Brytyjski ekonomista o polexicie: Polskę zaboli bardziej [WYWIAD]
Dziesięć lat temu Wielka Brytania zdecydowała o wyjściu z Unii Europejskiej. - W wielu sprawach formalnie odzyskaliśmy kontrolę, ale w praktyce niewiele z tego wynika. Skutki brexitu są poważne i negatywne - mówi w wywiadzie dla money.pl prof. Jonathan Portes, były główny ekonomista brytyjskiego rządu.
- Mija dekada od kiedy Wielka Brytania wybrała brexit. Opuszczenie Wspólnoty poparło 51,9 proc. uczestników ogólnokrajowego referendum. Dziś ponad połowa badanych twierdzi, że chciałaby powrotu do Unii Europejskiej.
- - Moim zdaniem brexit obniżył brytyjski PKB prawdopodobnie o 4-5 proc. Można się oczywiście spierać o dokładną liczbę, ale bez wątpienia straty dla naszej gospodarki są ogromne - mówi money.pl prof. Jonathan Portes.
- Były główny ekonomista brytyjskiego rządu przestrzega również Polskę. Jego zdaniem ewentualne wyjście z Unii Europejskiej byłoby dla nas dużo bardziej bolesne gospodarczo niż w przypadku Wielkiej Brytanii.
Tomasz Setta, money.pl: Wróćmy na moment do tego poranka sprzed dziesięciu lat, tuż po referendum. Jaka była pana pierwsza myśl, kiedy nie było już żadnych wątpliwości, że Wielka Brytania opuszcza Wspólnotę?
Prof. Jonathan Portes, King’s College London: Byłem zaskoczony. Nie był to może dla mnie zupełny szok, ale nie tego się spodziewałem. Zakładałem też, że będę musiał znaleźć nowy obszar badawczy. W tamtym momencie miałem już za sobą półtora roku badań nad potencjalnymi skutkami brexitu i byłem przekonany, że teraz rozpocznę poszukiwania nowego zajęcia. Tymczasem ostatnie 10 lat poświęciłem właśnie brexitowi. W pewnym stopniu zmieniło to moje życie, a przynajmniej życie zawodowe.
Stałe bazy NATO. Ujawnia, jakich przywilejów potrzeba
Przejdźmy zatem do wspomnianych badań. Wielu ekonomistów - w tym pan - wskazuje, że brytyjska gospodarka z powodu brexitu rośnie wolniej i ma wyraźnie mniejszy potencjał. Skąd to wiemy? Jak to można zmierzyć?
Zacznę od tego, że ekonomiści zgodnie przewidywali, iż brexit negatywnie odbije się na gospodarce z kilku powodów. Najbardziej oczywistą przyczyną były spodziewane ograniczenia w handlu pomiędzy Wielką Brytanią a Unią Europejską. Wiedzieliśmy, że pojawi się więcej regulacji, więcej formalności i dokumentacji, a eksport i import staną się trudniejsze.
Spodziewaliśmy się również, że brexit negatywnie wpłynie na poziom zaufania przedsiębiorców. Wszystko to się wydarzyło. Skąd to wiemy? Rzeczywiście, bardzo trudno dokonać precyzyjnych pomiarów, ale możemy się posiłkować porównaniem Wielkiej Brytanii do innych krajów. W tym celu szczegółowo analizowaliśmy, jak wypadamy na tle państw, które przed brexitem osiągały bardzo podobne wyniki gospodarcze co my.
Okazało się, że niezależnie od przyjętej metody, doboru krajów czy sposobu ważenia wybranych czynników, widać, że od czasu brexitu Wielka Brytania radzi sobie gorzej od tych państw, choć wcześniej ich rezultaty były do siebie bardzo zbliżone. Dysponujemy w tej sprawie różnymi szacunkami wyrządzonych szkód, ale nie ma wątpliwości, że straty są znaczące. Moim zdaniem brexit obniżył brytyjski PKB prawdopodobnie o ok. 4 proc., być może nawet o 5 proc., choć oczywiście istnieje w tej sprawie pewien przedział prawdopodobieństwa i można dyskutować o dokładnych wartościach.
Wielka Brytania opuściła formalnie Unię Europejską dopiero w 2020 r., niemal równolegle z wybuchem pandemii Covid-19. W jednym czasie zbiegły się więc dwa bardzo silne impulsy gospodarcze. Da się w takich warunkach oszacować realny wpływ brexitu?
Oczywiście. Tutaj znów posłużę się porównaniami do innych państw - one przecież też doświadczyły skutków pandemii. Co więcej, Wielka Brytania nie była pod tym kątem w żadnym stopniu wyjątkowa: przebieg zdarzeń nie różnił się znacząco, nie byliśmy dotknięci ani mocniej, ani znacząco mniej niż jakikolwiek inny, przeciętny europejski kraj. Stąd możemy być pewni naszych wniosków co do skutków brexitu. Jednocześnie ma pan rację: istnieje pewna doza niepewności co do dokładnej skali tego wpływu na naszą gospodarkę. Ale nikt nie ma wątpliwości, że ten wpływ był ogromny i negatywny. Niezależnie od przyjętej metody badań, wszyscy dochodzimy do tych samych wniosków.
