Dyrektywa unijna ma wpłynąć na 15 mln budynków w Polsce. Ale nie wejdzie w życie

29 maja miała wejść w życie aktualizacja unijnej dyrektywy budynkowej (EPBD), której celem jest dążenie do bezemisyjnego budownictwa do 2050 r. poprzez podniesienie jakości energetycznej budynków. Jednak przez ostatnie dwa lata Polska niewiele w tej materii zrobiła. W przyszłości mogą nam grozić kary.

Zdj. ilustracyjneZdj. ilustracyjne
Źródło zdjęć: © fot. Adobe Stock | Don Pablo
Piotr Bera

Polska nie wprowadzi teraz nowelizacji, chociaż na jej implementację miała dwa lata. Unijne przepisy miały zrewolucjonizować energetykę budynkową, ale z jej wdrożeniem będziemy musieli jeszcze poczekać.

"Do tej pory jednak nie powstał w naszym kraju choćby najbardziej namacalny dla konsumentów komponent, czyli system podziału budynków na klasy energetyczne od A do G, jaki znamy chociażby z urządzeń AGD czy elektroniki" - donosi "Rzeczpospolita". Nie ma też Krajowego planu renowacji budynków, chociaż w 2024 r. powstał taki projekt Krajowej Agencji Poszanowania Energii S.A. (KAPE), który miał wskazać kierunki osiągnięcia do 2050 r. wysoce energooszczędnych, bezemisyjnych i zdekarbonizowanych zasobów budowlanych.

Dyrektywa ma bardzo daleki horyzont czasowy – wybiega do połowy stulecia, bo wyzwanie jest ogromne. Dlatego krajowy plan jest tak ważny, bo ma nam nakreślić ramy, zasady, mapę drogową, kamienie milowe i wskaźniki, które pomogą nam zorientować się, jak nam idzie ten rozpisany na dekady proces - mówi money.pl Jan Ruszkowski ze stowarzyszenia Fala Renowacji.

"Chciałabym pracować do stówki". Polacy o wieku emerytalnym

Nowelizacja zawiera wiele wymagań (i terminów), które muszą być transponowane do naszego prawa. Mowa m.in. o strategicznych dokumentach jak Krajowy Plan Renowacji Budynków (KPRB).

- Dla wielu wymogów przewidziany jest termin np. wycofania z początkiem 2025 r. publicznego wsparcia do zakupu i instalowania nowych źródeł ogrzewania budynków wykorzystujących paliwa kopalne, czyli również gazu ziemnego. To się udało, z innymi terminami jest gorzej - tłumaczy Ruszkowski.

KPRB powinien być przyjęty przez każdy kraj UE do końca tego roku. Zdaniem Ruszkowskiego Ministerstwo Rozwoju i Technologii "wykonało dobrą robotę", ale problem leży gdzie indziej.

- Powołali konsorcjum, które przygotowało wstępny projekt, poddany publicznym prekonsultacjom na przełomie 2024-2025. Na tej podstawie powinien powstać właściwy projekt, który po konsultacjach publicznych powinniśmy przedłożyć KE do końca 2025 r. Tymczasem projekt leży od miesięcy w KPRM i nie może doczekać się wpisu do rejestru prac. Po konsultacjach publicznych, które kiedyś się odbędą, czeka nas jeszcze uwzględnienie uwag KE. Aby zdążyć przed końcem 2026 r., potrzebujemy cudu - kontynuuje.

Miliony budynków

Według KAPE w Polsce jest ponad 15,2 mln budynków o łącznej powierzchni użytkowej 2,53 mld m kw., z czego 46 proc. to budynki jednorodzinne. Budynki w Polsce zużywają w ciągu roku średnio około 402 TWh energii cieplnej, a dominują obiekty wybudowane przed 1990 r., charakteryzujące się niską efektywnością energetyczną. Z dyrektywy mają zostać wyłączone obiekty wojskowe, sakralne, rekreacji indywidualnej (np. domki letniskowe) oraz zabytki.

KAPE w projekcie podkreśla, że 60 proc. wszystkich budynków jednorodzinnych wykorzystuje jako główne źródło ogrzewania paliwa stałe, w tym węgiel i drewno. "Ten stan techniczny i eksploatacyjny prowadzi do nadmiernego zużycia energii, a jednocześnie wpływa na jakość powietrza w Polsce, szczególnie w sezonie grzewczym" - czytamy. Zwrócono też uwagę na finanse.

