"Stają się plagą". Odcinają kable do ładowania. Tysiące złotych strat

Złodziej zarobi kilkaset złotych, firma straci nawet kilkadziesiąt tysięcy. Ofiarami są kierowcy elektryków, którzy podjeżdżając pod ładowarkę z resztkami baterii mogą zobaczyć jedynie kikuty zamiast kabli. Branża elektromobilności wdraża zabezpieczenia przewodów, ale skarży się na problemy systemowe – niską wykrywalność i umarzanie spraw.

Kradzieże kabli ze stacji ładowania "elektryków" to plagaKradzieże kabli ze stacji ładowania elektryków to plaga
Źródło zdjęć: © money.pl | Marcin Walków, ZipZapic.com
Marcin Walków

Przypadki kradzieży kabli ze stacji ładowania stają się plagą praktycznie w całej Europie, od Portugalii po państwa bałtyckie. Polska niestety nie jest tu wyjątkiem. Z perspektywy branży i kierowców samochodów elektrycznych kradzieże są poważnym problemem – mówi money.pl Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz w Polskim Stowarzyszeniu Nowej Mobilności (PSNM).

Licznik Elektromobilności wylicza, że na koniec czerwca w Polsce funkcjonowało 13 tys. 201 ogólnodostępnych punktów ("wtyczek") ładowania pojazdów elektrycznych. Z tej liczby 6668 służyło do szybkiego ładowania prądem stałym (DC), a pozostałe (51 proc.) do wolniejszego ładowania prądem przemiennym – o mocy mniejszej lub równej 50 kW.

Branża wylicza: co 10. ładowarka elektryków ofiarą złodziei

Sieć Powerdot szacuje, że w całej Polsce incydenty związane z kradzieżą kabli dotykają około 10 proc. infrastruktury należącej do różnych operatorów. – W przypadku naszej sieci liczba uszkodzonych przez złodziei stacji wynosi obecnie nie więcej niż pięć, ponieważ kable są na bieżąco wymieniane. Po pierwszych tego rodzaju zdarzeniach zaczęliśmy utrzymywać zapas przewodów, co pozwala nam znacząco skrócić czas napraw – stwierdza Grigoriy Grigoriev, General Manager Powerdot Polska, w odpowiedzi na nasze pytanie.


WIDEO
Dlaczego elektryków na drogach jest tak mało? "Jedna rzecz jest kluczowa dla sukcesu"


Ładowarka? Niedostępna

W miniony weekend, testując elektryczną Kię PV5, zaplanowałem trasę z Warszawy w okolice Wrocławia. Zdziwiłem się, że pokładowa nawigacja nie planuje postoju na ładowanie tam, gdzie zazwyczaj przy tego typu okazjach. Szybka ładowarka (175 kW), z której korzystam najczęściej, widniała w systemie jako niedostępna. Pojechałem jednak to sprawdzić. Ładowarka była, ale bez kabli i wtyczek.

Podobnie było z drugą (80 kW), kilkadziesiąt kilometrów dalej – stała na MOP-ie z kikutami kabli i pozostawionymi trzema wtyczkami. W polskich warunkach każda szybka ładowarka jest na wagę złota.

Ładowarka przy stacji Circle K Słupia pod Bralinem
Ładowarka Greenway przy stacji Circle K Słupia pod Bralinem (woj. dolnośląskie) oraz testowana elektryczna KIA PV5 © money.pl | Marcin Walków, ZipZapic.com
Ładowarka Taurona
Ładowarka Tauron Nowa Energia na MOP-ie Jonas Północ przy trasie S8 w kierunku Wrocławia © money.pl | Marcin Walków, ZipZapic.com

Kilkaset złotych zysku, dziesiątki tysięcy złotych strat

Wiśniewski nie ma wątpliwości, dlaczego kable do ładowania "elektryków" padają łupem złodziei – z chęci zysku. Odcięte ze stacji kable są pozbawiane izolacji i pocięte na fragmenty sprzedawane w skupach metali. Jeden taki kabel może zawierać od 1,5 do 8 kg miedzi.

Średnia cena miedzi w skupie to około 37-47 zł, co daje złodziejowi zysk w wysokości do 400 zł. Jednak straty ponoszone przez operatorów stacji ładowania są o wiele większe.

Wyrok za kradzież. Złodziej musi zwrócić 15 tys. zł

Pytany przez nas o to Tauron Nowe Technologie mówi, że "w przypadku stacji DC koszt wymiany kabla wraz z przywróceniem urządzenia do pełnej sprawności może sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych". Bardziej konkretne wyliczenia podaje Powerdot. – Koszt nowego kabla CCS zaczyna się od około 15 tys. zł. Do tego dochodzą koszty pracy serwisu – dodaje Grigoriev. Stacja wyłączona z eksploatacji nie zarabia.

