Ponad tydzień temu, w piątek 18 września, agencja ratingowa Moody's podjęła decyzję, która w teorii powinna wstrząsnąć rynkami finansowymi. Długoterminowy rating Polski został obniżony z poziomu A2 do A3, osiągając najniższy poziom od 2002 r.
Tego typu informacja zazwyczaj jest sygnałem do wyprzedaży krajowej waluty, akcji i obligacji. Stało się jednak coś zupełnie odwrotnego. W poniedziałek, pierwszy dzień handlu po decyzji agencji, inwestorzy zamiast panikować, ruszyli na zakupy. Złoty wyraźnie się umocnił, a główne indeksy na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie zanotowały solidne, blisko dwuprocentowe wzrosty, ustanawiając przy tym historyczne rekordy.
Jak to możliwe, że tak negatywna informacja została potraktowana przez rynek jako wydarzenie bez znaczenia? O komentarz poprosiliśmy czołowych analityków rynkowych.
Wyrównanie do reszty i stabilna perspektywa
Eksperci są zgodni, że kluczem do zrozumienia reakcji rynku jest szerszy kontekst decyzji Moody's. Nie była ona szokiem, a raczej technicznym dostosowaniem, na które inwestorzy byli przygotowani. Co więcej, w komunikacie agencji znalazł się istotny pozytywny element.
– Moody’s obniżył w piątek 18 września rating długoterminowy Polski z poziomu A2 na A3, najniżej od 2002 r. Na pozór wydawało się, że doprowadzi to do przeceny waluty i spadku indeksów na GPW. Nic z tych rzeczy. W poniedziałek złoty całkiem wyraźnie wzrósł, a indeksy na GPW zyskały dwa procent, ustanawiając rekordy wszech czasów. Dlaczego? To proste. Agencja Moody’s w ten sposób doprowadziła do podobnego poziomu ratingu, jaki mają Fitch i Standard&Poor’s – mówi w rozmowie z money.pl Piotr Kuczyński, analityk domu inwestycyjnego Xelion.

– Pozytywem było też to, że nie było już perspektywy negatywnej, a jest stabilna, z czego wynika, że agencja Moody’s w następnych 12–18 miesiącach nie oczekuje zmian ratingu, o ile coś nadzwyczajnego się nie wydarzy. Tak więc rynki po prostu potraktowały tę obniżkę jako wydarzenie, którego nie było, czyli takie, którym nie warto się zajmować. Zajmowali się nim tylko politycy, nawzajem obwiniając się o rzeczywiście poważny stan finansów publicznych – dodaje Kuczyński.
W podobnym tonie wypowiada się Arkadiusz Trzciołek z Citi Banku, który podkreśla, że inwestorzy już wcześniej uwzględniali ryzyko cięcia w swoich wycenach, a sama obniżka nie zmusiła ich do rewolucji w portfelach.
Reakcja rynkowa na samą decyzję agencji Moody’s o zmianie ratingu długoterminowego z A2 do A3 była rzeczywiście umiarkowana. Wynikało to przede wszystkim z tego, że po pierwsze rynek do pewnego stopnia wyceniał taką możliwość, biorąc pod uwagę wcześniejszą negatywną perspektywę dla ratingu A2 oraz brak poprawy sytuacji fiskalnej, która dawałaby wiarygodne podstawy do wyjścia z procedury nadmiernego deficytu. Ponadto, wcześniejsza ocena Moody’s znajdowała się wyżej w relacji do ocen Fitch i S&P, a po obniżce wszystkie trzy agencje oceniają polski dług na podobnym poziomie. W związku z tym nie rodziło to prawdopodobnie konieczności zmian alokacji przez inwestorów, którzy kierują się koszykami wyznaczanymi przez ratingi – wyjaśnia Arkadiusz Trzciołek.
"Co się odwlecze, to nie uciecze"
Brak gwałtownej reakcji rynku nie oznacza jednak, że problem złego stanu finansów publicznych nie istnieje. Analitycy ostrzegają, że choć krótkoterminowo udało się uniknąć wstrząsu, to długoterminowe ryzyka wciąż narastają. Inwestorzy, choć spokojni po decyzji Moody's, bacznie przyglądają się krajowym wskaźnikom zadłużenia.
Co się odwlecze, to nie uciecze. Plusem w obecnej sytuacji jest to, że inni mają gorsze perspektywy wzrostu PKB przy wyższym wskaźniku długu do PKB. I nie oceniajmy sytuacji przez pryzmat kilku dni. Warto się zastanowić, dlaczego pod względem rentowności obligacji jesteśmy na czele tabeli w Europie, a nawet na świecie, jeśli chodzi o kraje w miarę rozwinięte, mimo że nasz wskaźnik dług/PKB jest często niższy niż w innych państwach. Trudno uznać to za przejaw jakiegoś szczególnego zaufania do polskiego długu – ostrzega Marcin Materna, analityk Biura Maklerskiego Banku Millennium.

