Oto zawód przyszłości. Tworzy się gigantyczna luka. Groźna dla inwestycji
Według szacunków Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa, do 2030 roku w Polsce może zabraknąć nawet kilkunastu tysięcy inżynierów budownictwa - alarmuje w rozmowie z money.pl Cezary Łysenko, członek zarządu Budimex SA. Tymczasem programy inwestycyjne są rozpisane nawet na 20 lat.
Jacek Losik, money.pl: Ile Budimex zatrudnia osób w segmencie drogowym i kolejowym?
Cezary Łysenko, członek zarządu Budimex SA, dyrektor operacyjny budownictwa infrastrukturalnego i ogólnego: Tylko w strukturach produkcyjnych samego Budimeksu SA mamy dzisiaj ponad 4,5 tys. osób, a jeśli uwzględnimy wszystkie spółki zależne – blisko 8 tys. W segmencie infrastruktury drogowej i hydrotechnicznej mamy zespół liczący blisko 1600 osób, zaś około 800 w samym obszarze kolejowym. Z uwagi na kompetencje te struktury elastycznie między sobą wymieniają kadrę.
Czyli ktoś jednego dnia pracuje przy rozściełaczu i układa nawierzchnię drogi, a w następnym tygodniu pracuje przy sieci trakcyjnej?
Nie tak dosłownie, bo elastyczność ta dotyczy różnych rodzajów inwestycji np. drogowych i kolejowych, gdzie często kompetencje inżynierskie się pokrywają, ale właśnie ta elastyczność i synergia działania stanowi siłę Budimeksu. W infrastrukturze kolejowej również występują drogi, chodniki, przejścia podziemne czy obiekty mostowe – duża część tych elementów jest wspólna także dla infrastruktury drogowej. W ramach infrastruktury budujemy wiadukty, mosty, przepusty, przejścia podziemne, drogi, chodniki, przebudowujemy też instalacje i sieci podziemne oraz naziemne.
Sankcje zadziałały, ale nie od razu. "Rosja ma poważne problemy"
Jakie są różnice?
Dzisiaj struktura inżynierska jest bardzo elastyczna – funkcjonuje zarówno w obszarze kolejowym, jak i w obszarze drogowym, a także hydrotechnicznym i ogólnobudowlanym. Różnica, jaka występuje, to specjalizacja w rodzajach nawierzchni oraz warunkach realizacji prac. W układzie torowym prace są realizowane w specyfice wymagań ruchu kolejowego z wykorzystaniem ciężkich zestawów maszyn. Z uwagi na charakterystykę nawierzchni, roboty drogowe wykonuje się zupełnie innym rodzajem sprzętu, gdzie różnice wynikają z rodzaju materiału, jaki stosujemy. Do każdego z tych zadań dedykowane są wyspecjalizowane zespoły. Budimex dysponuje własnym sprzętem i odpowiednią liczbą zespołów specjalistycznych do realizacji najbardziej wymagających jakościowo wyzwań.
Brak rąk do pracy to jedna z najważniejszych barier rozwoju, jakie wskazują polskie firmy, w tym z branży budowlanej. Kogo bardziej brakuje teraz na placach budowy? Inżynierów czy szeregowych pracowników?
W skrócie – brakuje i pracowników fizycznych i inżynierów budownictwa – nowych, świeżych, młodych kadr, które moglibyśmy przyuczać do rzetelnego wykonywania zawodu w przyszłości. Osoba z inżynierskim tytułem zawodowym, po skończonych studiach, jest w stanie w trakcie kariery zawodowej wyspecjalizować się w kilku obszarach. Mamy przykłady, że drogowcy odnajdują się w kolejnictwie, a kolejarze w projektach drogowych. Widzimy też, jak eksperci od dróg świetnie funkcjonują w obszarze kanalizacji sanitarnych, czy też deszczowych albo przekwalifikują się na profile elektryczno-energetyczne. Wiedza teoretyczna - matematyka i fizyka - pozostaje taka sama; różnica dotyczy przede wszystkim specyfiki poszczególnych branż oraz wiedzy, którą można nabyć w trakcie praktyki zawodowej.
Niedobór siły roboczej to problem, o którym bardzo często się słyszy, można wręcz przyjąć, że to nic takiego. Praktycznie chyba nie ma branży, gdzie by go nie było, co jest też efektem kryzysu demograficznego. Jak groźny jest to problem w budownictwie?
