WAŻNE
TERAZ

Rosjanka wrzuciła wyższy bieg. Maja musi walczyć! [FINAŁ NA ŻYWO]

Trumpowi kończy się czas na "rozbrojenie" Iranu. Eksperci wskazują graniczną datę

Przedłużające się negocjacje pokojowe między USA a Iranem muszą szybko przynieść efekty, by Stany Zjednoczone uniknęły głębokiego kryzysu. Amerykańscy ekonomiści dają Donaldowi Trumpowi zaledwie kilka dni na zawarcie porozumienia. Polski ekspert w rozmowie z money.pl tonuje jednak nastroje.

Eksperci podzieleni w sprawie kryzysu na Bliskim WschodzieEksperci podzieleni w sprawie kryzysu na Bliskim Wschodzie
Źródło zdjęć: © East News | AFP, BRENDAN SMIALOWSKI
Robert Kędzierski

Sytuacja na Bliskim Wschodzie wchodzi w decydującą fazę, a jej reperkusje mogą wkrótce uderzyć w globalną gospodarkę. Z najnowszych doniesień wynika, że władze w Teheranie zagroziły zerwaniem rozmów pokojowych ze Stanami Zjednoczonymi oraz zablokowaniem strategicznej cieśniny Ormuz, dopóki ich kluczowe żądania nie zostaną spełnione. Dla administracji Donalda Trumpa, która od tygodni zapowiadała rychłe porozumienie bez przedstawienia konkretnych rezultatów, to fatalna wiadomość.

Reakcja rynków była natychmiastowa. Na początku tygodnia ceny ropy naftowej wystrzeliły, a notowania surowca typu Brent oraz amerykańskiej ropy wzrosły o około 7 proc. Taki rozwój wydarzeń budzi poważne obawy o stabilność gospodarczą i ryzyko wystąpienia globalnego spowolnienia, które bezpośrednio uderzy w portfele konsumentów.

Amerykańscy analitycy biją na alarm

W obliczu rosnącego napięcia główny ekonomista agencji Moody's, Mark Zandi, w rozmowie z agencją Bloomberg stawia sprawę niezwykle ostro. Zamiast snuć długoterminowe prognozy, wskazuje na bezpośrednie i natychmiastowe zagrożenia dla amerykańskiej gospodarki, formułując ponurą wizję.

To największa porażka Trumpa. Ekspert: można by mówić długo

Porozumienie musi zostać osiągnięte bardzo szybko, w ciągu najbliższego dnia, dwóch, trzech dni, maksymalnie około tygodnia. Poza tym terminem będziemy mieli prawdziwy problem - grzmi Zandi.

– Brak umowy z Iranem może wkrótce wywindować ceny paliw powyżej 5 dolarów za galon, co zepchnie i tak już niestabilną gospodarkę w recesję - dodaje.

Jego zdaniem wzrost cen ropy powyżej 125 dolarów za baryłkę to kolejny krytyczny znacznik, który może sugerować nadchodzącą recesję dla amerykańskiej gospodarki.

Rezerwy strategiczne USA topnieją

Zandi zwraca szczególną uwagę na fakt, że obecny skok cen surowca zepchnął już Stany Zjednoczone na skraj załamania. Sytuację pogarsza topniejący poziom amerykańskich rezerw strategicznych, które według danych Energy Information Administration (EIA) spadły do 365 milionów baryłek, osiągając najniższy poziom od około dwóch lat. Ewentualne przekroczenie psychologicznej bariery 5 dolarów za galon (obecnie średnia krajowa w USA wynosi 4,32 dolara) mogłoby wywołać gwałtowne ograniczenie wydatków przez konsumentów.

Podobne, pesymistyczne stanowisko zajmuje firma badawcza HFI Research, specjalizująca się w rynkach energetycznych. W swoim niedzielnym biuletynie analitycy firmy stwierdzili wprost, że Donaldowi Trumpowi kończą się opcje, a czas ucieka w mgnieniu oka. Ostrzegli oni, że jeśli do końca czerwca cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta, światowe zapasy ropy naftowej z pewnością spadną do operacyjnego minimum.