– I przypomnę, że rosnący wskaźnik długu/PKB pokazuje, że wzrost gospodarczy nie łagodzi skutków nadmiernego zadłużania się – płacimy coraz wyższe odsetki od coraz większego długu, a te koszty rosną procentowo szybciej niż tempo wzrostu PKB. Wyjście z długu przez wzrost gospodarczy w Polsce to niestety mrzonki. Jedyny sposób to wyjście przez inflację, ale to akurat jest czynnik, który powinien powstrzymywać przed zakupem obligacji dłuższych niż 2–3-letnie – analizuje Materna.
Konstytucyjne limity pod obserwacją
Arkadiusz Trzciołek z Citi Banku również podkreśla, że rynki widzą obawy o sytuację fiskalną, a kluczowe mogą okazać się krajowe progi ostrożnościowe, których przekroczenie uruchomiłoby bolesne mechanizmy oszczędnościowe.
– Polska znajduje się w unijnej procedurze nadmiernego deficytu, w związku z podwyższonymi poziomami deficytu fiskalnego oraz długu sektora finansów rządowych i samorządowych w relacji do PKB. Dla rynku zdecydowanie większe znaczenie mogłoby mieć przekroczenie poziomów zapisanych w polskim prawie. Pierwszy próg ostrzegawczy to 55 proc. długu w relacji do PKB, który na podstawie założeń budżetowych może jeszcze nie zostać osiągnięty w przyszłym roku, jednak bufor bezpieczeństwa jest na tyle mały, że nie można wykluczyć takiej ewentualności. Drugim, ważniejszym limitem dla zadłużenia jest 60 proc. w relacji do PKB zapisany w konstytucji. Przekroczenie tych poziomów oraz jego implikacje gospodarcze powinny w większym stopniu znaleźć swoje odzwierciedlenie w wycenach instrumentów finansowych – tłumaczy Trzciołek.
Ministerstwo Finansów uspokaja
O oficjalny komentarz w sprawie poprosiliśmy również Ministerstwo Finansów. W odpowiedzi resort odesłał nas do komunikatu z dnia obniżki ratingu oraz przypomniał słowa ministra Andrzeja Domańskiego.
– Dziś agencja ratingowa Moody’s obniżyła rating Polski do poziomu A3, jednocześnie podnosząc perspektywę ratingu z negatywnej do stabilnej. Dotąd Moody’s miała najwyższą ocenę Polski spośród trzech głównych agencji – po obniżce dostosowała ją do poziomu agencji Fitch i S&P. Traktujemy tę decyzję poważnie, ale spokojnie. Polska gospodarka szybko rośnie, a jej fundamenty pozostają mocne. Będziemy konsekwentnie wzmacniać finanse publiczne, ale potrzebna jest do tego współpraca wszystkich instytucji państwa, w tym Prezydenta – mówił 18 września minister finansów Andrzej Domański.
Rada Fiskalna "grozi palcem"
Prof. Jacek Tomkiewicz, jeden z członków Rady Fiskalnej, w rozmowie z money.pl przyznał, że obniżka ratingu nie odbiła się na rentowności obligacji, głównie z jednego powodu. – Obniżkę naszego ratingu rynek zdyskontował już wcześniej. Tym bardziej że w komunikacie Moody’s nie ma niczego zaskakującego. Są tam argumenty, które dobrze znamy. Natomiast nie możemy mieć złudzeń: rynki są bezwzględne. Jeśli będą chciały na nas zarobić, to nic ich nie powstrzyma – podkreśla prof. Tomkiewicz.
Rada Fiskalna ostrzega jednak przed dużym ryzykiem naruszenia progu 55 proc. PKB już w przyszłym roku, co mogłoby wiązać się w przyszłości z cięciami wydatków m.in. na waloryzację emerytur i pensje w budżetówce. Tłumacząc łagodną reakcję giełdy na piątkowy komunikat agencji, członkowie Rady wskazują na fakt, że inwestorzy znali już wcześniej stan polskiej gospodarki.
Rada powołana ustawą z grudnia 2024 r. – to w założeniu rządu niezależna instytucja ekspercko-doradcza, której głównym celem jest nadzorowanie polityki budżetowej oraz dbanie o stabilność i transparentność finansów publicznych w Polsce.