"Termomodernizacja jest przedsięwzięciem kosztownym, wymagającym znacznych nakładów finansowych. Dla wielu właścicieli budynków, szczególnie osób prywatnych oraz samorządów zarządzających budynkami komunalnymi, koszty te są barierą nie do pokonania" - podkreślono. Koszt implementacji dyrektywy do 2050 r. ma wynieść ok. 2,5 bln zł.

Strach przed nieznanym

Leszek Kąsek z biura analiz makroekonomicznych ING zwracał uwagę, że to sama polityka unijna powinna "zachęcać do inwestycji termomodernizacyjnych i przechodzenia na bardziej ekologiczne rozwiązania". W ramach tej polityki chodzi o wspomniane już wprowadzenie klas energetycznych czy od 2030 r. zakaz montażu w nowych budynkach samodzielnych kotłów na paliwa kopalne. Mowa też o wdrożeniu systemu ETS2, gdy spalanie węgla czy gazu w budynkach będzie obciążone opłatą emisyjną. Jak dodał dwa lata temu Kąsek, koszty użytkowania mieszkań czy domów wykorzystujących paliwa kopalne jako źródła ogrzewania będą rosnąć.

Może to prowadzić do wzrostu cen mieszkań o najwyższej charakterystyce energetycznej i prawdopodobnie spadku cen budynków-wampirów energetycznych. Z zastrzeżeniem, że rynek odpowiednio zróżnicuje wzrost kosztów utrzymania i potrzeby inwestycyjne w poszczególnych klasach energetycznych budynków - wyjaśniał Kąsek.

Ruszkowski uważa, że negatywne opinie z 2024 r. wynikają m.in. z niedorzecznych propozycji, które "grzali politycy i media wspierający antyunijne narracje". Nowelizacja ma być szansą dla Polaków.

- Mieszkający w 100-letnim domu, palący węglem i bardzo słabo uposażony Polak nie tylko nie jest do niczego dyrektywą zmuszony, za to pierwszy raz w polskiej historii od trzech lat ma szansę otrzymać od państwa w prezencie 170 tys. zł na termomodernizację jego prywatnego domu. Po ostatnich zmianach w programie Czyste Powietrze ma też nareszcie lepszy mechanizm broniący go przed oszustami, pomoc w procesie składania i rozliczania wniosku i jeszcze darmowy audyt energetyczny. Nie było, nie ma i śmiem twierdzić, że nie będzie drugiego tak hojnego programu pomocowego w naszym kraju - uważa Ruszkowski.

I dodaje, że dyrektywa budynkowa przewiduje, że na każde 60 tys. mieszkańców należy zapewnić mieszkańcom tzw. one-stop-shop czyli punkt kompleksowego doradztwa energetycznego, gdzie będzie można jeszcze złożyć wniosek o dofinansowanie i znaleźć audytora i wykonawcę. - Czy będzie to realne – to odrębna kwestia - ocenia nasz rozmówca.

Żeby ułatwić i "odczarować" termomodernizację kluczowe jest wprowadzenie jasnych procedur wsparcia finansowego – dotacji czy kredytów preferencyjnych. KAPE oceniło, że jest to problematyczne, co "skutecznie zniechęca inwestorów do podejmowania działań".

Ponadto "kolejnym wyzwaniem jest brak świadomości i wiedzy o korzyściach płynących z termomodernizacji. Wielu właścicieli budynków nie zdaje sobie sprawy z długoterminowych oszczędności wynikających z poprawy efektywności energetycznej, a także z dostępnych instrumentów wsparcia".

Poziom klasy energetycznej wpłynie na wartość nieruchomości, ale zdaniem Ruszkowskiego, "nie dajmy się zwariować".

- One nie sprawią, że trwoniący energię wampir energetyczny, w którym codziennie trzeba palić w piecu i wynosić popiół stanie się nagle mało warty. On po prostu już jest mało warty. Klasy i nowe świadectwa pomogą lepiej to uzmysłowić. Budynki i lokale o gorszych klasach energetycznych będzie można np. od razu łatwo odfiltrować w wyszukiwarkach. Domy i lokale o gorszej charakterystyce energetycznej będzie coraz trudniej sprzedać i wynająć. Dla wielu właścicieli będzie to motywacja do podejmowania trudu modernizacji prywatnych budynków, do inwestowania w podnoszenie klasy energetycznej, a przy okazji bardziej doceniane będzie każde wsparcie, jakie będą mogli na ten cel otrzymać ze środków publicznych - tłumaczy Ruszkowski.

Ekspert uważa, że dzięki klasom energetycznym "kwestia efektywności energetycznej domów, mieszkań i biur stanie się intuicyjna, bliższa i bardziej zrozumiała dla wszystkich".

