Pellet miał być jednym z beneficjentów odchodzenia Polaków od węgla. Dopłaty z programu "Czyste Powietrze" sprawiły, że liczba kotłów na to paliwo gwałtownie wzrosła. Dziś w Polsce działa ich ok. 450 tys. Problem w tym, że popyt na pellet urósł szybciej niż podaż surowca. Zdaniem ekspertów wysokie ceny mogą zostać z nami na dłużej.
Dopłaty napędziły boom. Teraz pelletu zaczyna brakować
Augustyn Mikos z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot w rozmowie z Portalem Samorządowym wskazał powody wzrostu zainteresowania pelletem. Znaczenie miały przede wszystkim rządowe dopłaty, ale również to, że spalanie pelletu jest prostsze i czystsze niż spalanie węgla.
DLA CIEBIENajwiększe błędy przy wysyłaniu CV i szukaniu pracy - Filip Sobel II Pierwsza Praca #6
Zdaniem eksperta decydujący okazał się czynnik finansowy. Szczególnie po wzroście cen energii elektrycznej oraz spadku popularności pomp ciepła i kotłów gazowych udział dotacji do kotłów na pellet wyraźnie wzrósł. W ostatnich latach miał sięgać nawet blisko 80 proc. wszystkich dopłat do wymiany źródeł ciepła.
Rosnąca liczba urządzeń oznacza jednak coraz większe zapotrzebowanie na paliwo, a ceny pelletu wystrzeliły. Money.pl informował w sierpniu, że nawet 2500 zł trzeba zapłacić za tonę certyfikowanego pelletu drzewnego klasy A1.
"Mogą czuć się nabite w butelkę, ponieważ od pewnego czasu wiadomo, że w Polsce popyt na pellet nie spotyka się z odpowiednią podażą. Dostępnych źródeł surowca jest za mało, żeby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie" - tak o osobach, które uwierzyły, że pellet może być tanim źródłem energii mówi Augustyn Mikos w rozmowie z PortalemSamorzadowym.pl.
Perspektywy na kolejny sezon nie wyglądają optymistycznie. Zdaniem eksperta podstawowy problem pozostaje ten sam: krajowa produkcja i podaż pelletu są za małe w stosunku do zapotrzebowania.
UOKiK zbadał ceny pelletu
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przeanalizował sytuację na rynku pelletu po gwałtownych wzrostach cen tego paliwa. Kontrola miała odpowiedzieć m.in. na pytanie, czy podwyżki mogły być efektem działań ograniczających konkurencję.
Z ustaleń urzędu wynika, że wzrost cen nie był spowodowany zmową przedsiębiorców ani sztucznym zawyżaniem cen. Przyczyn należy szukać przede wszystkim w sytuacji rynkowej.
Główną przyczyną podwyżek jest zwiększony popyt związany z rosnącą popularnością pieców na pellet, za którym nie nadąża podaż surowca drzewnego. W 2025 r. w programie "Czyste Powietrze" ok. 77 proc. wniosków o dofinansowanie wymiany źródeł ciepła dotyczyło kotłów na pellet i drewno. Z tego rodzaju kotłów korzysta obecnie w Polsce ok. 450 tys. gospodarstw domowych i ta liczba zwiększyła się o ponad 90 tys. w porównaniu z 2023 r. Za rosnącymi potrzebami konsumentów nie nadąża produkcja pelletu. Przykładowo, zmniejszyła się sprzedaż drewna prowadzona przez Lasy Państwowe, a wysokiej jakości pellet klasy A1 produkuje się przede wszystkim z trocin oraz pozostałości z obróbki drewna w tartakach - informuje w komunikacie UOKiK.
– Nasza analiza jednoznacznie wskazuje, że przyczyną wzrostu cen pelletu są problemy systemowe, w szczególności niedostosowanie podaży pelletu z krajowych zasobów do popularności pieców na drewno, w tym dofinansowanych z programu "Czyste Powietrze". Z dużym prawdopodobieństwem wystąpią one również w najbliższym sezonie grzewczym. Narzędziami pozwalającymi ograniczyć ich negatywne skutki dysponuje rząd, w szczególności Ministerstwo Energii oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska, nadzorujące PGL Lasy Państwowe. Nie jest jeszcze za późno na działania - przekonuje prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Źródło: Portal Samorządowy