Grigoriev przypomina, że w sprawie kradzieży dwóch kabli z szybkiej ładowarki tej sieci w Przemkowie na Dolnym Śląsku zapadł już wyrok. Sąd skazał sprawcę na osiem miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania prac społecznych przez 240 godz. i zobowiązał go do zwrotu firmie Powerdot wartości ukradzionych kabli – w wysokości blisko 15,5 tys. zł.

Tak się zabezpieczają

Jak pisaliśmy w money.pl, operatorzy szybkich ładowarek aut elektrycznych próbują zabezpieczać kable przed kradzieżami. Służą temu m.in. specjalne osłony przewodów odporne na przecinanie także przy użyciu sprzętu, rękawy zawierające specjalny płyn, który przy próbie przecięcia wyrzucany jest pod ciśnieniem i zostawia na sprawcy i sprzęcie ślady pozwalające na jego identyfikację. Dostępne są też nakładki wyposażone w alarm i lokalizator GPS. To wszystko jednak kosztuje.

Stosowane przez nas osłony, wzmocnienia kabli i systemy alarmowe są testowane pod kątem różnych form wandalizmu – ich testy oraz instalacja instalacja również wiążą się z dodatkowym kosztem, wynoszącym kilka tysięcy złotych na urządzenie. W zdecydowanej większości lokalizacji, w których zostały zamontowane, nie doszło do kolejnych kradzieży. Zdarzają się jednak pojedyncze przypadki ponownych prób, dlatego zabezpieczenia są stale udoskonalane. Powtarzające się incydenty w tych samych lokalizacjach mogą wskazywać, że są to działania zorganizowane.

- mówi Grigoriy Grigoriev, General Manager Powerdot Polska.

Potrzeba zmian systemowych

Operatorzy, z którymi rozmawialiśmy, zgodnie przyznają, że każdy przypadek kradzieży kabli do ładowania zgłaszają organom ścigania i na bieżąco przywracają stacje do działania. Przerwa może jednak trwać kilka dni albo tygodni. W mediach opisywane były też przypadki nowych stacji ładowania, które jeszcze nie przeszły odbiorów Urzędu Dozoru Technicznego, a już zostały pozbawione kabli.

"Problem ma charakter ogólnobranżowy i dotychczas podejmowane działania nie przynoszą oczekiwanych efektów. Wiele postępowań jest umarzanych z powodu niewykrycia sprawców. Dlatego też naszym zdaniem wprowadzenie zmian systemowych mogłoby wpłynąć na przeciwdziałanie temu procederowi i ograniczenie kradzieży na stacjach EV" – podkreśla biuro prasowe Taurona.

Jak? Poprzez większą kontrolę obrotu metalami kolorowymi i surowcami wtórnymi, weryfikację pochodzenia trafiających tam materiałów oraz zaostrzenie odpowiedzialności za kradzieże elementów infrastruktury krytycznej.

Podobnego zdania jest PSNM. Stowarzyszenie pisało w tej sprawie do Prokuratora Generalnego oraz Komendanta Głównego Policji. Zwróciło się także do prezydentów największych miast, którym podlegają straże miejskie, o cykliczne prowadzenie kontroli w skupach złomu, aby wykrywać kradzione kable. Podkreśla, że odpowiedzi były bardzo pozytywne – tak w zakresie prowadzenia kontroli, jak i świadomości procederu przez organy ścigania.

eWarto pamiętać, że każdorazowa weryfikacja pochodzenia metali sprzedawanych skupach złomu to obowiązek ich właścicieli. Na podstawie ustawy o odpadach osoby zamierzające zbyć metale "z odzysku" muszą ujawnić źródło ich pochodzenia. Z kolei właściciele skupów powinni weryfikować tożsamość sprzedających.

Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz, PSNM 
Wypowiedź dla money.pl

Przedstawiciel PSNM podkreśla też, że w kontekście pracy organów ścigania kluczowe są ich aktywność oraz szybki czas reakcji służb. – A także bezwzględne karanie sprawców takich kradzieży oraz paserów, którzy kradzione kable kupują. Oczywiście wiadomo, że sądy w Polsce działają w granicach prawa, ale nie powinno być nigdy tak, że postępowanie zostanie umorzone, a sprawca uniknie kary albo zostanie ona orzeczona w rażąco niskim wymiarze – dodaje Wiśniewski.

Firma Greenway Polska, największy w kraju operator stacji ładowania aut elektrycznych, od środy nie odpowiedziała na nasze pytania.

Wybrane dla Ciebie