządzenia - 22,1 mld euro oraz produkcja komponentów IT i elementów elektronicznych - 19,8 mld euro. Dla samej Polski rachunek za ubiegły rok zamknął się stratą 11,4 miliarda euro. Zagrożonych jest nawet 45 tysięcy polskich miejsc pracy, zwłaszcza w sektorach produkcji baterii, części motoryzacyjnych, AGD oraz stali" - zaznaczyli autorzy raportu.
Z przeprowadzonego na potrzeby raportu badania ankietowego wynika, że 71 proc. polskich przedsiębiorców negatywnie ocenia wpływ ekspansji chińskich firm na rodzimą gospodarkę.
"Polscy i europejscy przedsiębiorcy alarmują, że mierzą się nie z tradycyjnie pojmowaną konkurencją, lecz z potężną machiną 'państwowego kapitalizmu'. Chiny generują gigantyczną nadprodukcję, wspieraną potężnymi subsydiami. Tamtejsze firmy otrzymują średnio od 3 do 8 razy więcej wsparcia publicznego niż przedsiębiorstwa w krajach OECD" - wskazano w raporcie.
UE traci miejsca pracy
Eksperci zwrócili uwagę, że chińskie podmioty systemowo omijają unijne normy i korzystają z asymetrii regulacyjnych, m.in. za pośrednictwem platform e-commerce wysyłających towary bezpośrednio do konsumentów.
Wedle przytoczonych w raporcie szacunków amerykańskiej firmy badawczej i think tanku Rhodium Group, z powodu chińskiej ekspansji UE traci dziennie 500 miejsc pracy w przetwórstwie przemysłowym.
Z kolei według wyliczeń francuskiego Haut-Commissariat a la Stratégie et au Plan presja konkurencyjna ze strony Chin obejmuje blisko 24 proc. eksportu państw UE. Eksperci zauważyli, że nawet najmniej narażone kraje lokują niemal 10 proc. eksportu na rynkach, gdzie rywalizacja z chińskimi podmiotami jest szczególnie silna i nierówna.
Wysoką wrażliwość na tę presję widać zarówno w największych gospodarkach UE - Niemczech (32 proc.), Francji (26 proc.) i Włoszech (25 proc.) - jak i w mniejszych, lecz silnie uprzemysłowionych państwach, takich jak Słowacja (28 proc.), Szwecja (27 proc.) czy Czechy (25 proc.). Z presją chińskiej konkurencji zmaga się też 15 proc. polskiego eksportu.
Autorzy dodali, że presja ze strony Chin coraz wyraźniej zaznacza się również na unijnym rynku wewnętrznym. Według niektórych szacunków, jeśli obecna dynamika wzrostu importu z Chin zostanie utrzymana, to w średnim okresie zagrożona może być produkcja w sektorach odpowiadających łącznie za 55 proc. unijnego przetwórstwa przemysłowego.
Belgia i Chorwacja najmniej uzależnione od Chin
Najbardziej narażone pozostają Niemcy oraz gospodarki Europy Środkowej silnie związane z niemieckim zapleczem przemysłowym, szczególnie z sektorem motoryzacyjnym. Eksperci wymienili tu Słowację, Czechy i Słowenię. Nieco mniej zagrożona jest Polska, dzięki bardzie zdywersyfikowanej gospodarce. Najlepiej w Unii wypadają pod tym względem Belgia i Chorwacja.
- W polskiej debacie publicznej kwestia chińskiej ekspansji przemysłowej wciąż rzadko przedstawiana jest jako bezpośredni problem polskich firm. Najczęściej uważamy to za problem Niemiec i tamtejszych gigantów motoryzacyjnych czy maszynowych. To fundamentalny błąd - zauważył wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) dr Jakub Jakóbowski.
Unia Europejska mierzy się dziś z nową, potężną falą ekspansji zaawansowanych produktów przemysłowych, które zagrażają branżom strategicznym dla przyszłości naszego wzrostu i suwerenności gospodarczej. Czas najwyższy, by Polska odpowiedziała na to wyzwanie i precyzyjnie zdefiniowała swoje własne interesy w świetle tej presji - dodaje ekspert.
W ocenie wiceministra rozwoju i technologii Michała Jarosa, który wystąpił przed prezentacją raportu, zasadniczym celem dla Polski powinna być budowa nowoczesnej, innowacyjnej i odpornej gospodarki.
- Odpowiedzią na globalne wyzwania nie może być rezygnacja z otwartości gospodarczej, lecz wyrównywanie pola gry oraz budowa silniejszej bazy przemysłowej, zdolnej do konkurowania jakością, innowacyjnością i produktywnością - podkreślił Jaros.
Wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Jakub Bińkowski uważa, że obecna polityka gospodarcza Chin jest "egzystencjalnym zagrożeniem w wymiarze ekonomicznym i politycznym". Podkreślił, że konieczne jest wdrożenie ochrony europejskiego rynku na wzór amerykański, a także wdrożenie propozycji zawartych w unijnym Industrial Accelerator Act.
- Rynkowa konkurencja i wolny handel zbudowały potęgę gospodarczą Polski w ostatnich trzech dekadach, jednak reguły gry uległy bezpowrotnej i brutalnej zmianie. Świat nie będzie czekał na naszą refleksję - musimy natychmiast przyjąć do wiadomości potrzebę prowadzenia aktywnej polityki przemysłowej i selektywnego protekcjonizmu - wskazał.
Eksperci: polski biznes wymaga transformacji
Eksperci ZPP i OSW rekomendują odejście od dyktatu najniższej ceny w zamówieniach publicznych. W zamian proponują wprowadzenie kryteriów całkowitego kosztu posiadania, trwałości oraz bezpieczeństwa dostaw, a także szerokie stosowanie klauzul local content, czyli preferowanie produktów wytworzonych w Polsce i innych krajach UE.
Ich zdaniem należy też zaostrzyć nadzór i egzekwowanie przepisów. Jak zauważyli, potrzebna jest bezwzględna kontrola celna i techniczna produktów oferowanych przez chińskie platformy e-commerce. Niezbędne jest też wsparcie finansowe dla odbudowy europejskich zdolności produkcyjnych - od leków krytycznych, przez półprzewodniki, aż po magnesy i ogniwa.
Z kolei polski biznes wymaga transformacji. Firmy muszą masowo wdrażać rozwiązania Przemysłu 4.0, czyli robotyzację i sztuczną inteligencję oraz porzucić mało rentowną rolę bezimiennych podwykonawców (white-label) na rzecz budowy silnych, własnych i chronionych patentami marek.