Te negatywne skutki opuszczenia Wspólnoty równomiernie rozkładają się pomiędzy branżami, regionami i grupami pracowników czy niekoniecznie?
Są takie sektory gospodarki, które ucierpiały bardziej od pozostałych. Jako przykład mogę wskazać rolnictwo i sektor spożywczy, który został dotknięty szczególnie mocno. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę dotychczasową skalę wymiany handlowej z Europą i charakter nowych wymogów regulacyjnych.
Mamy też specyficzne grupy zawodowe, poszkodowane przez brexit. Dobrym przykładem są muzycy koncertujący za granicą. Wprowadzona biurokracja sprawiła, że organizacja tras koncertowych stała się dla nich znacznie trudniejsza. Ucierpieli również mniejsi eksporterzy, którzy korzystali dotąd z wysyłania towarów do Wspólnoty bez jakichkolwiek odpraw celnych.
Ogólnie rzecz biorąc skutki brexitu są jednak dość szeroko rozproszone i dotknęły większość sektorów naszej gospodarki. Widzimy także, że bardziej od eksportu usług ucierpiał eksport towarów.
Sektor usługowy w większości przypadków znalazł sposób na dostosowanie się do nowych wymogów prawnych. Były przecież duże obawy dotyczące tego, jak mocno brexit uderzy w sektor finansowy i londyńskie City. Takie negatywne konsekwencje oczywiście wystąpiły, ale w rzeczywistości nie były one aż tak poważne, jak wielu się spodziewało. Londyńskie City nadal pozostaje najważniejszym centrum finansowym Europy. Udało mu się zachować dominującą pozycję pomimo naszego wyjścia z Unii Europejskiej.
Zwolennicy brexitu deklarowali, że chcą "odzyskać kontrolę" nad polityką migracyjną. Był to jeden z najważniejszych tematów kampanii referendalnej. Udało się to osiągnąć?
To bardzo ciekawe zagadnienie, ponieważ w przypadku polityki handlowej stało się mniej więcej to, co zakładaliśmy. Tymczasem wpływ brexitu na migrację był już dla nas zaskoczeniem.
Na pierwszy rzut oka Wielka Brytania "odzyskała kontrolę" nad tym procesem: swobodny przepływ osób został zatrzymany, a w jego miejsce powstał system, który w dużej mierze tak samo traktuje obywateli Wspólnoty i osoby z państw trzecich. Tyle że ten nowy system spowodował wzrost migracji spoza Europy, a tempo tego wzrostu było znacznie szybsze od tempa spadku imigracji z krajów Unii Europejskiej. W rezultacie ogólny efekt był taki, że skala migracji poszła w górę, a nie zmalała.
To wszystko pokazuje, że nawet jeśli państwo odzyskuje pełną kontrolę nad polityką migracyjną, to nadal o jej kształcie decydują takie czynniki jak demografia, bieżące potrzeby gospodarki, presja ze strony przedsiębiorców etc. Pomysł, że po opuszczeniu Unii Europejskiej prowadzenie polityki w tym zakresie będzie prostsze, nie znalazł potwierdzenia w rzeczywistości. To wciąż jest polityczny temat numer jeden - mimo że mamy nad tym teraz pełną kontrolę.
Poza polityką migracyjną zwolennicy wyjścia z UE chcieli też odzyskać kontrolę nad stanowieniem prawa i nad pieniędzmi, które - ich zdaniem - powinny zasilać brytyjską publiczną ochronę zdrowia, a nie unijny budżet.
Mamy tutaj ten sam efekt, co w przypadku migracji. W formalno-prawnym sensie udało się odzyskać tę kontrolę. Tyle że wciąż pozostajemy pod wpływem różnych nacisków i ograniczeń gospodarczych. Możemy dzisiaj sami zmieniać i stanowić wiele regulacji, ale w praktyce w niewielkim stopniu z tego korzystamy - głównie dlatego, że byłoby to szkodliwe dla biznesu. Wiele unijnych rozwiązań wciąż tutaj obowiązuje, bo firmy się do nich przyzwyczaiły, a ich zmiana pociągałaby za sobą koszty.
Krótko mówiąc łatwo odzyskać polityczną suwerenność. Ale to samo w sobie nie oznacza jeszcze pełnej swobody działania. To jeden z najważniejszych wniosków minionych lat: posiadanie formalnej kontroli nie przekłada się automatycznie na rzeczywisty wpływ. Nadal trzeba funkcjonować w ramach różnych ograniczeń: gospodarczych, demograficznych i globalnych. Nie da się przed tym uciec. Oczekiwanie, że brexit rozwiąże wszystkie nasze problemy, okazało się zwykłą fantazją.