Średnia wieku osób, które posiadają odpowiednie doświadczenie i uprawnienia do pełnienia samodzielnych i decyzyjnych funkcji na budowie – takich jak kierownik robót czy kierownik budowy – przesuwa się z roku na rok bliżej w stronę grupy 50 plus. Patrząc na to, że wiek emerytalny wynosi dziś 65 lat w przypadku mężczyzn (60 lat w przypadku kobiet - przyp. red.), te osoby będą aktywne zawodowo jeszcze przez około 15 lat.
Z drugiej demografia sprawia, że branże coraz chętniej decydują się sięgać po tzw. silversów. Zachęty podatkowe do powrotu do pracy z sukcesami skłaniają np. greckich emerytów. W Polsce i w tej branży to nie wystarczy?
Może część osób, o których mówiłem, popracuje nieco dłużej, ale i tak mamy około 15 lat na wypełnienie luki, która tworzy się praktycznie od dekady. Potrzebujemy, aby młodzi inżynierowie pozyskiwali uprawnienia po studiach, żeby była ich odpowiednia ilość – tak by mogli zastąpić kadrę, która będzie odchodzić. Ogółem – to warunek konieczny, żeby sprostać wyzwaniom, które są przed nami.
A pracy dla budowlańców, patrząc na same plany Ministerstwa Infrastruktury, nie zabraknie.
Są programy drogowe i kolejowe, ale proszę zauważyć, że mamy jeszcze cały program CPK, a także program związany z atomem. Czeka nas również rewolucja digitalizacyjna – w zakresie systemów informatycznych i przesyłu danych. Do tego dochodzi cały program inwestycyjny związany z bezpieczeństwem kraju i Europy. To są programy dedykowane na co najmniej 5-20 lat do przodu. Jeżeli w latach 2014-2015 absolwentów budownictwa na terenie całej Polski było blisko 13,5 tys., a w ubiegłym roku już tylko 8 tys., to mówimy o spadku blisko 40-procentowym. Nasz kraj cały czas inwestuje w rozwój gospodarki, co przekłada się na konieczność realizacji ambitnych inwestycji. Do tego potrzebujemy wykwalifikowanej kadry inżynierskiej.
Jeśli trend się nie odwróci, co nas czeka?
Jeśli trend się nie odwróci, czeka nas poważna luka kadrowa. Według szacunków Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa, do 2030 roku w Polsce może zabraknąć nawet kilkunastu tysięcy inżynierów budownictwa. Jednocześnie maleje liczba osób aktywnych zawodowo, co zawęża pulę kandydatów. To szerszy problem demograficzny: społeczeństwo się starzeje, a młodych wchodzących do zawodu jest zbyt mało, by wypełnić lukę. W efekcie utrzyma się rynek pracownika, w którym firmy będą coraz mocniej konkurować o doświadczonych specjalistów. Kluczowe będzie nie tylko pozyskiwanie nowych osób, ale też inwestowanie w ich rozwój i utrzymanie kompetencji.
Powiedzmy, że ma miejsce kadrowy cud i na rynku nagle pojawia się wystarczająca liczba nowych rąk do pracy. Ilu Budimex jest skłonny zatrudnić?
My non-stop mamy otwarte rekrutacje na 200 inżynierów. Uważam, że w najbliższych dwóch latach, kiedy to przewidywany jest wzrost aktywności na projektach związanych z Portem Polska oraz elektrowni jądrowej, jesteśmy w stanie zagospodarować jeszcze blisko 1000 inżynierów różnych branż.
Dobrze, ale mam jednak wrażenie, rozmawiamy głównie o tych samodzielnych osobach na placu budowy, a nie każdy przecież może albo chce iść na studia. Co z niższymi szczeblami kadr?
Po technikach budowlanych również można uzyskać uprawnienia – choć w ograniczonym zakresie. My mamy osoby ze średnim i zawodowym wykształceniem, które pełnią istotne funkcje na budowie. W procesie budowlanym bardzo ważnym elementem są zasoby ludzkie ze średnim wykształceniem zawodowym. W praktyce to doświadczenie i umiejętności decydują o zakresie obowiązków i wynagrodzeniu – praktyka czyni mistrza.
Sporo w kontekście branży budowlanej mówiło się o destrukcyjnym efekcie wojny w Ukrainie, która wydrenowała rynek z tysięcy rąk do pracy. Tutaj mówimy głównie o pracownikach fizycznych, bez uprawnień. Gdzie Budimex ich poszukuje? Widać powroty naszych wschodnich sąsiadów, czy – śladem wielu innych firm – wzrok sięga dużo dalej?
Budimex ma to szczęście, że ma ugruntowaną pozycję rynkową i jest cenionym na rynku pracodawcą – u nas fluktuacja pracowników na najniższym szczeblu jest dość niska. Muszę podkreślić, że większość stanowisk mamy obsadzonych pracownikami z Polski – tylko niewielka część jest zajmowana przez pracowników z Ukrainy i to najczęściej przez tych, którzy do Polski dotarli kilka, kilkanaście lat temu i są z nami już długo. W tym obszarze my jako firma nie mamy problemów, natomiast widzimy, że nasze firmy podwykonawcze – czyli nasi partnerzy, z którymi współpracujemy - którzy odczuwają je coraz mocniej.
Jak to wygląda z ich perspektywy?
Wcześniej w dużej mierze bazowali na pracownikach z Białorusi i Ukrainy, a dziś muszą szukać innych rozwiązań, sięgając po pracowników z Filipin czy Indii. W pewnym stopniu pozwala to zastąpić pracowników, którzy wrócili na Ukrainę albo przenieśli się dalej na zachód Europy. Ten obszar wymaga wsparcia ze strony państwa – również z myślą o naszych partnerach biznesowych, bo pozyskiwanie pozwoleń na pracę dla osób spoza Europy nie jest proste.
A podwykonawcy - myślę, że to warto zaznaczyć - są kluczowi dla inwestycji, bo chociażby dzięki nim nie potrzeba przerzucania z jednego końca kraju na drugi.
Z reguły jest tak, że to generalny wykonawca deleguje na kontrakt swoich inżynierów i zespół zarządzający, którzy prowadzą budowę od początku do końca – często przez 3 do 5 lat. Podwykonawcy natomiast mają konkretny zakres robót do wykonania i najczęściej są na budowie około roku, czasem półtora. Współpraca z lokalnymi partnerami biznesowymi to naturalna potrzeba.
Rozwój technologii nie załatwi problemu braków kadrowych? Wyobrażam sobie, że np. im nowszy rozściełacz, o którym już mówiliśmy, to potrzeba mniej ludzi do układania nawierzchni jezdni.
Zdecydowanie jest tak, że nowe technologie w standardowych sprzętach na budowach pozwalają ograniczyć zasoby ludzkie albo przekwalifikować część zasobów. Jednocześnie skala realizowanych prac rośnie z roku na rok, więc nie możemy sobie pozwolić na uszczuplanie zespołów – potrzebujemy ludzi, tylko w innych rolach i z innymi kompetencjami.
Jakich?
Dziś znamienne jest, że operator to jest bardzo wykwalifikowana osoba - w dużej mierze znająca się na elektronice i elektrotechnice, a także umiejąca wprowadzać i analizować odpowiednie dane informatyczne w systemach urządzeń, którymi się posługuje. To dotyczy nie tylko operatorów rozściełaczy, ale również koparek, czy spycharek przy robotach ziemnych. Dzisiaj na dużych inwestycjach masowe roboty wykonuje w praktyce przy pełnym sterowaniu geodezyjnym. Automatyka w sprzętach pozwala na to, żeby część czynności wykonywać półautonomicznie, dlatego operator musi być świadom tego, co to urządzenie wykonuje po wprowadzeniu danych do systemu i musi umieć to kontrolować.
Wychodzi na to, że budowlaniec to był i jest zawód przyszłości.
Zdecydowanie tak – budownictwo było, jest i będzie zawodem przyszłości. Przed nami lata dużych inwestycji infrastrukturalnych, energetycznych i cyfrowych, a bez wykwalifikowanych pracowników nie da się ich zrealizować. To branża, która daje stabilność, realny wpływ na rozwój Polski i możliwość ciągłego rozwoju kompetencji. Jeśli ktoś chce widzieć namacalny efekt swojej pracy i uczestniczyć w projektach o strategicznym znaczeniu, budownictwo jest dziś jedną z najbardziej perspektywicznych ścieżek zawodowych.
Rozmawiał Jacek Losik, dziennikarz money.pl