– Zawsze znajdą się kierowcy, którzy ignorują przepisy ruchu drogowego i, mimo świadomości odpowiedzialności karnej, mają je za nic. Świadomie nie stosują się do przepisów, np. przekraczając prędkość, a potem jak w przypadku Krakowa winą obarczają stan drogi, co jest absurdem – mówi money.pl Bartosz Bieliński, wiceprezes Zarządu Głównego Polskiego Związku Motorowego (PZM), nadzorujący sprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego.
"Najsłabszym ogniwem jest zawsze człowiek"
Przypomnijmy, w sobotę wieczorem na zakręcie ulic Solnej i Nadwiślańskiej w Krakowie 26-letni Hubert B. wjechał samochodem w idącą chodnikiem rodzinę z małym dzieckiem. 32-letni rodzice zginęli, 8-miesięczne niemowlę trafiło do szpitala. Mężczyzna miesiąc wcześniej odebrał kluczyki do 333-konnego VW Golfa 8.5 R. Według wstępnych ustaleń śledczych miał jechać około 70 km/h w miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie do 30 km/h. Był trzeźwy. Nie przyznał się do zarzucanego czynu, odmówił składania wyjaśnień. Trafił na trzy miesiące do aresztu.
Prokuratura twierdzi, że dysponuje nagraniami z monitoringu, pokazującymi bardzo brawurową jazdę już na kilka minut przed wypadkiem.
WIDEOŚmiertelny wypadek w Krakowie. Kierowca doprowadzony do prokuratury
W debacie publicznej pojawił się już pomysł, aby zakazać dopuszczania do ruchu po drogach publicznych "mocnych samochodów", na przykład takich, których silniki generują ponad 300 KM – miejsce usportowionych aut miałoby być na torze, nie na ulicach. Ewentualnie konieczne miałoby być posiadanie dodatkowej kategorii prawa jazdy, wymagającej określonego doświadczenia za kierownicą.
– Najsłabszym ogniwem zawsze jest człowiek. Samochody są wyposażone w coraz to bardziej zaawansowane systemy bezpieczeństwa, drogi są coraz lepsze, a i tak to człowiek, nie stosując się do znaków i przepisów, powoduje zdarzenia drogowe – zaznacza wiceprezes PZM.
W podobnym tonie pomysł ten komentował w poniedziałek Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar. – Nie jestem zwolennikiem ograniczania dostępności aut z mocnymi silnikami. Problemem nie jest silnik, ale zawsze kierowca – stwierdził w rozmowie z money.pl.
System szkolenia kierowców do zmiany
Zdaniem Drzewieckiego bardziej, niż regulacje na rynku sprzedaży samochodów, potrzebne są zmiany w systemie szkolenia kierowców. Szef Samaru postuluje, aby szkolenie na ścieżkach poślizgowych czy jazda w zakrętach były elementem praktycznego szkolenia na prawo jazdy kategorii B. Podobnego zdania jest wiceprezes PZM.
Zmiana systemu szkolenia, w tym korzystanie z urządzeń, jakimi są na przykład maty poślizgowe, jest wskazana. Rezygnacja z placu manewrowego na rzecz właśnie umiejętności wyprowadzania pojazdu z poślizgu, jest zasadna. Ustawa o kierujących ma już wpisany obowiązek udziału w kursie w Ośrodku Doskonalenia Techniki Jazdy (ODTJ) dla młodych kierowców (po przekroczeniu limitu 12 pkt. karnych w okresie próbnym – przyp. red.).
– Takich ODTJ powstało już dużo, dysponują odpowiednią infrastrukturą, tylko oczekują na wejście w życie przepisów wykonawczych (od 4 września – przyp. red.), aby mogły prowadzić szkolenia obowiązkowe. W tej chwili ośrodki takie prowadzą szkolenia dla chętnych i chcących podnieść swoje umiejętności, ale takich osób jest naprawdę mało – ocenia.
Ministerstwo Infrastruktury przygotowuje kolejne zmiany. Pracuje nad projektem nowelizacji, która zmodyfikuje zasady szkolenia i egzaminowania kierowców. Zakłada on rezygnację z wykonywania zadań na placu manewrowym w przypadku kategorii B i B1. Nadal będzie to jednak etap obowiązkowy podczas szkolenia i egzaminów kierowców autobusów, ciężarówek i motocykli. Z kolei pozytywny wynik egzaminu teoretycznego ma być ważny tylko przez 24 miesiące. Na razie jest to jednak projekt i droga do uchwalenia oraz wprowadzenia tych przepisów jeszcze długa.
"Fundamentalnym celem systemu szkolenia i egzaminowania jest kształtowanie kierowców bezpiecznych, a nie wyłącznie osób technicznie przygotowanych do prowadzenia pojazdu" - czytamy w uzasadnieniu projektu.
– Mając odpowiedni system szkolenia, możemy uświadamiać młodych kierowców o niebezpieczeństwach wynikających z np. szybkiej jazdy. Prowadząc szkolenia wskazujemy, jak do takich zdarzeń nie doprowadzać, czy jak z takich zdarzeń wyjść obronną ręką – tłumaczy nam Bartosz Bieliński.