Ukraina nie ustaje w atakach na rosyjskie tankowce. Jak poinformował dowódca SBS (Sił Systemów Bezzałogowych) major Robert "Madiar" Browdi, w ciągu ostatnich 96 godzin ukraińskie drony uderzyły w 35 rosyjskich statków.
Od kilku dób ukraińskie drony polują na tankowce wożące rosyjską ropę lub mające dostarczać paliwa do Rosji. Sztab Generalny Ukrainy w czwartek potwierdził, że na Morzu Azowskim trafionych zostało 12 tankowców należących do rosyjskiej floty cieni.
- Uderzenia te to rozszerzenie ukraińskiej strategii ataków, polegające na zwiększaniu presji na morską infrastrukturę i logistykę paliwową, w ostatnich dniach szczególnie ukierunkowane na tankowce - mówi w rozmowie z money.pl Tymon Pastucha, analityk ds. polityki energetycznej w PISM.
Zaczynał od układania płytek. Dziś ma pół miliarda zł przychodów
"Bardzo skuteczna taktyka"
Jak wyjaśnia, ukraińskie służby już w poprzednich miesiącach prowadziły akcje minowania tankowców, wpływających na Morze Bałtyckie i kierujących się do rosyjskich portów. Wymagało to od Rosjan sprawdzania każdej jednostki wpływającej, co tworzyło dodatkowe korki w portach. Teraz Ukraińcy zwiększyli presję, uderzając bezpośrednio w statki wożące rosyjską ropę i paliwa. - To bardzo skuteczna taktyka - ocenia analityk.
Równolegle ukraińskie siły nasilają ataki dronowe na pozostałą infrastrukturę naftową, w tym rafinerie, terminale, porty, bazy paliw, a także pola naftowe. Niemal codziennie raporty wskazują kolejne uderzenia.
Największe niedobory paliw od początku wojny
W piątek ukraińska agencja UNIAN poinformowała o ataku na położony nad Morzem Azowskim terminal portowy Kurgannieftieprodukt w Taganrogu, który specjalizuje się w magazynowaniu i przeładunku na statki produktów naftowych przywożonych koleją. Doszło również do nalotu na rafinerię w Ilskim, gdzie w wyniku uderzenia drona wybuchł pożar.
- Wszystkie ataki, które przeprowadza Ukraina na terminale eksportowe, rafinerie, infrastrukturę przesyłową i logistyczną, mają spotęgować koszty prowadzenia wojny przez Rosję. Dzieje się to na kilku warstwach. Po pierwsze, ataki już skutecznie ograniczyły dochody z eksportu, na którym Rosja miała zarobić po zamknięciu cieśniny Ormuz. Po drugie, od ponad miesiąca mają również wymiar społeczny, a rosyjskie społeczeństwo mierzy się z największymi niedoborami paliw od początku wojny - mówi Tymon Pastucha.
Kryzys w Rosji się pogłębia
Łączne straty rosyjskiego przemysłu naftowego wynikające z ukraińskich uderzeń w obiekty naftowe przeprowadzanych od sierpnia ubiegłego roku do końca czerwca 2026 r. sięgają już 13,5 mld dol. - szacuje Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.
Rosja doświadcza największego kryzysu paliwowego, od kiedy rozpoczęła ataki na Ukrainę. To efekt zarówno unieruchomienia około 43 proc. całkowitych mocy przerobowych rosyjskich rafinerii, jak również wypalania składów naftowych i paraliżowania dostaw morskich przez Ukraińców. Na stacjach w Rosji ustawiają się kolejki, w wielu miejscach wprowadzono limity tankowania, wzrosły ceny i coraz częściej pojawiają się braki przy dystrybutorach.
"Drażnią reżim Putina"
Prof. Władimir Ponomariow, rosyjski opozycjonista, ekspert Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego i były generał służby państwowej Federacji Rosyjskiej przyznaje, że niewątpliwie jesteśmy świadkami nasilenia ataków lotniczych na infrastrukturę energetyczną i naftową, ale zaznacza przy tym, że wymiana ciosów jest obustronna.
- Strategia Ukrainy polegająca na pogłębianiu kryzysu paliwowego, uderzaniu w produkcję i dystrybucję produktów naftowych, w rafinerie i tankowce jest skuteczna, ale i drażniąca reżim Putina. Każde z tych posunięć zwiększa niestabilność wewnętrzną w Rosji. Jednocześnie jednak zwiększa napięcie międzynarodowe. Widzimy nasilone działania propagandy rosyjskiej, wysyłanie gróźb pod adresem Europy. Sytuacja jest niebezpieczna - ostrzega prof. Ponomariow.
