"400 tys. zł rocznie". Mówi, ile zostaje z franczyzy
- Nieco ponad 400 tysięcy zł EBITDA rocznie zostaje partnerowi franczyzowemu w klubie dojrzałym – mówi Łukasz Dojka, założyciel sieci siłowni Xtreme Fitness. To zysk operacyjny, jaki generuje przeciętny klub, gdy osiągnie już pełną dojrzałość biznesową. Jak zaznacza, w 80 procentach przypadków jest to możliwe już w drugim roku działania.
W przeliczeniu na miesiąc to około 30-35 tysięcy złotych, które zostają partnerowi po opłaceniu wszystkich kosztów prowadzenia lokalu. - Wszystko inne już jest wliczone. Czyli opłaty franczyzowe, czynsz, wynagrodzenia, to już jest w tym zawarte, więc tam EBITDA, to jest praktycznie to, gdzie już ta kwota zostaje – tłumaczy Dojka. Jedynym dodatkowym kosztem, który partner musi pokryć poza tą kwotą, są raty leasingu, jeśli zdecydował się sfinansować w ten sposób sprzęt do klubu.
Xtreme Fitness chce otworzyć ponad 700 klubów
Xtreme Fitness działa w modelu subskrypcyjnym – około 80 procent przychodów klubów pochodzi z regularnych członkostw, nie z jednorazowych wejść czy kart sportowych typu Multisport. Średni koszt karnetu to obecnie 150-200 złotych miesięcznie, a klienci mogą wypowiedzieć umowę z jednomiesięcznym okresem wypowiedzenia. Jak podkreśla Dojka, dojrzały klub potrzebuje zwykle 700-800 płacących klubowiczów, a marżowość takiego biznesu mieści się w przedziale 20-30 procent.
Skąd biorą się te liczby?
Cała sieć – ponad 190 klubów fitness i około 20 sal zabaw Xtreme Kids, łącznie ponad 200 lokalizacji – zabudżetowała na ten rok przychody na poziomie ponad 200 milionów złotych przy marży rzędu 20 procent. Franczyzobiorca, który chce dołączyć do sieci, musi wyłożyć własne środki rzędu 450-500 tysięcy złotych. W zamian dostaje lokal wykończony pod klucz, zabezpieczoną przez firmę umowę najmu, pakiet leasingowy na sprzęt zorganizowany z partnerami finansowymi oraz system szkoleń i wsparcia operacyjnego.
Gdzie jest ryzyko?
- Jak ktoś sprzedaje franczyzę fitness, że to jest pasywny biznes, ja mogę zarządzać tym klubem z telefonu, no to szybko się rozczaruje – mówi. Według niego pierwsze pół roku prowadzenia klubu to praca po 40-50 godzin tygodniowo, a same 400 tysięcy złotych EBITDA to efekt wcześniejszej, bardzo intensywnej pracy całego zespołu nad przedsprzedażą karnetów jeszcze przed otwarciem lokalu.
To właśnie ta faza decyduje, czy klub w ogóle osiągnie rentowność. - Super przedsprzedaż: klub jest rentowny od pierwszego miesiąca. Średnia przedsprzedaż: klub jest rentowny od trzeciego miesiąca – wylicza Dojka. Przy słabszej sprzedaży na start rentowność może przyjść dopiero po kilku miesiącach, ale jak zapewnia założyciel sieci, zdecydowana większość klubów zaczyna zarabiać już w pierwszym półroczu. Choć gwarancji rentowności nigdy nie ma.
Jak zaczynał Dojka?
Firma, która startowała w 2012 roku od małego klubiku w piwnicy w Tarnowie z używanym sprzętem, dziś deklaruje ponad 80 procent rentownych lokalizacji w sieci – co, jak podkreśla Dojka, samo w sobie jest miarą jakości modelu franczyzowego. Dla porównania: w branży dojrzały, stabilny system franczyzowy to taki, w którym rentownych jest powyżej 80 procent placówek, a poniżej 70 procent to już sygnał ostrzegawczy.
Sieć nie zwalnia tempa: cel 227 rentownych klubów zrealizuje rok przed planowanym końcem 2027 roku, a docelowo chce dojść do 750 lokalizacji jako lider franczyzy well-being w Europie Środkowo-Wschodniej, zaczynając ekspansję zagraniczną od Czech.
Dyrektor programowy serwisów premium w Wirtualnej Polsce oraz redaktor naczelny serwisu money.pl. Prowadzi program "Biznes Klasa" (+140 tys. subskrypcji na YT) oraz jest laureatem nagrody Grand Press Economy 2024. Dziennikarstwem ekonomicznym zajmuje się od blisko dwudziestu lat, wcześniej prowadził programy o świecie i gospodarce w TVN24 BiS i w TVN CNBC oraz był szefem serwisu newsroomu Gazeta.pl.