Rusza proces Ryszarda Czarneckiego. Polityk przekonuje: temat dawno wyjaśniony
Proces byłego europosła PiS Ryszarda Czarneckiego ruszył w środę w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Zdaniem prokuratury polityk miał doprowadzić Parlament Europejski do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w związku z wypłatą kilometrówek na kwotę ok. 203 tys. euro. Sam Czarnecki twierdzi, że nie chciał wprowadzać PE w błąd i wszystkie nienależnie pobrane pieniądze już oddał.
Akt oskarżenia w tej sprawie został skierowany do warszawskiego sądu przez Prokuraturę Okręgową w Zamościu w grudniu 2024 r. W środę ruszył proces Jednak zanim sędzia Piotr Gąciarek otworzył przewód sądowy, obrońcy Ryszarda Czarneckiego (jest zgoda na publikację nazwiska), wskazując m.in. na niezgodność treści aktu oskarżenia z informacją, która wpłynęła z Parlamentu Europejskiego przed jego wniesieniem, zawnioskowali o zwrot aktu prokuraturze celem uzupełnienia. Sąd nie przychylił się do tego wniosku.
Po wnioskach mediów sędzia zastrzegł, że do momentu wydania wyroku niedopuszczalne będzie przytaczanie w sposób bezpośredni treści wyjaśnień oskarżonego. Swoją decyzję sąd odniósł też do świadków. Chodzi o to, by nie sugerować się zeznaniami. Następnie proces ruszył i prokurator Artur Szykuła odczytał akt oskarżenia.
Zaliczył bankructwo i powrócił. Mówi szczerze, co go uratowało
Czarnecki: sprawa dawno zamknięta
Obecny na sali rozpraw Ryszard Czarnecki nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Podkreślił m.in., że nie działał z zamiarem wprowadzania w błąd, czy oszukiwania Parlamentu Europejskiego oraz że przedmiotem tego postępowania jest dawno zamknięta sprawa. Wielokrotnie wskazywał, że wszystkie środki, których oczekiwał od niego Parlament Europejski, zostały przez niego przekazane oraz że podmiot, którego interes ma być chroniony nie kwestionuje tego rozliczenia.
Polityk zaznaczył też m.in., że nie łamał prawa ani wewnętrznych regulacji instytucji, a rozbieżności w dokumentach były wynikiem błędów. Wskazywał również, że dla prokuratury i obecnego rządu pomimo że sprawa jest zamknięta, to jest jedną ze spraw priorytetowych. Następnie zeznawali świadkowie m.in. była asystentka polityka.
Z aktu oskarżenia wynika, że Ryszard Czarnecki w sporządzonych i podpisanych przez siebie dokumentach podał nieprawdę odnośnie swojego miejsca zamieszkania w Polsce. Prokuratura informowała, że następnie miał złożyć 243 wniosków o zwrot kosztów podróży, w których – jak stwierdzono – podał nieprawdę w kwestii podróży służbowych, w tym pojazdów, jakimi miał je odbywać i liczby przejechanych kilometrów.
Ile oddał europoseł
Według śledczych miało to wpływ na przyznanie mu nienależnej wypłaty pieniędzy związanych z wykonywaniem obowiązków europosła. Jak informowała prokuratura, polityk w latach 2009-2013 miał doprowadzić Parlament Europejski do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w łącznej kwocie ok. 203 tys. euro.
Prokuratura podawała, że łączna wartość szkody wyniosła 854 tys. zł., a jednocześnie z poczynionych ustaleń wynika, że podejrzany zwrócił dotychczas pokrzywdzonej instytucji kwotę 104,5 tys. euro (439,6 tys. zł).
Z kolei Ryszard Czarnecki informował, że Parlament Europejski przekazał pisemnie swoje stanowisko prokuraturze, podkreślając, że wszystkie środki finansowe zwrócił już dawno. Z relacji polityka wynikało też, że PE nie ma wobec niego roszczeń i że nie podtrzymał kwoty, o której mówi prokuratura.
Od 2004 r. Ryszard Czarnecki był posłem do Parlamentu Europejskiego, a w latach 2014-2018 pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego. W lutym 2024 r. Prokuratura Okręgowa w Zamościu wnioskowała o uchylenie mu immunitetu w związku z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia przestępstwa. W wyborach nie uzyskał on mandatu na kolejną kadencję do PE, więc przestał go chronić immunitet.
Śledztwo w sprawie niekorzystnego rozporządzenia mieniem prokuratura wszczęła po zawiadomieniu przez Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF).
Za zarzucany oskarżonemu czyn grozi do 15 lat więzienia. Kolejny termin rozprawy sąd wyznaczył na 9 stycznia.