Piotr Redmerski, który po zmianie władzy wrócił na stanowisko prezesa Polskiej Żeglugi Bałtyckiej, w czwartkowym oświadczeniu odniósł się do zarzutów stawianych mu w postępowaniu dotyczącym kontraktu na budowę promu. Przypomina, że PŻB to spółka Skarbu Państwa, w której "wpływy polityczne są ogromne" i że w związku z tym "nadzwyczaj uważnie" respektował wymogi formalne działalności PŻB S.A.
"Stanowczo nie zgadzam się z przedstawionymi zarzutami, zwłaszcza że wyrządziłem szkodę Spółce oraz że złamałem statut spółki oraz popełniłem inne formalne uchybienia przy podpisywaniu kontraktu na budowę promu. Na każdym etapie budowy był zabezpieczony interes PŻB S.A." – pisze we wstępie oświadczenia.
Koniec remontu "Daru Młodzieży". "To duże przedsięwzięcie"
Prezes PŻB o jednym z zarzutów. "Kuriozalny"
W dalszej części prezes przedstawia swoje stanowisko w punktach. Odnosi się m.in. do sposobu podjęcia decyzji i roli zarządu w podpisaniu umowy.
"Kuriozalny jest jeden z zarzutów, że podpisałem kontrakt bez swojej zgody na tę czynność, czyli bez uchwały Zarządu. Cały ówczesny zarząd złożył podpis pod kontraktem, a tym samym wyraził wolę realizacji programu Batory, co potwierdzają kolejne uchwały Zarządu" – wskazuje.
Redmerski opisuje też, jak według niego wyglądały zobowiązania stoczni i możliwości ingerencji ze strony spółki. "Stocznia Gryfia złożyła oświadczenie w kontrakcie, że jest w stanie zbudować ten prom i zarząd nie mógł ingerować w to, w jaki sposób to zrobi i z jakimi stoczniami miała kooperować, aby to uczynić oraz od kogo otrzyma dokapitalizowanie" – czytamy.
Wątek stępki przedstawia jako element nietypowego zabezpieczenia interesów PŻB. "Zarząd, mając obawy o realizację kontraktu, niestandardowo zlecił budowę stępki, która była własnością PŻB S.A. (zazwyczaj jest własnością stoczni), aby w razie niepowodzenia móc stępkę przenieść do innej stoczni i dokończyć budowę" - napisał.
W oświadczeniu pojawia się również odniesienie do rejestracji budowy przez PRS. "Kuriozalną rzeczą jest to, że już tydzień od momentu położenia stępki PRS wyrejestrował budowę z rejestru budów. Tę informację zatajono przed PŻB S.A. Mimo to minister nadal przez kilka lat informował o budowie zgodnie z planem" - stwierdza.
Prom "Cracovia". Prezes PŻB mówi o szantażu
Prezes opisuje też okoliczności związane z zakupem promu "Cracovia". "Zarząd czekał cztery miesiące na zgodę ministerstwa na zakup promu "Cracovia" mając kredyty i podpisaną umowę na zakup promu, blokowany był zgodą i szantażowany" – pisze.
W kolejnym fragmencie odnosi się do wpłaconej kwoty i używa mocnego sformułowania. "Zarząd po podpisaniu kontraktu i wpłacie zaliczki na prom w kwocie 10 mln PLN, co nazywać się powinno haraczem, dostał dopiero zgodę na zakup promu" – przekonuje.
W tym kontekście argumentuje, że zaliczka podlega zwrotowi, dlatego - jak wskazuje - nie rozumie zarzutów o szkodę dla spółki. "Zaliczka zawsze podlega zwrotowi w razie niewywiązania się stoczni z umowy, stąd kuriozalne [są] zarzuty odnośnie wyrządzenia szkody, skoro stocznia winna oddać te pieniądze, gdzie jest więc szkoda wyrządzona przez ten Zarząd?" – pyta.
Redmerski opisuje też działania zarządu podjęte w lutym 2021 r. "Zarząd, dbając o dobro firmy, podjął próbę odzyskania należności 10 lutego 2021 r. z uwagi na niewywiązywanie się Stoczni Gryfia z kontraktu. Niestety już 11 lutego Zarząd został odwołany ze stanowiska przez Radę Nadzorczą, czym uniemożliwiono mu podjęcie działań odzyskania zaliczki" - czytamy.
W oświadczeniu pojawia się także zarzut wobec następców. "Następny Zarząd podpisał za to porozumienie ze stocznią Gryfia, rezygnując z odszkodowania za brak budowy promu" - wskazuje.
W dziesiątym punkcie prezes nawiązuje do kontroli NIK. "Czynności zawarcia umowy na budowę promu były badane przez Najwyższą Izbę Kontroli", a zalecenia - jak podaje - zrealizowano. Dodaje też: "nie było tam znamion przestępstwa".
Po przedstawieniu wyjaśnień Redmerski krytycznie ocenia sposób komunikowania sprawy przez organy ścigania. "Z ubolewaniem stwierdza", że "prokuratura przedstawia to medialnie w znacznym skrócie, sprowadzając to do kuriozalnej sytuacji, jakoby Zarząd za ogromną kwotę kupił młoteczek i stępkę, czym wyrządził szkodę o znacznej wartości Spółce" - pisze.
Podkreśla też, że na tym etapie nie może ujawnić wszystkich szczegółów sprawy.
Związki zawodowe w obronie prezesa PŻB
Jak pisze szczecińska "Wyborcza", po oświadczeniu prezesa do mediów trafiło także stanowisko dwóch związków zawodowych działających w PŻB, podpisane przez Marię Kucharską z "Solidarności" w PŻB oraz Eugeniusza Matuszczaka z MZZ Pracowników PŻB.
"W naszej ocenie podejmowane przez niego decyzje były ukierunkowane na rozwój przedsiębiorstwa, utrzymanie miejsc pracy, poprawę warunków zatrudnienia oraz zapewnienie stabilności funkcjonowania Spółki w wymagających warunkach rynkowych" - napisali. Dodali również: "Dzięki wiedzy, doświadczeniu i zaangażowaniu Prezesa Zarządu Pana Piotra Redmerskiego udało się uniknąć problemów, które mogły już wtedy doprowadzić do sprzedaży lub likwidacji Polskiej Żeglugi Bałtyckiej S.A."
Źródło: Wyborcza.pl