Tak wyglądają ukraińskie ataki na rosyjskie tankowce:
Тіньовий флот виходить з чату: 8 танкерів впольовано пілотами “Кайрос” 414 ОБр СБС “Птахи Мадяра”
Tymon Pastucha prognozuje, że kryzys paliwowy w Rosji będzie się pogłębiać, a władze na Kremlu będą musiały tym kryzysem zarządzać. - Pytanie, w którą stronę się skierują. Część obserwatorów widzi w tym szansę na przyciągnięcie Putina do stołu negocjacyjnego. Z drugiej strony, są obawy o możliwość eskalacji konfliktu. Pieskow już nie mówi o specjalnej operacji wojennej, a o wojnie przeciw całemu NATO - zaznacza analityk PISM.
Efekt domina
Władze na Kremlu nie są już w stanie ignorować pogarszającej się sytuacji w kraju. Problem jest na tyle widoczny, że urzędnicy nie próbują ukrywać skutków. Sam Władimir Putin niedawno przyznał, że Rosja zmuszona jest korzystać z rezerw i w trybie awaryjnym sprowadza paliwo zza granicy.
Według Reutersa Moskwa zamierza sprowadzać nawet 400 tys. ton benzyny miesięcznie z różnych krajów, planuje m.in. rekordowe dostawy z Białorusi, Indii i Kazachstanu.
- Rosja przez ataki na rafinerie została zmuszona do wstrzymania eksportu benzyny i oleju napędowego. Sama staje się importerem paliw. Z tego powodu będzie musiała eksportować więcej ropy, której nie jest w stanie przetwarzać w związku z koniecznością prowadzenia prac naprawczych w rafineriach. Do tego ma ograniczone możliwości magazynowania nieprzetworzonej ropy naftowej - wylicza Pastucha.
To natomiast sprawia, że jest szczególnie wrażliwa na kolejne ataki na infrastrukturę logistyczną, w tym morską oraz terminale i porty.
Takie ataki mogą uruchomić efekt domina, przewracają bowiem kolejne klocki, na których stoi rosyjski sektor naftowo-paliwowy, od rafinacji, przez transport, po wydobycie. Efekt może być taki, że Rosja zmuszona będzie spalać nadwyżki wydobywanej ropy lub ciąć wydobycie. Dla wielu szybów wstrzymanie pracy oznacza bardzo wysokie koszty przywrócenia wydobycia - twierdzi analityk PISM.
Czy to wystarczy, by powstrzymać Putina?
Analitycy, z którymi rozmawiał money.pl, nie mają wątpliwości, że obecne ataki odnoszą skutek w postaci ograniczania potencjału Rosji. Jednak czy pozbawianie Rosji paliwa wystarczy, aby zatrzymać Putina i zmusić Kreml do rokowań?
Prof. Ponomariow wylewa kubeł zimnej wody.
- Nie sądzę - stwierdza. - Zarówno sytuacja gospodarcza, jak i działania militarne nie świadczą o tym, że Rosja zmierza ku stanom krytycznym. Same ataki na rafinerie i tankowce w krótkim czasie nie spowodują zmiany. Te działania będą skuteczne, kiedy zaczną sumować się w długiej perspektywie. Sytuacja w kraju niewątpliwie się pogarsza, ale to jeszcze nie powstrzyma Putina - uważa ekspert Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego.
- Jako fizyk wiem, że w sytuacji tak dużej niestabilności trudno jednak o pewne wyliczenia. Czasem nieznaczny czynnik, w określonych warunkach, może doprowadzić do poważnych zaburzeń. Moim zdaniem obecna sytuacja Rosji może pod pewnymi względami sprzyjać staraniom o podjęcie rozmów pokojowych. Jednak bez aktywnej postawy Europy i USA to może jeszcze potrwać - podkreśla prof. Ponomariow.
Z kolei Tymon Pastucha przekonuje, że to właśnie teraz jest najlepszy moment, aby zwiększać presję na Rosję. - Pozostaje pytanie, jak na obecną sytuację zareaguje Zachód. Jeśli Europa chce wywrzeć presję na Rosję, to powinna działać teraz. Jest duża przestrzeń dla zaostrzania sankcji. Obecny pułap sankcyjny wciąż umożliwia Rosji wykorzystywanie europejskich armatorów do transportu swojej ropy. Państwa europejskie powinny wprowadzać całkowity zakaz przewozu rosyjskiej ropy i produktów ropopochodnych - sugeruje analityk PISM.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl