"Problemem nie jest silnik". Ekspert o wypadku usportowionego auta

Czy wypadków takich jak ten w sobotę w Krakowie będzie mniej, jeśli nie każdy będzie mógł usiąść za kierownicą usportowionego auta? W debacie publicznej pojawił się pomysł, by ograniczyć sprzedaż samochodów z mocnymi silnikami albo wymagać od kupujących posiadania konkretnego doświadczenia za kierownicą. Ekspert rynku motoryzacyjnego uważa, że nie tędy droga.

Miejsce tragicznego wypadku w KrakowieMiejsce tragicznego wypadku drogowego w Krakowie. Zdjęcie z soboty, 22 sierpnia 2026 r.
Źródło zdjęć: © PAP | Łukasz Gągulski
Marcin Walków

26-letni Hubert B. niespełna miesiąc temu odebrał kluczyki do Volkswagena Golfa 8.5 R o mocy 333 KM. W mediach społecznościowych pisał o dumie i spełnieniu marzeń. W sobotę na ul. Nadwiślańskiej w Krakowie wjechał tym samochodem w idącą chodnikiem rodzinę z małym dzieckiem. Rodzice zginęli, 8-miesięczne dziecko trafiło do szpitala. Według wstępnych ustaleń śledczych, jechał 70 km/h w miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie do 30 km/h. Kierowca usłyszał już zarzuty, grozi mu od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. On sam twierdzi, że przyczyną była nierówna nawierzchnia drogi.

W debacie publicznej pojawił się już pomysł, aby zakazać dopuszczania do ruchu po drogach publicznych "mocnych samochodów", na przykład takich, których silniki generują ponad 300 KM – miejsce usportowionych aut miałoby być na torze, nie na ulicach. Ewentualnie konieczna miałaby być dodatkowa kategoria prawa jazdy, wymagająca określonego doświadczenia za kierownicą.

– Nie jestem zwolennikiem ograniczania dostępności aut z mocnymi silnikami. Problemem nie jest silnik, ale zawsze kierowca

 – komentuje ten pomysł w rozmowie z money.pl Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar.

WIDEO
Śmiertelny wypadek w Krakowie. Kierowca doprowadzony do prokuratury


"Mam świadomość tego, co może się stać"

Argumentem za dodatkowymi wymaganiami wobec kierowców lub ograniczeniami w sprzedaży miałoby być przeznaczenie usportowionych i sportowych samochodów. Bo do "normalnej" jazdy wystarczy przecież 100 lub 150 KM, a gdy pod maską jest ich 300, 500 lub więcej, według części komentujących chodzi już tylko o prędkość.

Nasz rozmówca podkreśla, że sam jeździ samochodem o mocy 680 KM i wysokim momencie obrotowym. – I nie wykorzystuję jego możliwości. Od dwóch lat nawet nie włączyłem trybu Performance. Mam przyspieszenie przy wyprzedzaniu wystarczające do wykonania bezpiecznego manewru i z tego jestem zadowolony. Na co dzień jeżdżę bardzo spokojnie, nie mam potrzeby wciskania gazu do dechy. Poza tym, uczestniczyłem w wielu kursach i mam świadomość tego, co może się stać, jeśli przesadzę – dodaje Drzewiecki.

Szef Samaru: zmienić system szkolenia kierowców

Dlatego jego zdaniem zmiany nie są potrzebne na rynku motoryzacyjnym, ale w systemie szkolenia kierowców. – Szkolenie powinno zostać poszerzone o elementy, które pokażą, jak zachowuje się samochód w różnych warunkach, gdy nawet 1 km/h różnicy prędkości oznacza granicę "być albo nie być" na drodze – stwierdza ekspert.

Dziś już 18-latek, który zdał egzamin na prawo jazdy kategorii B, tego samego dnia może wsiąść za kierownicę dowolnego samochodu osobowego. Nieważne, czy będzie to małe, miejskie auto, czy sportowy, elektryczny SUV o mocy nawet 800 KM.

Ekspert zwraca jednak uwagę, że ten temat już wielokrotnie był poruszany w przestrzeni publicznej. – W programie praktycznego kursu na prawo jazdy powinno być szkolenie na ścieżkach poślizgowych czy jazda w zakrętach. Wiem, że do tego potrzebna jest odpowiednia infrastruktura, ale to powinien być wymóg dla każdego. Po to, aby przyszły kierowca doświadczył sam, co może się stać na drodze, jeżeli nie zachowa minimum rozsądku – uważa Drzewiecki.

Ministerstwo Infrastruktury przygotowuje projekt nowelizacji, która zmieni zasady szkolenia i egzaminowania kierowców. Zakłada on rezygnację z wykonywania zadań na placu manewrowym w przypadku kategorii B i B1. Nadal będzie to jednak etap obowiązkowy podczas szkolenia i egzaminów kierowców autobusów, ciężarówek i motocykli. Z kolei pozytywny wynik egzaminu teoretycznego ma być ważny tylko przez 24 miesiące. Na razie jest to jednak projekt i droga do uchwalenia oraz wprowadzenia tych przepisów jeszcze długa.

"Fundamentalnym celem systemu szkolenia i egzaminowania jest kształtowanie kierowców bezpiecznych, a nie wyłącznie osób technicznie przygotowanych do prowadzenia pojazdu" - czytamy w uzasadnieniu projektu.

Wybrane dla Ciebie