Ceny ropy najwyższe od czterech lat. "Coraz gorzej to wygląda. W wakacje będzie kłopot"
Cena ropy przekroczyła 125 dol. za baryłkę, co budzi coraz poważniejsze obawy o stabilność globalnej gospodarki. – Bez odblokowania cieśniny Ormuz ropa będzie tylko drożeć – mówi money.pl Dawid Czopek, ekspert rynku paliw. Analitycy rynków surowcowych mówią o nieprzewidywalności handlu w świecie Donalda Trumpa.
W czwartek cena ropy Brent osiągnęła pułap 126,41 dol. za baryłkę, co oznacza najwyższe notowania od marca 2022 roku. Nowa fala wzrostów podsycana jest przez nieoficjalne doniesienia amerykańskich mediów. Wśród nich np. portal Axios opisuje potencjalne decyzje prezydenta Donalda Trumpa dotyczące uderzeń w nowe cele w Iranie. Amerykańska administracja chciałaby w ten sposób zmusić Teheran do powrotu do stołu negocjacyjnego.
I chociaż później surowiec potaniał, eksperci rynkowi podkreślają, że ta ogromna zmienność jest obecnie naturalnym stanem na giełdach towarowych, gdzie każda plotka geopolityczna może wywołać wielomiliardowe ruchy kapitału.
– To po prostu podsumowuje nieprzewidywalną naturę handlu w świecie Trumpa – mówi Tamas Varga, ekspert z firmy brokerskiej PVM, w rozmowie z agencją Reuters.
Ile gwiazdy płacą za wywiad? Prezes UOKiK ujawnia i zapowiada kontrole
"Coraz gorzej"
Dawid Czopek, ekspert rynku paliwowego i zarządzający Polaris-FIZ, w rozmowie z money.pl nie ukrywa, że powodów do pesymizmu przybywa.
Coraz gorzej to wygląda. Bez odblokowania Cieśniny ropa będzie tylko droższa. Wahania cen będą się pojawiać - będzie je wywoływał każdy sygnał, wpis w mediach społecznościowych, wzrost nadziei. Ale bez powrotu fizycznego przepływu statków ropa dojdzie do 150-200 dolarów za baryłkę. W wakacje możemy mieć naprawdę spory problem - ocenia ekspert.
- Obawiam się, że bez przywrócenia stanu przed eskalacją ropy na rynkach po prostu zabraknie. Nie można bez przerwy funkcjonować tylko na zgromadzonych zapasach - przestrzega ekspert.
Szok podażowy trwa
Blokada Ormuzu to spory problem. Codzienny ruch tankowców przez to wąskie gardło spadł do wartości jednocyfrowych. Według szacunków banku inwestycyjnego Goldman Sachs, szok podażowy oznacza utratę około 14,5 miliona baryłek dziennie z rejonu Zatoki Perskiej. Tę gigantyczną lukę tylko w niewielkim stopniu, bo zaledwie o milion baryłek dziennie, rekompensuje zwiększone wydobycie w innych częściach globu, między innymi w Stanach Zjednoczonych. W efekcie globalne zapasy surowca kurczą się w zastraszającym tempie, spadając do najniższych poziomów od 2018 roku, kiedy to rozpoczęto ich monitorowanie.
Analitycy rynkowi zwracają uwagę na nietypowe zjawisko tak zwanej deportacji (backwardation), które obecnie dominuje na rynku kontraktów terminowych. Oznacza to, że kontrakty z bliskim terminem dostawy są znacznie droższe niż te długoterminowe. Taka struktura krzywej cenowej sugeruje, że uczestnicy rynku wciąż wyceniają stosunkowo szybkie zakończenie konfliktu i rychłe otwarcie szlaków handlowych. Nie brakuje jednak głosów ostrzegających przed nadmiernym optymizmem.
– Sytuacja, w której krzywa jest tak stroma, wydaje mi się po prostu szalona. Rynek zachowuje się tak, jakby cieśnina miała zostać otwarta lada chwila i wszystko miało wrócić do normy – mówi Patrick Armstrong, dyrektor do spraw inwestycji w Plurimi Group. Ekspert w rozmowie ze stacją CNBC zauważa, że każdego dnia na rynek nie trafiają miliony baryłek, co prowadzi do drastycznego spadku zapasów, zwłaszcza produktów rafinowanych, takich jak olej napędowy czy paliwo lotnicze, które zbliżają się do poziomów kryzysowych.
