W dolnośląskim Bolesławcu i okolicach w ceramice pracuje ok. 1,5 tys. osób. Ale nad branżą zbierają się ciemne chmury. Paweł Zwierz, współwłaściciel i prezes Manufaktury w Bolesławcu, przyznał w rozmowie z "Forbesem", że zatrudnia 200 osób, ale średnia wieku wynosi 58 lat.
- Większość to kobiety, czyli za dwa lata mogą pójść na emeryturę. A młodzi wcale nie chcą pracować w rękodziele - stwierdził Zwierz.
"Codziennie jest to samo". Zapytaliśmy o kaucje. Polacy bez litości
Sytuacja finansowa największych podmiotów na rynku ceramiki stała się trudniejsza mimo utrzymującego się zainteresowania klientów. Manufaktura miała w 2025 r. 40 mln zł przychodu i 3 mln zł zysku, podczas gdy w 2015 r. zarobiła 6 mln zł przy 17 mln zł przychodu. Spółdzielnia Ceramika Artystyczna wykazała 61 mln zł przychodu i 1,2 mln zł zysku, choć audytor sygnalizował, że wynik może być zawyżony.
Państwowe Zakłady Ceramiczne "Bolesławiec" w 2025 r. osiągnęły 51 mln zł przychodu, ale zanotowały 0,4 mln zł straty. Prezes Arkadiusz Grzesikowski zdradził, że przed jego przyjściem rozważano likwidację firmy, a strata od początku roku przekraczała 2 mln zł, przy zamówieniach zaledwie na dwa-trzy tygodnie do przodu.
Jednocześnie popyt na ceramikę bolesławiecką nie znika, a problemem pozostaje podaż. "Forbes" podkreśla, że zamówienia hurtowe potrafią być kontraktowane nawet na rok naprzód, a w przypadku Zakładów Ceramicznych dystrybutor musi czekać co najmniej 10 miesięcy.
Presja z Chin
Jednakże marże obniża m.in. presja kosztowa. Weronika Kalich, współwłaścicielka i prezeska Ceramiki Kalich, wskazywała, że rosną koszty energii, gazu, płac i materiałów, a jednocześnie trudno przerzucać je na klientów. - Utrzymanie konkurencyjnych cen przy naszych kosztach to dzisiaj gigantyczne wyzwanie - tłumaczyła, dodając, że rentowność spada z roku na rok. Problemem jest też azjatycka ekspansja.
Wiemy, że Chińczycy nazwali jedną ze swoich miejscowości "Bolesławiec", żeby móc legalnie pisać, że ich ceramika stamtąd pochodzi, choć na mapie pani tego nie znajdzie - powiedziała Klich dziennikarce "Forbesa".
Prezeska dodała, że "znajomej producentce bezczelnie skopiowali logo". - Interweniowała w ambasadach, w urzędach i nic to nie dało. To jest poważne zagrożenie. Bo mniej "profesjonalny" klient już niedługo nie rozróżni podróbki - oceniła.
Na horyzoncie są kolejne problemy. Chodzi o próby dostosowania produkcji do realiów rynku pracy, bez rezygnacji z ręcznego charakteru wyrobów. Niektórzy nie są na to gotowi, inni jak Paweł Zwierz korzystają z metody zdobienia z użyciem pistoletów natryskowych.
- Nie oczekuję, że nagle zaczniemy produkować tylko taką metodą, ale myślę, że dość szybko te nowości będą stanowiły 20 proc. sprzedaży, głównie zagranicznej. Otwieramy się na nowego klienta. Teraz jedna malarka na zmianie zdobi średnio 60 naczyń. Tą metodą wykona ich co najmniej 100. Musimy to zrobić, jeśli chcemy istnieć - zadeklarował przedsiębiorca.
Źródło: Forbes