Myślę, że najważniejsza ekonomiczna lekcja wynikająca z brexitu jest prosta. Ekonomiści od początku twierdzili, że opuszczenie Unii Europejskiej będzie miało negatywne skutki gospodarcze i tak się właśnie stało. Krótko mówiąc: eksperci mieli rację. Ale można na to spojrzeć szerzej: jeśli dany kraj zmaga się z problemami społecznymi i gospodarczymi - a każde państwo ma takie wyzwania - to rozwiązań tych problemów trzeba poszukać najpierw u siebie.
Przekonanie, że te trudności znikną same z siebie tylko dzięki wyjściu ze Wspólnoty, to iluzja. To forma odwracania uwagi od rzeczywistych wyzwań, które wymagają wewnętrznych działań. Zamiast skupiać się na naprawie własnych problemów, zaczyna się wtedy szukać zewnętrznego winowajcy lub prostego rozwiązania.
Problemy, które miał rozwiązać brexit, w niektórych przypadkach się nawet nasiliły. Dotyczy to przede wszystkim polityki handlowej, co po części wynika także z działań Donalda Trumpa w tym obszarze, ale też z ogólnej sytuacji na świecie. Nie zmienia to faktu, że z próbami osłabienia międzynarodowego handlu walczy się trudniej, kiedy jest się poza Unią Europejską.
Podobnie jest z innymi długotrwałymi problemami, z jakimi mierzy się Wielka Brytania. Niski poziom inwestycji prywatnych, nierówności społeczne czy ubóstwo - to są realne wyzwania, które istniały już przed brexitem. Wyjście z Unii ich nie stworzyło, ale też nie ułatwiło ich rozwiązania.
Czy poza migracją jest jeszcze coś, co pana zaskoczyło w trakcie badań? Są w ogóle jakieś plusy wynikające z brexitu?
Tak, zawarliśmy na przykład porozumienie handlowe z Indiami, czyli z największą i najszybciej rozwijającą się gospodarką świata. Zrobiliśmy to szybciej niż Unia Europejska. W ramach Wspólnoty moglibyśmy tego nie osiągnąć. Są też pewne przykłady zmian regulacyjnych, które przyniosły korzyść przedsiębiorcom. Te korzyści nie są jednak nawet bliskie zrekompensowania kosztów brexitu. W porównaniu do strat wspomniane przeze mnie plusy są stosunkowo niewielkie.
Pomówmy jeszcze o przyszłości brytyjskiej gospodarki. Można w jakikolwiek sposób odwrócić skutki brexitu? Ponowne zbliżenie z Unią Europejską daje jakieś szanse na poprawę sytuacji?
Obecny rząd podejmuje działania, które mają na celu odbudowę relacji z Unią Europejską. Sądzę, że to przyniesie pewne pozytywne rezultaty. To jednak nie wystarczy, żeby zniwelować negatywne konsekwencje brexitu, ponieważ Wielka Brytania nadal będzie pozostawać poza Wspólnotą.
W średnim i długim okresie istnieje szansa, że pojawi się znacząca grupa osób, które będą chciały przystąpić do jednolitego rynku - na wzór Norwegii czy Szwajcarii - albo wręcz ponownie przystąpić do Unii. To jednak wciąż bardzo odległa perspektywa, ale nie da się tego wykluczyć. Mamy w tym kierunku presję polityczną, która będzie narastać.
Jednocześnie mamy wiele zadań, których musimy się podjąć bez względu na obecność w Unii lub poza nią. Musimy poprawić naszą infrastrukturę, podnieść poziom inwestycji, zwiększyć liczbę mieszkań i zreformować system podatkowy. Potrzebny jest jednak rząd, który będzie zdolny i gotowy do realizacji takich reform.
Na koniec zapytam o Polskę, w naszej debacie publicznej pojawia się czasem temat "polexitu". Bazując na doświadczeniach Wielkiej Brytanii, o czym warto pamiętać, kiedy podnosi się taki postulat?
Nie jestem ekspertem od polskiej gospodarki, ale zakładam, że skutki wyjścia z Unii Europejskiej byłyby dla Polski z pewnością dużo bardziej dotkliwe niż dla Wielkiej Brytanii. Jesteście zintegrowani z unijnym rynkiem zdecydowanie mocniej niż my kiedykolwiek byliśmy związani z Unią. Warszawa w dużo większym stopniu korzysta ze wspólnego jednolitego rynku.
Polska gospodarka jest też dużo bardziej uzależniona od miejsca, jakie zajmuje w europejskich łańcuchach dostaw, zwłaszcza w przemyśle. Nie mam pod ręką żadnych konkretnych liczb, ale byłbym zaskoczony, gdyby jakakolwiek rzetelna analiza ekonomiczna nie wskazywała, że skutki wyjścia ze Wspólnoty będą dla Polski bardziej bolesne niż w przypadku Wielkiej Brytanii.
*Prof. Jonathan Portes - brytyjski ekonomista, wykładowca w King’s College London. Autor wielu badań i opracowań poświęconych gospodarczym skutkom brexitu. W przeszłości m.in. główny ekonomista brytyjskiego rządu w gabinecie Gordona Browna i szef Narodowego Instytutu Badań Ekonomicznych i Społecznych (NIESR).