Konsekwencje dla gospodarki i widmo stagflacji
Wpływ drogiej ropy na realną gospodarkę jest już wyraźnie odczuwalny i wykracza daleko poza same dystrybutory na stacjach benzynowych. Choć amerykańscy kierowcy, według danych stowarzyszenia AAA, płacą już średnio 4,30 dolara za galon paliwa, co jest najwyższą ceną od czterech lat, to prawdziwe problemy dotykają globalnych łańcuchów dostaw. Wysokie ceny surowca energetycznego automatycznie przekładają się na wzrost kosztów produkcji tworzyw sztucznych, gumy syntetycznej, tekstyliów, a w konsekwencji także żywności.
Telewizja CNN informuje, że w niektórych regionach świata, szczególnie w Azji, która importuje większość nośników energii i odpowiada za produkcję ogromnej części światowych dóbr, już teraz brakuje podstawowych towarów. Na rynkach azjatyckich obserwuje się niedobory tak różnorodnych produktów jak rękawiczki medyczne, zupki błyskawiczne czy kosmetyki. Ekonomiści ostrzegają, że jeśli zakłócenia w dostawach przedłużą się na drugą połowę roku, światowa gospodarka może pogrążyć się w głębokiej recesji, napędzanej przez niedobory paliw, rosnącą inflację i stłumione wydatki konsumenckie.
Zakłócenia w logistyce i transporcie
Złożoność problemu logistycznego potęguje czas, jakiego potrzebuje branża transportowa na reakcję. Nawet jeśli pokój zostałby zawarty natychmiast, powrót do normalności zajmie wiele tygodni.
– Podróż statku do miejsca docelowego, do dużych odbiorców, trwa około 40 dni. Jeśli źródło wysycha, odczucie skutków zajmuje trochę czasu, ponieważ na morzu wciąż znajduje się ropa, która zdołała dotrzeć do celu – mówi Bill Perkins, założyciel i partner zarządzający funduszu hedgingowego Skylar Capital. Zwraca on uwagę, że prawdziwy dramat rozgrywa się na rynkach produktów przetworzonych, gdzie na przykład olej napędowy niemal podwoił swoją cenę.
Prognozy analityków na kolejne miesiące
W obliczu przedłużającego się impasu instytucje finansowe rewidują swoje prognozy. Goldman Sachs znacząco podniósł przewidywania cenowe na czwarty kwartał bieżącego roku. Zaktualizowany model zakłada, że za baryłkę ropy Brent trzeba będzie zapłacić średnio 90 dolarów, a za amerykańską WTI około 83 dolarów. Bank inwestycyjny przesunął również oczekiwany termin normalizacji przepływów przez Zatokę Perską na koniec czerwca, czyli o ponad miesiąc później niż pierwotnie zakładano - czytamy w raporcie firmy.
Scenariusze mogą być jednak znacznie bardziej pesymistyczne. Raport wskazuje, że jeśli zakłócenia utrzymają się do końca lipca, średnia cena Brent w czwartym kwartale może przekroczyć 100 dolarów. W skrajnym przypadku, gdyby przepływy nie wróciły do poziomu 70 procent sprzed wybuchu wojny, cena mogłaby poszybować nawet do 120 dolarów za baryłkę. Z kolei eksperci S&P Global Energy ostrzegają, że przedłużający się szok podażowy będzie wymagał dalszych rewizji prognoz w dół dla światowych zapasów.
Napięcie na Bliskim Wschodzie coraz silniej uderza w Europę, szczególnie w kraje naszego regionu. Jak zauważają analitycy Erste w raporcie przesłanym money.pl, wzrostowi cen ropy towarzyszy wyprzedaż akcji i obligacji krajów rozwijających się oraz lekkie umocnienie dolara. Pogorszenie nastrojów rynkowych zaszkodziło złotemu, a obawy o długotrwałą blokadę rosną.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl