Podczas jednego z ostatnich testów samochodów elektrycznych zwróciłem uwagę na zielone "pudełko" na kablu w szybkiej ładowarce sieci Greenway. To zabezpieczenie antykradzieżowe wraz z lokalizatorem GPS, które ma działać odstraszająco na potencjalnego złodzieja, a także umożliwić śledzenie losów uciętego kabla.
Takie zabezpieczenie nie jest jeszcze czymś powszechnym przy ładowarkach w Polsce, ale nie można wykluczyć, że niedługo takim się stanie. Bo choć problem kradzieży kabli służących do szybkiego ładowania nie jest nowy, to jego skala rośnie.
Kradzieże kabli do ładowania aut elektrycznych. Jest wyrok
Kabel do szybkiego ładowania aut elektrycznych, które może odbywać się dziś z mocą nawet powyżej 300 kW, musi mieć odpowiedni przekrój i zabezpieczenia, a nawet systemy chłodzenia. Gruby kabel o długości kilku metrów może zawierać od 1,5 do około 8 kg miedzi.
WIDEOTrzy prace, trzy klęski. Trudne początki Patrycjusza Wyżgi II Pierwsza Praca #1
– Zdecydowana większość sprawców kradnie kable z chęci zysku. Kable są ze stacji odcinane i sprzedawane w punktach złomu w cenie miedzi. Złodzieje przed pozbyciem się kradzionego kabla często odcinają wtyczki, zdejmują izolację, sprzedają pocięte fragmenty przewodów. To może utrudniać identyfikację, ale na pewno nie zwalnia pracowników i właścicieli skupów złomu z obowiązku zachowania należytej staranności i każdorazowego ustalenia źródła pochodzenia takich metali – mówi money.pl Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz w Polskim Stowarzyszeniu Nowej Mobilności.
Cena 1 kg tego surowca w skupie to około 37-47 zł, co daje "zysk" w wysokości nawet około 400 zł. To jednak ułamek w porównaniu z kosztem samego kabla.
W maju Sąd Rejonowy w Głogowie wydał wyrok w sprawie kradzieży dwóch takich kabli ze stacji ładowania w Przemkowie na Dolnym Śląsku, należącej do sieci Powerdot. Mężczyzna został skazany na karę ośmiu miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania prac społecznych w wymiarze 240 godzin. Skazany ma też naprawić szkodę poprzez zwrócenie wartości ukradzionych kabli. Sąd oszacował ją na kwotę 15,5 tys. zł.
Z kolei w marcu tego roku policjanci z Tomaszowa Mazowieckiego zatrzymali dwóch mężczyzn w wieku 39 i 21 lat, którym postawiono zarzuty kradzieży przewodów do ładowania samochodów elektrycznych o łącznej wartości 450 tys. zł. Dokonywali ich na terenie Tomaszowa oraz innych miast w województwach mazowieckim, łódzkim i wielkopolskim – od Płocka po Bełchatów i Konin.
"W całym kraju odnotowuje się coraz więcej przypadków kradzieży kabli ze stacji ładowania samochodów elektrycznych. To rosnący problem zarówno dla użytkowników takich pojazdów, jak i operatorów stacji. W zależności od skali zniszczeń urządzenia straty mogą sięgnąć od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych" – pisała wówczas Komenda Miejska Policji w Łodzi. Wyrok w tej sprawie jeszcze nie zapadł.
Ile jest "ładowarek" aut elektrycznych w Polsce?
Licznik Elektromobilności wylicza, że na koniec czerwca 2026 r. w Polsce funkcjonowało 13 tys. 201 ogólnodostępnych punktów ("wtyczek") ładowania pojazdów elektrycznych, z czego 6668 służyło do szybkiego ładowania prądem stałym (DC). Pozostałe (51 proc.) pozwalają na wolniejsze ładowanie prądem przemiennym (AC) o mocy równej lub mniejszej niż 22 kW.
Producenci stacji ładowania aut elektrycznych oraz ich operatorzy próbują zabezpieczać kable przed kradzieżą. Wspomniane wyżej lokalizatory GPS i alarmy to jedne ze sposobów. Stosowane są też na przykład specjalne rękawy na kable z materiałów odpornych na przecięcie. Niektóre z osłon zawierają specjalistyczny płyn, uwalniany pod wysokim ciśnieniem w razie przecięcia osłony. Zostawia on ślady na skórze, ubraniu i narzędziach złodzieja, widoczne w świetle UV, co umożliwia identyfikację sprawcy.