Rozważane rozwiązanie miałoby automatycznie spowalniać pojazd, gdy wjedzie na obszar z niższym limitem prędkości. System śledziłby lokalizację auta i ingerował w jego pracę, by dopasować prędkość do obowiązujących na danym odcinku lub w strefie przepisów.
Producenci mieliby montować w nowych samochodach urządzenia ograniczające moc, które dałoby się kontrolować zdalnie. Wykorzystano by m.in. dane z GPS, sygnały 5G i kamery rozpoznające znaki drogowe.
Jak pisze "The Telegraph", Wielka Brytania byłaby formalnie wyłączona z unijnych regulacji po Brexicie, a rząd podkreśla, że nie planuje wdrażać podobnego systemu. Jednocześnie eksperci ostrzegają, że budowa aut specjalnie na rynek UK bez tej technologii mogłaby być dla firm zbyt kosztowna.
To nie pomyłka. BMW przyłapane na S3. Na dowód pokazali nagranie
Obawy o bezpieczeństwo i ryzyko nadużyć
Brian Gregory z Alliance of British Drivers skrytykował propozycję. – To absurd. To może powodować wypadki, a nie im zapobiegać. Ludzie wciąż nie będą patrzeć i nie zauważą, a kolizje i tak będą się zdarzać – powiedział w rozmowie z "The Telegraph".
Richard Holden, brytyjski poseł i cień ministra transportu, ostrzegał przed możliwością przejęcia systemu. – To przepis na Wielkiego Brata. Czy to nie kolejny sposób, by zagraniczni aktorzy uzbrojeni w coraz potężniejsze AI włamali się do naszego codziennego życia i wywołali chaos? – mówił dla "Mail on Sunday".
Zwolennicy zmian wskazują na potencjalny wpływ na bezpieczeństwo drogowe: ograniczenie prędkości miałoby obniżyć liczbę ofiar o jedną piątą. W przytaczanych danych podano, że w 2023 r. 809 z 1 441 śmiertelnych wypadków drogowych powiązano z prędkością, a budżet mógłby stracić ok. 130 mln funtów rocznie z mandatów.
Źródło: "The Telegraph"