"Przygotowujemy się na kryzys". Ryanair o wojnie na Bliskim Wschodzie
Miejmy nadzieję, że ten konflikt wkrótce się skończy – mówi money.pl Eddie Wilson, dyrektor generalny linii Ryanair, pytany o wpływ wojny na Bliskim Wschodzie na biznes tego przewoźnika. Choć zabezpieczył dostawy paliwa lotniczego po niższych cenach, przewoźnik nie wyklucza, że może pojawić się problem z dostawami.
Michael O’Leary się pomylił – podczas konferencji prasowej w Warszawie na początku marca prognozował, że konflikt na Bliskim Wschodzie potrwa 10 dni. Tymczasem końca tej wojny nie widać. Jak to uderzyło w biznes Ryanaira?
– Każdego dnia przygotowujemy się na kryzys. Pytanie tylko, kiedy nastąpi. Zabezpieczyliśmy dostawy paliwa lotniczego na kolejne 12 miesięcy w cenie poniżej 700 dol. za tonę metryczną, czyli połowę dzisiejszej wartości rynkowej. Wciąż jednak 20 proc. paliwa kupujemy na rynku – mówi money.pl Eddie Wilson, CEO linii lotniczej Ryanair.
Wskazuje jednak, że są przewoźnicy, którzy 100 proc. wykorzystywanego paliwa kupują po aktualnych cenach rynkowych. – I już widzimy, co się dzieje. SAS w Skandynawii już odwołał 1000 lotów w kwietniu. To dlatego, że nie są w stanie wystarczająco szybko podnosić cen, aby odzwierciedlały realnie ponoszone koszty – dodaje.
LOT ma nowe Boeingi 737 MAX 8. Zmieniono wnętrze samolotów
"Z dnia na dzień"
Podkreśla, że model biznesowy Ryanaira zakłada wiele mniejszych i większych baz na terenie całej Europy. Jednego dnia ten przewoźnik realizuje z nich łącznie około 3,4 tys. lotów.
– Nie bez powodu nasze samoloty są rozproszone w 95 różnych lokalizacjach, także na wypadek różnych wstrząsów geopolitycznych. Dzięki temu możemy w miarę łatwo przenosić nasze moce gdzie indziej. Zadziałało to również w 2022 roku, gdy wybuchła wojna w Ukrainie. Tamten rynek z dnia na dzień się zamknął, więc mogliśmy łatwo przenieść samoloty do baz w całej Europie – wyjaśnia Eddie Wilson.
Jego zdaniem w takich sytuacjach problemem jest nie tylko ewentualne realne zagrożenie, ale i sama percepcja.
– Niektórzy na przykład postrzegają Turcję jako miejsce bliskie toczącemu się konfliktowi, w mniejszym stopniu również Cypr. Największy problem mają jednak przewoźnicy z Bliskiego Wschodu. Duże, tętniące życiem i innowacyjne gospodarki, potrzebujące siły roboczej i turystów z całego świata, dziś są od niego niemalże odcięte. Miejmy nadzieję, że ten konflikt wkrótce się skończy – mówi nam.
Michael O'Leary o "uzasadnionym ryzyku"
Konflikt na Bliskim Wschodzie odbija się nie tylko na cenach paliw na stacjach. W czwartek w północno-zachodniej Europie ceny paliwa lotniczego Jet A-1 osiągnęły nowy rekord wszech czasów, dobijając do 1900 dol. za tonę. Był to wzrost o 300 dol. w ciągu jednej doby.
Jak pisał Bloomberg, powołując się na dane firmy Argus, głównego dostawcy danych o surowcach, nowa cena paliwa lotniczego jest wyższa o ponad 100 dol. od wcześniejszego rekordu, który wynosił 1794 dol. za tonę i został ustanowiony 20 marca.
Ceny paliwa lotniczego i oleju napędowego wzrosły ponad dwukrotnie od początku wojny, ponieważ zakłócenia w dostawach z Zatoki Perskiej w regionie Bliskiego Wschodu zagroziły importowi około 50 proc. paliwa lotniczego do Europy i 15–20 proc. importu oleju napędowego.
– Uważamy, że istnieje uzasadnione ryzyko, na niskim poziomie, że w maju i czerwcu około 10-25 proc. naszych dostaw paliwa może być zagrożone. Podobnie jak wszyscy inni w tej branży mamy nadzieję, że wojna zakończy się wcześniej niż później. Jeśli to się wydarzy w kwietniu, a cieśnina Ormuz znów będzie otwarta, to ryzyko związane z dostawami będzie praktycznie zerowe – powiedział Michael O'Leary, CEO Ryanair Holding, w wywiadzie dla Sky News.
Mimo to stwierdził, że nie spodziewa się odwoływania żadnych połączeń z siatki Ryanaira.
Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl