Porażka Trumpa. USA zbliżą się do Europy? "Widzę pewne szanse"

Tomasz Setta
Paweł WojciechowskiPaweł Wojciechowski
Źródło zdjęć: © PAP | Wiktor Dąbkowski

Demokraci przejęli od republikanów kontrolę nad amerykańskim Kongresem. – W kilku obszarach możemy teraz spodziewać się zmian, korzystnych z punktu widzenia Polski – mówi w rozmowie z money.pl prof. Paweł Wojciechowski. Zdaniem byłego ministra finansów nowy Kongres może wywierać presję na Donalda Trumpa w sprawie polityki celnej i zakończenia wojny w Ukrainie.

  • Po tzw. wyborach połówkowych w USA demokraci będą mieli większość w obu izbach amerykańskiego Kongresu: w Senacie oraz w Izbie Reprezentantów.
  • Nowy układ sił może zmienić sposób prowadzenia polityki gospodarczej USA, ale nie jej zasadnicze kierunki – mówi money.pl prof. Paweł Wojciechowski.
  • Przyszły Kongres może wywierać silniejszą presję na to, by ograniczyć ryzyko wojny celnej pomiędzy USA a Unią Europejską – ocenia nasz rozmówca.
  • Demokraci mogą też intensywniej kontrolować działania administracji Trumpa w sprawie ewentualnych negocjacji pokojowych z Rosją – dodaje ekspert.

Tomasz Setta, dziennikarz money.pl: Demokraci odbili z rąk republikanów obie izby amerykańskiego Kongresu. Z różnych badań wynika, że dla wielu wyborców kluczowym tematem kampanii były wysokie koszty życia w Stanach Zjednoczonych. Porażka partii Donalda Trumpa była nieunikniona?

Prof. Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Business Centre Club, były minister finansów: Wyborcy bardzo silnie reagują na pogorszenie swojej sytuacji materialnej, niezależnie od tego, co w rzeczywistości odpowiada za wzrosty cen. W przeszłości źródłem tych wzrostów była seria zewnętrznych szoków gospodarczych, od pandemii COVID-19 po wojnę Rosji przeciwko Ukrainie. Teraz kolejnym czynnikiem destabilizującym stała się wojna z Iranem.

Konsekwencje widać w szczególności na rynku paliw. Tylko we wrześniu ceny benzyny w Stanach Zjednoczonych poszły w górę o ponad 9 proc., co w końcówce kampanii wyborczej musiało mieć znaczenie. Pamiętajmy jednak, że drożejące paliwo nie jest wyłącznie problemem kierowców, bo cena paliwa przekłada się też na koszty transportu, ogrzewania czy produkcji. Ostatecznie prowadzi to do spadku realnej siły nabywczej gospodarstw domowych, a to z kolei bezpośrednio wpływa na decyzje wyborcze.


WIDEO
Trump szykuje atak na Iran? Ekspert ostrzega przed eskalacją

W pewnym sensie o wysoką inflację w Stanach Zjednoczonych w ostatnich latach potknęli się i Joe Biden, i Donald Trump.

To prawda, z jedną, bardzo ważną różnicą. Za czasów Bidena inflacja, rzeczywiście, osiągnęła w pewnym momencie rekordowy poziom ponad 9 proc. Ale trzeba pamiętać, że doprowadziły do tego w dużej mierze czynniki zewnętrzne, choć znaczenie miała również ekspansywna polityka fiskalna USA.

W przypadku Trumpa jest inaczej. Trwający szok energetyczny jest bezpośrednio związany z polityką Stanów Zjednoczonych i Izraela wobec Iranu, z czego Amerykanie doskonale zdają sobie sprawę. Jak widać, dotyczy to zarówno wyborców demokratycznych, jak i republikańskich. To spowodowało, że Trumpowi było znacznie trudniej wyjaśnić, dlaczego ceny paliw poszły tak mocno w górę.

Warto też pamiętać o specyfice amerykańskiego społeczeństwa. Samochód jest tam podstawowym środkiem transportu, a dla wielu gospodarstw domowych cena benzyny stanowi jeden z najbardziej odczuwalnych wskaźników inflacji. Koszty tankowania często mocniej przekładają się na ich ocenę sytuacji gospodarczej niż ceny produktów w sklepach.

Demokraci świętują wyborczy sukces, ale Stany Zjednoczone to wciąż republika z ustrojem prezydenckim. Pytanie, czy ten nowy układ sił może doprowadzić do jakichś istotnych zmian w polityce gospodarczej USA?

Myślę, że może zmienić się sposób prowadzenia tej polityki, ale niekoniecznie jej zasadnicze kierunki. Rzeczywiście, Donald Trump zachowuje bardzo szerokie kompetencje, szczególnie w obszarze prowadzenia polityki zagranicznej. Jednocześnie Kongres odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu budżetu i finansów publicznych. W praktyce oznacza to konieczność osiągania porozumienia pomiędzy władzą wykonawczą a ustawodawczą.

Problem polega na tym, że prezydent Stanów Zjednoczonych dysponuje prawem weta, a odrzucenie jego sprzeciwu wymaga w obu izbach Kongresu większości dwóch trzecich głosów, których demokraci nie mają. Dlatego najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się wzajemne blokowanie inicjatyw politycznych. To może przypominać sytuacje, które doskonale znamy z polskiej polityki, choć pamiętajmy, że nasz system instytucjonalny mocno różni się od amerykańskiego.

To oznacza, że przed nami dwa lata politycznego impasu?

W grę wchodzą co najmniej trzy scenariusze. Pierwszy z nich to konfrontacja. Prezydent będzie eskalować spór z Kongresem; obie strony będą próbować blokować swoje inicjatywy. W rezultacie Amerykanów czekają napięcia wokół budżetu, niepewność regulacyjna i rosnące obawy inwestorów zagranicznych.

Drugi scenariusz zakłada pewien kompromis transakcyjny. Donald Trump znany jest przecież z takiego właśnie sposobu prowadzenia polityki. W tym sensie możemy sobie wyobrazić porozumienie, w którym demokraci uzyskują zgodę na finansowanie swoich programów społecznych czy infrastrukturalnych, a republikanie na przykład większe środki na obronność. Taki kompromis mógłby ograniczyć napięcia polityczne, ale jednocześnie byłby niekorzystny dla finansów publicznych. Oznaczałby bowiem zwiększenie wydatków po obu stronach.

Najbardziej kosztowną odmianą politycznego impasu byłby kryzys budżetowy, prowadzący do tak zwanego shutdownu, czyli czasowego ograniczenia funkcjonowania administracji federalnej z powodu braku finansowania. Stany Zjednoczone już nieraz doświadczały takich sytuacji – ostatnio jesienią zeszłego roku. Każdy kolejny shutdown może jednak pogłębiać niepewność co do stabilności amerykańskich finansów publicznych.

Wygląda na to, że pomimo tych problemów inwestorzy nadal traktują amerykańskie obligacje jako jedne z najbezpieczniejszych aktywów na świecie.

I właśnie dlatego stawka jest tak wysoka. Stany Zjednoczone korzystają z wyjątkowej pozycji w światowym systemie finansowym. Dolar jest najważniejszą walutą międzynarodową, a obligacje skarbowe USA stanowią punkt odniesienia dla wyceny wielu innych aktywów. Tyle że ten przywilej wiąże się z dużą odpowiedzialnością za stabilność systemu.

Jeśli inwestorzy uznają, że amerykański system polityczny nie jest zdolny do podejmowania odpowiedzialnych decyzji fiskalnych, mogą zacząć oczekiwać wyższej premii za ryzyko, co może podnosić rentowności obligacji i koszty obsługi długu i prowadzić do dalszego pogorszenia sytuacji budżetowej.

Stany Zjednoczone to wciąż bardzo ważny sojusznik Polski, przede wszystkim militarny. Czy po wyborach do Kongresu może się coś zmienić w podejściu USA do pomocy finansowej i sprzętowej dla Ukrainy, ale też we wsparciu dla krajów NATO?

Sądzę, że w kilku obszarach możemy spodziewać się zmian, korzystnych z punktu widzenia Polski. Zacznę od innego wątku, czyli od polityki handlowej. Podejrzewam, że nowy Kongres będzie w tej sprawie wywierać silniejszą presję na to, by ograniczyć ryzyko wojny celnej pomiędzy USA a Unią Europejską. To dla nas bardzo ważne, bo polska gospodarka jest silnie powiązana z europejską, zwłaszcza niemiecką. Eskalacja tego sporu miałaby więc negatywne skutki dla polskich przedsiębiorców.

Nie należy jednak oczekiwać, że polityka celna Stanów Zjednoczonych ulegnie całkowitej zmianie. Pamiętajmy, że amerykański prezydent nadal dysponuje w tym zakresie istotnymi kompetencjami, ale wykorzystywanie ceł jako instrumentu presji politycznej może stać się trudniejsze. Dla Europy, w tym dla Polski, oznaczałoby to większą stabilność i przewidywalność współpracy gospodarczej ze Stanami Zjednoczonymi.

Wrócę do mojego wcześniejszego pytania: co z losami wojny w Ukrainie?

Tutaj sytuacja jest bardziej złożona, choć też widzę szansę na pewne pozytywne zmiany. Przede wszystkim Kongres może zwiększyć presję na utrzymanie wsparcia dla Ukrainy. Dotyczy to zarówno pomocy militarnej, jak i bardziej konsekwentnej polityki sankcyjnej wobec Rosji. Trzeba przy tym pamiętać, że istotna część amerykańskiego sprzętu wojskowego przekazywanego obecnie Ukrainie jest finansowana przez państwa europejskie. Nie spodziewam się, aby ten mechanizm miał zostać zasadniczo zmieniony.

Znaczenie nowego układu sił w Kongresie może natomiast polegać na zwiększeniu przewidywalności amerykańskich działań. Demokraci będą prawdopodobnie bardziej zdecydowanie domagać się utrzymania presji na Rosję. Mogą też intensywniej kontrolować działania administracji Trumpa w sprawie ewentualnych negocjacji pokojowych.

Czy to oznacza również większą szansę na zakończenie wojny?

Może zwiększyć presję na administrację Trumpa, aby negocjacje uwzględniały interesy bezpieczeństwa Ukrainy, ale nie musi przyspieszyć zakończenia wojny. Trzeba odróżnić zakończenie działań wojennych od trwałego i sprawiedliwego pokoju.

Stany Zjednoczone mogą dążyć przede wszystkim do ograniczenia kosztów politycznych i gospodarczych przedłużającego się konfliktu. W takim przypadku celem może stać się zawieszenie broni lub porozumienie, które nie rozwiąże wszystkich problemów bezpieczeństwa w regionie.

Z drugiej strony silniejsza pozycja demokratów w Kongresie może utrudnić administracji Trumpa podejmowanie decyzji, które byłyby postrzegane jako nadmiernie korzystne dla Rosji. Kongres ma możliwość kontrolowania działań administracji, zadawania pytań dotyczących przebiegu negocjacji i wywierania presji politycznej. Może również wpływać na finansowanie określonych działań oraz na kształt polityki sankcyjnej.

Wybrane dla Ciebie