Wall Street w cieniu ultimatum. Rynek czeka na ruch Iranu
Amerykańskie giełdy rozpoczęły wtorkową sesję od spadków, reagując na zaostrzającą się retorykę prezydenta Donalda Trumpa wobec Iranu. Jak donosi serwis Barron's, inwestorzy z niepokojem wyczekują na upływ ultimatum, które mija o godzinie 20:00 czasu wschodniego.
Wtorkowe otwarcie na nowojorskiej giełdzie przyniosło wyraźne pogorszenie nastrojów. Główne indeksy rozpoczęły handel pod kreską, co jest bezpośrednią reakcją na eskalację napięcia na linii Waszyngton-Teheran. Jak podaje serwis Barron's, indeks Dow Jones Industrial Average stracił na otwarciu 110 punktów, co stanowiło spadek o 0,2 proc., podczas gdy S&P 500 oraz Nasdaq Composite zniżkowały odpowiednio o 0,3 proc. i 0,4 proc. W miarę upływu pierwszych godzin handlu skala przeceny pogłębiła się, a indeksy traciły w granicach 0,6 proc.
To kolejny raz w ostatnich tygodniach, gdy Wall Street reaguje nerwowo na sprzeczne sygnały płynące z Bliskiego Wschodu. Inwestorzy wciąż pamiętają marcowe tąpnięcie, gdy informacje o potencjalnych negocjacjach z Iranem okazały się przedwczesne, a rynek musiał na nowo wyceniać ryzyko geopolityczne.
Zbudował potężną firmę. Mówi, czego potrzebuje polska gospodarka
Bezpośrednią przyczyną nerwowości jest zbliżający się termin ultimatum wyznaczonego przez prezydenta Donalda Trumpa. Amerykański przywódca domaga się od Iranu porozumienia w sprawie ponownego otwarcia cieśniny Ormuz, kluczowej dla światowego handlu ropą naftową. Retoryka Białego Domu stała się w ostatnich godzinach wyjątkowo ostra. W mediach społecznościowych prezydent Trump zasugerował nawet tragiczne konsekwencje militarne w przypadku braku porozumienia przed godziną 20:00 czasu lokalnego.
Cała cywilizacja umrze dziś wieczorem, by nigdy nie powrócić. Nie chcę, żeby tak się stało, ale prawdopodobnie tak się stanie – napisał prezydent w serwisie Truth Social, co cytuje Barron's.
Ataki na wyspę Chark przyciągają uwagę inwestorów
Niepokój na rynkach potęgują doniesienia o konkretnych działaniach militarnych. Jak poinformował "The Wall Street Journal", powołując się na przedstawicieli administracji, siły USA przeprowadziły ponad 50 uderzeń na cele wojskowe na irańskiej wyspie Czark. Jest to miejsce o strategicznym znaczeniu dla irańskiego eksportu ropy, co natychmiast przełożyło się na wzrosty na rynku surowców. Notowania ropy typu Brent wzrosły o 0,6 proc., przekraczając poziom 110 dolarów za baryłkę, natomiast amerykańska ropa WTI podrożała o ponad 2 proc., osiągając cenę blisko 115 dolarów.
Mimo tak napiętej sytuacji, część analityków zwraca uwagę na zaskakującą odporność amerykańskiego rynku akcji w szerszej perspektywie. Przypomnijmy, że od dołków z 30 marca indeks S&P 500 zyskał ponad 4 proc., zbliżając się do swojej 200-dniowej średniej kroczącej, która jest kluczowym wskaźnikiem technicznym dla inwestorów. Tavis McCourt, strateg z Raymond James, przyznaje w rozmowie z Barron's, że brak panicznej wyprzedaży po pięciu tygodniach efektywnego zamknięcia cieśniny Ormuz jest zastanawiający. Ekspert sugeruje, że rynki mogą polegać na silnym impecie gospodarczym z początku 2026 roku oraz strukturze cen ropy, która przewiduje spadki w dalszej części roku.
Nie wszyscy widzą przyszłość w czarnych barwach
Instytucje finansowe zaczynają jednak dostosowywać swoje prognozy do nowej rzeczywistości geopolitycznej. David Lefkowitz, dyrektor ds. inwestycji na rynku akcji w UBS, podtrzymuje wprawdzie optymizm co do wzrostu zysków spółek, ale zdecydował się na obniżenie celów dla indeksu S&P 500. Według nowej prognozy UBS, docelowy poziom indeksu na czerwiec 2026 roku spadł z 7300 do 7000 punktów. Lefkowitz argumentuje, że nawet jeśli konflikt wygaśnie w najbliższych tygodniach, przywrócenie pełnych zdolności wydobywczych ropy zajmie sporo czasu ze względu na zniszczenia infrastruktury. Wysokie ceny energii mogą z kolei zmusić Rezerwę Federalną do dłuższego utrzymywania restrykcyjnej polityki pieniężnej.
Z kolei Mike Wilson, główny strateg Morgan Stanley, ocenia, że choć nie można wykluczyć ponownego przetestowania ostatnich minimów w przypadku dalszej eskalacji, to na ten moment nie spodziewa się trwałego przełamania ubiegłotygodniowych dołków. Inwestorzy zdają się częściowo ignorować agresywne wpisy prezydenta Trumpa, licząc na to, że ostatecznie dojdzie do deeskalacji. Nadzieję na taki scenariusz daje raport serwisu Axios, według którego Iran ma pracować za pośrednictwem mediatorów, m.in. Pakistanu, nad 45-dniowym zawieszeniem broni.
Konflikt w Cieśninie Ormuz nabrał tempa w połowie marca, gdy prezydent Trump uznał, że Iran ostatecznie skapituluje pod presją militarną, nie doceniając determinacji Teheranu. Jak wskazywali eksperci, Iran precyzyjnie dobrał cele swoich działań, uderzając w kluczową infrastrukturę eksportową, co sprawiło, że zwykła interwencja wojskowa nie rozwiązuje problemu. Rynek surowcowy od tygodni balansuje między nadzieją na dyplomatyczne rozwiązanie a obawą przed długotrwałym zakłóceniem dostaw, co stawia inwestorów w pułapce sprzecznych sygnałów. Każda kolejna eskalacja retoryki ze strony Waszyngtonu spotyka się z coraz bardziej wyważoną reakcją rynków, które nauczyły się rozróżniać między groźbami negocjacyjnymi a rzeczywistym ryzykiem rozszerzenia konfliktu.
Sytuacja pozostaje jednak dynamiczna, a kluczowym punktem odniesienia dla Wall Street będzie planowana konferencja prasowa prezydenta oraz reakcja Teheranu na upływający czas ultimatum. Paul Hickey z Bespoke Investment Group zauważa, że inwestorom trudno będzie podejmować większe ryzyko przed wieczornym terminem, chyba że pojawią się konkretne sygnały dyplomatyczne. Rynek balansuje obecnie między obawą o wojnę totalną a nadzieją na powtórzenie scenariusza, w którym prezydenckie groźby stają się elementem twardych negocjacji prowadzących do kompromisu.