145 osób zarobi na wnioskach artystów? Luka w rządowym projekcie [OPINIA]

Obok dyskusji o zasadności wsparcia dla artystów, pojawiły się informacje o komisji opiniującej, która ma oceniać wnioski artystów. Według krążących doniesień, członków komisji miałoby być nawet 145 i mogliby zarabiać sporo pieniędzy. Sprawdziliśmy te informacje – i choć są nie do końca prawdziwe, to w ustawie jest luka, którą powinno się załatać – pisze Kamil Fejfer dla money.pl.

Minister kultury Marta CienkowskaMinister kultury Marta Cienkowska
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, East News | Paweł Wodzyński, Zamrznuti tonovi, ZipZapic.com
Kamil Fejfer

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Rząd przeprocedował ustawę o emeryturach dla artystów, która wzbudziła spore kontrowersje. Na marginesie dyskusji o tym pojawiły się informacje o komisji opiniującej wnioski osób mogących ubiegać się o wsparcie państwa. Doniesienia wskazywały na to, że łącznie w komisji miałoby pracować nawet ok. 150 osób. Przy liczbie 50 rozpatrzonych wniosków miesięcznie miałoby to dawać zarobki rzędu 9500 zł brutto na osobę.

Rządowa pomoc artystom. Jak jest naprawdę

A jak jest naprawdę? Żeby to rozstrzygnąć, zaglądamy do przepisów, które mówią o statusie "artysty zawodowego". Tytuł ten faktycznie będzie nadawany przez powołaną w tym celu Komisję Opiniującą składającą się ze 145 osób. W jej skład wejdą przedstawiciele środowisk twórczych, organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (np. ZAIKS), ZUS i rządu.

ZUS dla artystów. "Zawsze będzie budzić emocje"

Może wydawać się to dużą liczbą. Pamiętajmy jednak, że będziemy mieli do czynienia potencjalnie z 28 tys. wniosków - mniej więcej tyle artystów spełnia kryteria wsparcia. A ocena wniosków będzie wymagała pewnego obeznania z regułami panującymi w środowisku. Opinie będą wydawać mniejsze podzespoły składające się z trzech do pięciu osób.

We wpisach w mediach społecznościowych pojawiły się opinie – bazujące na projekcie ustawy - że wynagrodzenie za jedną opinię będzie wynosić nie więcej niż 2 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z roku poprzedniego. W zeszłym roku wynosiło ono niemal 9 tys. zł brutto. 2 proc. z tej kwoty to 180 zł. Jeśli więc dany zespół składający się z 3 osób oceni miesięcznie 50 wniosków, to zarobki każdego z członków tego zespołu miałyby wynieść ok. 9000 zł brutto. I jeżeli każdy z członków zespołu otrzymywałby środki za ocenę wszystkich (pięćdziesięciu!) wniosków, to ocena każdego z dokumentów kosztowałaby około 550 zł. Tak wynika z ustawy i rzeczywiście wydaje się, że jest tu pewna dziura. Internauci pytają też, co się stanie, jeśli miesięcznie komisja oceni nie 50, a 500 wniosków – bo teoretycznie górnego limitu w ustawie nie ma.

Te obliczenia jednak nie są do końca prawdziwe. Opierają się one wyłącznie na projekcie ustawy, a nie uwzględniają rozporządzenia rządowego, które ma regulować zasady działania Komisji Opiniującej (wszystko można znaleźć na stronie Rządowego Centrum Legislacji).

Tajemnicza komisja

Tymczasem rozporządzenie określa, że za ocenę jednego wniosku członek komisji ma otrzymać 50 zł brutto. 50, a nie 180, jak wynika ze wspomnianych wyliczeń krążących w sieci. Ustawa bowiem określa wartości maksymalne, a rozporządzenie precyzuje wysokość stawki.

To zmienia obliczenia – przy ocenie 50 wniosków miesięcznie członek Komisji Opiniującej otrzymałby 2500 zł brutto, a nie 9 tys. Ale już przy ocenie 500 wniosków (abstrakcyjna liczba, przy której zakładamy, że wnioskujących byłoby znacznie więcej niż uprawnionych) to 25 tys. zł - nadal bardzo, bardzo dużo jak na pracę administracyjną.

Ale pójdźmy dalej. 500 wniosków miesięcznie podzielmy na 3 osoby (w większości właśnie taką liczbę mają mieć oceniające podzespoły) i na liczbę dni pracy w miesiącu. Wychodzi 7-8 wniosków na osobę dziennie. Tutaj zakładamy, że osoby nie krzyżują się wnioskami, tylko każda osoba sprawdza jeden dokument.

Oznacza to sprawdzenie jednego dokumentu na godzinę. Jeżeli ktokolwiek kiedykolwiek sprawdzał jakiś wniosek, który nie jest wnioskiem standardowym wie, że to nie jest dużo czasu.

Z drugiej strony, jeżeli byłoby tak, że wnioski byłyby sprawdzane taśmowo, to członkowie komisji mogliby zarobić naprawdę spore pieniądze. Wszystko zależy od tego, jaka będzie przepustowość tej machiny i intensywność składania wniosków przez artystów.

Nawet więc biorąc pod uwagę poprawne wyliczenia, uwzględniające rozporządzenie, to trudno nie dostrzec pewnej luki w przepisach. Z drugiej strony, musi istnieć jakiś rodzaj selekcji i weryfikacji wniosków artystów. Gdyby bowiem takiego mechanizmu nie było, to osoby dzisiaj krytykujące tę procedurę mówiłyby, że "pieniądze są rozdawane nie wiadomo komu, bo nie ma weryfikacji". I tak źle, i tak niedobrze.

Miejmy jednak nadzieję, że ustawodawca zalepi tę dziurę. Możliwe więc, że krytycy tego mechanizmu i Komisji Opiniującej – być może wbrew swoim intencjom - przyłożą się do lepszej legislacji.

Autorem jest Kamil Fejfer, dziennikarz piszący o gospodarce, współtwórca podcastu i kanału na YouTube "Ekonomia i cała reszta"

Wybrane dla Ciebie