Polski ekspert ocenia sytuację: "Nie jest z tą ropą tak źle"

Choć głosy płynące zza oceanu brzmią niezwykle alarmistycznie, na sprawę można spojrzeć z nieco innej, bardziej chłodnej perspektywy. Dawid Czopek, ekspert paliwowy i zarządzający Polaris-FIZ, w ekskluzywnym komentarzu dla money.pl dokładnie analizuje stan globalnych rezerw i rynkowe nastroje. Jego ocena sytuacji rzuca nowe światło na problem:

Informacje dotyczące zapasów są jednym z głównych tematów na rynku ropy w ostatnich tygodniach. Padają różne daty, od kilku dni do kilku miesięcy, ale wydaje się, że graniczną datą jest sierpień.

– Warto pamiętać, że w przypadku kończenia zapasów ropy nie mówimy o scenariuszu "ziemniaków w piwnicy", gdy właśnie obraliśmy ostatniego i nie ma już więcej. Ropy w zapasach na świecie jest bardzo dużo, ale część zapasów jest nienaruszalna (utrzymywana na wypadek wojny albo innych katastrof) lub przechowywana w różnego rodzaju kawernach, gdzie szybkie jej wydobycie jest praktycznie niemożliwe.

Ile czasu zostało rynkom finansowym?

Jedno jest pewne, że dużo czasu nie zostało. Inna sprawa, że po ponad trzech miesiącach trwania konfliktu ropy na świecie nie brakuje, a jej cena jak na bieżące wydarzenia jest umiarkowana - podkreśla Dawid Czopek.

– Jest to, myślę, zaskoczenie dla wielu i pewien wskaźnik, że nie jest z tą ropą tak źle. Myślę, że też ten fakt uspokaja wielu inwestorów, stąd tego typu wypowiedzi przyjmowane są z rezerwą - podsumowuje.

Słowa polskiego eksperta pokazują, że rynki finansowe potrafią z pewnym dystansem podchodzić do katastroficznych wizji snutych przez ekonomistów. Należy jednak pamiętać o szerszym kontekście makroekonomicznym. Jak wynika z kwietniowych analiz nowojorskiego oddziału Rezerwy Federalnej (Fed), prawdopodobieństwo wejścia amerykańskiej gospodarki w recesję w ciągu najbliższych 12 miesięcy wynosi obecnie około 17 proc. Brak dyplomatycznego przełomu na linii Waszyngton-Teheran z pewnością będzie czynnikiem, który ten wskaźnik może znacząco podbić w nadchodzących tygodniach.

Unia szykuje się na braki surowców

O tym, że ropy na rynkach brakuje, świadczą ostatnie decyzje Wspólnoty. Unia Europejska planuje utrzymać obecny limit cenowy na rosyjską ropę w ramach zbliżającego się pakietu sankcji, rezygnując z jego kolejnej rewizji. Decyzja ta jest podyktowana zawirowaniami na globalnych rynkach energii, wywołanymi m.in. konfliktem w Iranie i zamknięciem cieśniny Ormuz, co doprowadziło do gwałtownego wzrostu cen surowców. W odpowiedzi na te wstrząsy podażowe Bruksela rozważa zamrożenie pułapu, wprowadzając twardą zasadę, by w przyszłości limit nigdy nie przekraczał 60 dolarów za baryłkę, co ma na celu utrzymanie presji finansowej na Kreml niezależnie od sytuacji na rynkach.

Obecny mechanizm naftowych restrykcji, funkcjonujący od końca 2022 r., ewoluował z twardego progu do systemu dynamicznego, ustalającego pułap o 15 proc. poniżej rynkowej średniej ceny rosyjskiej ropy Urals. W wyniku styczniowych rewizji stawka ta wynosi obecnie nieco ponad 44 dolary za baryłkę. Zgodnie z tymi zasadami państwa trzecie mogą korzystać z zachodnich usług ubezpieczeniowych i transportowych tylko w przypadku przestrzegania limitu, a planowane zamrożenie stawek stanowi kompromis po nieudanych rozmowach o całkowitym zakazie świadczenia takich usług dla rosyjskiego surowca.

Skuteczność unijnych sankcji budzi jednak poważne wątpliwości wśród ekspertów, którzy określają je jako działania w dużej mierze wizerunkowe i nieskuteczne. Dzięki globalnym wzrostom cen energii Rosja odnotowała ogromny wzrost przychodów, a większość jej eksportu drogą morską obsługiwana jest przez tzw. flotę cieni, która pozwala na całkowite ominięcie zachodnich mechanizmów kontroli. Moskwa bez większych problemów sprzedaje surowiec powyżej ustalonego progu – na przykład do Chin – traktując europejskie ograniczenia ubezpieczeniowe jako drobną niedogodność, a nie realną barierę dla swojej gospodarki.

Wybrane dla Ciebie