Oprócz ceny, metrażu, lokalizacji, sąsiadów i widoku z okna, większą wagę będziemy przywiązywać do łatwiejszych do wyobrażenia kosztów eksploatacji budynku, który zamierzamy wynająć lub kupić - uważa Ruszkowski.

Jego zdaniem klasy energetyczne to dla państwa "świetny miernik postępu polskiej fali renowacji i wymarzone narzędzie do programowania narzędzi finansowego wsparcia".

- Po trzecie nowa metodyka ma szansę być bardziej logiczna i lepiej oddawać rzeczywistość – obecnie np. można na świadectwie (czyli "na papierze") zredukować – czysto obliczeniowo – wskaźnik zapotrzebowania na energię (EP) nie dokonując w budynku dosłownie żadnych prac termomodernizacyjnych, a jedynie wymieniając kocioł z węglowego na biomasowy. To jeden z absurdów, które najwyższy czas z naszego prawa wywalić - zauważa ekspert.

"Rz" zaznacza, że gdy trwały w Polsce prekonsultacje, Komisja Europejska ogłosiła nowy akt wykonawczy dot. poziomu minimalnych wymagań dotyczących charakterystyki energetycznej budynków. A to wydłużyło proces implementacji dyrektywy. Dlatego Krajowy Plan Renowacji Budynków ma trafić do KE do końca roku, chociaż pierwotnie zakładano, że nastąpi to w 2025 r. Klasy energetyczne budynków funkcjonują już w Irlandii, Francji, Austrii czy na Litwie.

Za brak implementacji nowych przepisów w teorii Polsce grożą kary. O tym może zadecydować TSUE, co może trwać latami.

- Pod tym względem EPBD nie różni się od innych dyrektyw. Nie będzie pierwszą i niestety pewnie nie ostatnią opóźnioną dyrektywą. Myślę nawet, że sankcje TSUE są w jej przypadku bardziej odległe, gdyż Polska bynajmniej nie jest jedyna, która z nią zwleka. Rzecz w tym, że w tych rozważaniach łatwo przeoczyć istotę problemu: my wcale nie potrzebujemy zwiększenia tempa, jakości i wsparcia dla renowacji budynków ze względu na jakąś unijną dyrektywę, tylko ze względu na wyzwania wokół nas – geopolityczne, środowiskowe, gospodarcze i społeczne. Tracimy czas na jałowych i absurdalnych dziś sporach o węgiel, gaz, atom i OZE, podczas gdy potrzeby i korzyści ze zwiększenia efektywności energetycznej budynków są czymś generalnie apolitycznym i czymś, co powinniśmy wspierać ponad podziałami - uważa Ruszkowski.

Świadectwa już są

Od 2023 r. przy sprzedaży i wynajmie mieszkania, domu lub innego budynku kluczowe jest przekazanie świadectwa charakterystyki energetycznej. Jak pisaliśmy w money.pl właściciel lub zarządca nieruchomości (a także osoba ze spółdzielczym własnościowym prawem do lokalu lub spółdzielczym lokatorskim prawem do lokalu) będzie musiał przekazać dokument przy sporządzeniu aktu notarialnego umowy sprzedaży lub przy zawarciu umowy najmu.

Za niewywiązanie się z tego obowiązku grozi grzywna do 5 tys. zł. Fakt przekazania przez sprzedającego dokumentu musi zostać odnotowany w akcie notarialnym. Świadectwo charakterystyki energetycznej to dokument, który określa zapotrzebowanie na energię w związku z użytkowaniem budynku lub jego części. Nabywca domu dzięki temu dokumentowi będzie wiedzieć, jakie jest zapotrzebowanie energetyczne, niezbędne np. do ogrzania domu czy jego wentylacji.

Świadectwo charakterystyki energetycznej jest ważne przez 10 lat od dnia jego sporządzenia. Czas ten zostanie skrócony, jeśli na skutek prac budowlano-instalacyjnych ulegnie zmianie charakterystyka energetyczna budynku lub jego części (np. wymiana okien, wymiana źródła ciepła, docieplenie budynku). Wówczas należy wykonać nowe świadectwo.

Jak podaje Interia - w przypadku mieszkań koszt uzyskania świadectwa wynosi od kilkuset zł do 2 tys. zł w przypadku domów jednorodzinnych. "Koszt ten rośnie wraz z powierzchnią nieruchomości i stopniem złożoności instalacji. Ceny usługi bywają wyższe w większych miastach".

Piotr Bera, dziennikarz money.pl

Wybrane dla Ciebie