Ekspert wprost: USA nie mają wystarczającej liczby okrętów
Siły irańskie mogą trafić w każdy statek w Zatoce Perskiej, a marynarka wojenna USA nie ma wystarczającej liczby okrętów do misji eskortowych - powiedział w wywiadzie dla "Frankfurter Allgemeine Zeitung" Salvatore "Sal" Mercogliano, ekspert ds. żeglugi z Uniwersytetu Campbella w Karolinie Północnej.
Mercogliano twierdzi, że w cieśninie Ormuz Amerykanie będą musieli w najbliższych dniach udowodnić, iż "potrafią przeprowadzać przez nią statki mimo zagrożenia ze strony irańskich dronów i bezzałogowych jednostek nawodnych".
Cieśnina ma zaledwie ok. 55 km szerokości, a sama Zatoka Perska w wielu miejscach ma tylko ok. 180 km szerokości. Irańczycy mogą tam praktycznie trafić każdy statek - ocenił ekspert.
Były ambasador RP: upadek Putina może wywołać rozpad Rosji
Jest to o tyle ułatwione, że zdjęcia satelitarne są "powszechnie dostępne", a statki widać także z irańskiego wybrzeża.
- Poza tym w Zatoce roi się od małych łodzi rybackich. Nikt nie powstrzyma rybaka przed sięgnięciem po telefon satelitarny i przekazaniem pozycji tankowca- - zauważył Mercogliano.
W jego ocenie marynarka wojenna USA nie ma wystarczającej liczby okrętów, by prowadzić misję eskortową w cieśninie Ormuz. Zwrócił uwagę przy tym, że już do ochrony części Morza Czerwonego przed bojownikami jemeńskiego ruchu Huti dwa lata temu potrzebnych było pięć niszczycieli, a Zatoka Perska jest znacznie większa.
Zgodnie z wyliczeniami eksperta bojownicy Huti w ciągu dwóch lat zaatakowali 125 statków, z czego cztery zatonęły.
- Marynarka w walce z Huti wykonała świetną robotę. Ale to nie zmienia faktu, że od czasu ich ataków 10 proc. ruchu statków skierowano wokół Afryki. Ubezpieczenia nie potaniały. Zamiast płacić milion dolarów za przejście przez Morze Czerwone i pół miliona za Kanał Sueski, wielu armatorów woli za połowę tej kwoty opłynąć Afrykę. Militarnie marynarka pokonała Huti, ale strategicznie nie - twierdzi Mercogliano.
Ekspert tłumaczy, że dopóki Irańczycy eksportują ropę z wyspy-terminala Chark, to nie mają interesu w zamykaniu cieśniny Ormuz. Potencjalnie do jej blokady mogliby na szeroką skalę użyć min morskich stawianych nawet z małych łodzi rybackich czy szybkich łodzi. - Bardzo trudno je wykryć. Już sama groźba ich użycia wystarczy, by całkowicie zatrzymać ruch - uważa naukowiec.
Gdyby Amerykanie zajęli Chark, to Iran nie miałby już powodu, by utrzymywać trasę żeglugową otwartą - przekonuje Mercogliano. - Mogliby ją całkowicie zamknąć. To zablokowałoby również kluczowe dostawy żywności do Kuwejtu, Bahrajnu i Kataru - ostrzegł.
Greccy armatorzy przed szansą na zarobek
Zdaniem rozmówcy niemieckiej gazety "nie jesteśmy jeszcze w punkcie krytycznym". - Natomiast jeśli problem nie zostanie rozwiązany w ciągu najbliższych siedmiu dni, zrobi się poważnie. Dostaw skroplonego gazu z Kataru nie da się zastąpić, z ropą będzie podobnie, choć niektóre kraje, jak Chiny, Japonia czy USA, mogą sięgnąć do rezerw. Będzie to miało poważne skutki dla cen i światowej gospodarki - uważa Mercogliano.
Jego zdaniem wyjątkowi są greccy armatorzy, którzy "jeśli wyczują okazję do zarobku, wykorzystują ją". - Jeśli nagle mogą zarabiać 750 tys. dolarów dziennie zamiast 50 tys., mogą też zapłacić filipińskim czy indyjskim załogom kilkaset tysięcy dolarów ekstra. Za tę kwotę ludzie zaryzykują życie. Tak właśnie dorobił się John Fredriksen, najbogatszy człowiek w Norwegii. Podczas wojny iracko-irańskiej wysyłał tankowce do Zatoki Perskiej. W latach 1981-1988 zaatakowano tam 455 statków, z czego 55 zatonęło - tłumaczy ekspert z Uniwersytetu Campbella.
W przypadku zatopienia przez okręt podwodny USA irańskiej fregaty IRIS Dena u wybrzeży Sri Lanki, Mercogliano zauważył, że doszło do tego na "bardzo ruchliwej trasie żeglugowej". - W następny weekend ubezpieczyciele ogłosili, że mogą podnieść składki, bo USA rozszerzyły strefę wojny, atakując jednostkę na Oceanie Indyjskim. Irańczycy mogą teraz odpowiedzieć również tam. Rząd USA najwyraźniej nie wziął tego ważnego aspektu pod uwagę - twierdzi ekspert ds. żeglugi.