Najważniejsze nie jest to, czy deficyt będzie wyższy o 5 czy 10 mld zł. Ważniejsze jest to, że będzie to już piąty z rzędu rok z deficytem sektora finansów publicznych w okolicach 7 proc. PKB. W tym samym czasie szybko rośnie dług i koszt jego obsługi. Polska nadal znajduje finansowanie, ale coraz więcej pieniędzy potrzebuje nie na nowe inwestycje, tylko na obsługę zobowiązań zaciągniętych wcześniej.
To moment, w którym warto zadać proste pytanie: nie czy stać nas jeszcze na kolejny deficyt, ale jak długo chcemy prowadzić politykę fiskalną bez wiarygodnego planu jego ograniczenia w tak nieprzewidywalnym otoczeniu zewnętrznym?
WIDEODrugi próg boli. Kiedy przestanie? Dopiero po wyborach
Rząd przyjął projekt budżetu na 2027 r. Dochody mają wynieść 695 mld zł, wydatki 977,6 mld zł, a deficyt budżetu państwa 282,6 mld zł. Deficyt całego sektora finansów publicznych ma być zbliżony do tegorocznego na poziomie 7,2 proc. PKB.
Fitch, który 21 sierpnia utrzymał rating Polski na poziomie A- z perspektywą negatywną, prognozował na 2027 r. deficyt sektora general government (instytucji rządowych i samorządowych - red.) na 6,7 proc. PKB. To mniej niż wynika z komunikowanych przez rząd założeń. Agencja ratingowa ma więc negatywne zaskoczenie, co będzie odnotowane przy kolejnych przeglądach ratingu jesienią.
Rząd liczy dodatkowo na wpływy z dopiero co ogłoszonej podwyżki podatków. Według oceny skutków regulacji koszt zmiany PIT wyniesie około 10,2 mld zł w 2027 r. Jednocześnie CIT ma przynieść 6,24 mld zł, zmiany w ryczałcie około 5,5 mld zł.
W efekcie saldo całego pakietu dla sektora finansów publicznych wyniesie około 2,64 mld zł na plusie w 2027 r. i 4,92 mld zł w 2028 r.
Do tego dochodzi osobna ustawa o CIT dla sektora energochłonnego, która ma dać 2,83 mld zł w 2027 r. Jest wysoce prawdopodobne, że podwyżki CIT i ograniczenie ryczałtu zostaną zawetowane przez krótki czas konsultacji i rozmijanie się wizji co do kierunku reform między prezydentem a rządem. Deficyt może być wyższy o ponad 5 mld zł.
W przyszłym roku może zmienić się rząd
Polska nie ma dziś problemu z finansowaniem deficytu, choć rentowności obligacji mogłyby być zapewne niższe. Dodajmy do tego niepewność polityczną. W 2027 r. może zmienić się rząd, a wraz z nim poziom zaufania rynków do polityki fiskalnej.
W 2027 r. budżet państwa ma przeznaczyć na odsetki około 107 mld zł. To o 17 mld zł więcej niż w tym roku. Dla porównania: to ponad dwa razy więcej niż cały przyszłoroczny budżet nauki i szkolnictwa wyższego.
Wielu uważa, że deficyt nie jest problemem i w dyskusji o finansach publicznych często zakładamy, że każda złotówka wydana przez państwo pomaga gospodarce. Tak nie jest. Jeżeli gospodarka rośnie blisko swojego potencjału, mnożnik fiskalny jest mniejszy. Dodatkowy deficyt nie daje wtedy takiego efektu jak w czasie recesji, kiedy prywatny popyt gwałtownie spada. A jeszcze ważniejsze jest to, na co wydajemy pożyczone pieniądze.
Deficyt finansujący inwestycje infrastrukturalne, transformację energetyczną czy rozwój zdolności obronnych można oceniać inaczej niż deficyt, który w coraz większym stopniu finansuje bieżące wydatki albo odsetki od wcześniej zaciągniętego długu.
Nie wiemy, gdzie znajduje się granica
Polska w dużej mierze finansuje się z krajowych oszczędności. Oznacza to, że państwo w coraz większym stopniu konkuruje o kapitał z sektorem prywatnym. Jeżeli banki i inni krajowi inwestorzy kupują więcej obligacji skarbowych, mają mniej kapitału, który mogą przeznaczyć na finansowanie przedsiębiorstw. Wysoki deficyt może być problemem nie dlatego, że jutro zatrzyma gospodarkę, a dlatego, że stopniowo ogranicza jej możliwości rozwoju.
Mark Carney (dziś premier Kanady), jeszcze jako gubernator Banku Kanady, mówił o finansach publicznych: "the bond market is there until it is not" (rynek obligacji istnieje, dopóki nie przestanie istnieć). Przez pewien czas państwo może pożyczać coraz więcej, a rynek nadal będzie ten dług finansował. Problem w tym, że nie wiemy dokładnie, gdzie znajduje się granica. Popyt na obligacje nie jest nieskończony, a zaufanie rynku może zmienić się szybciej niż polityka fiskalna.
Tym bardziej że na horyzoncie mamy dziś kilka potencjalnych źródeł szoku: ataki hybrydowe Rosji przeciwko wschodniej flance NATO, przejęcie władzy przez AfD w Niemczech i wyjście RFN ze strefy euro, ryzyko politycznego zwrotu we Francji i narastające problemy z jej zadłużeniem. Każdy z tych czynników może stworzyć szok gospodarczy, który szybko przełoży się na wzrost kosztu finansowania państw. Dlatego rozsądna polityka budżetowa nie polega na czekaniu aż rynek powie "dość". Polega na tym, żeby mieć margines bezpieczeństwa, zanim pojawi się kryzys. Dlatego nie można przejść z tymi liczbami do porządku dziennego.