Perła Trumpa zarosła glonami. Biały Dom mówi o wandalizmie
Po zakończonej na początku czerwca renowacji Stawu przed Mauzoleum Lincolna w Waszyngtonie woda szybko zmieniła się w zieloną, cuchnącą breję, a z dna zaczęła odchodzić niebieska powłoka. Prezydent Donald Trump sugeruje sabotaż.
Trump zlecił przebudowę akwenu o długości 619 m jako element przygotowań do obchodów 250. rocznicy niepodległości Stanów Zjednoczonych. Staw, znany z okolic miejsca słynnego przemówienia Martina Luthera Kinga Jr. "Mam marzenie", miał stać się pokazową inwestycją, ale po kilku dniach od ogłoszenia zakończenia prac pojawiły się glony i nieprzyjemny zapach.
- Teraz ludzie w ogóle już tu nie przychodzą, aby cieszyć się cichą przestrzenią do osobistej refleksji. Przychodzą tu, by podziwiać spektakl jednej wielkiej porażki - mówił przewodnik turystyczny Jose Lebron, stojąc nad brzegiem zbiornika.
Początkowo inwestycję zapowiadano jako szybką i tanią, za niecałe 2 mln dol., jednak ostatecznie zatwierdzono 16 mln dol. bez standardowego przetargu. Największy kontrakt, 14,7 mln dol., na oczyszczenie i pomalowanie dna zdobyła Atlantic Industrial Coatings z Florydy. Kolejne 1,7 mln dol. na system oczyszczania wody trafiło do Greenwater Services, powiązanej z funduszem powierniczym Johna J. Cafaro.
Szef BBN zdradza plany wizyty w USA. W tle rozmowy o Nuclear Sharing
- Nie ma na świecie nikogo innego, kto robiłby to, co my - powiedział Cafaro mediom, uzasadniając brak przetargu. Dno stawu, wcześniej szare, na polecenie Trumpa pomalowano na intensywny odcień flagowego błękitu (Old Glory Blue). W ostrym słońcu w płytkiej wodzie doszło jednak do masowego zakwitu glonów z rodzaju **Scenedesmus**, określanego przez ekspertów jako "syndrom nowego jeziorka".
Problem pogłębiło łuszczenie się poliuretanowej powłoki: kawałki ciemnej, gumowatej farby zaczęły unosić się na powierzchni. Gdy pracownicy parków narodowych próbowali ratować sytuację, dolewając nadtlenek wodoru, w internecie pojawiło się zdjęcie martwej kaczuszki wśród glonów i odspojonej farby.
Prezydent, wracając helikopterem z Camp David, uznał, że staw padł ofiarą wandali. "Tak samo jak trzy dni temu zniszczyli trawnik na zewnątrz przy stawie, zrobili wszystko, co w ich mocy, aby uszkodzić również właśnie zainstalowaną powierzchnię wewnętrzną stawu" - napisał Trump w mediach społecznościowych, nawiązując do wykoszonych w trawie cyfr "86 47". Dziennikarze "The Washington Post" relacjonowali jednak, że nie znaleźli śladu po opisywanej przez Trumpa ponad 90-metrowej szczelinie, a widzieli jedynie odsysanie gęstej zielonej wody.
Po zapowiedzi Trumpa o karze do 10 lat więzienia dla sprawców policja zatrzymała i ukarała grzywną 10 osób. Wśród nich znalazł się David "Davey" Hearn, 67-letni trzykrotny olimpijczyk, który podczas swojej rutynowej 100-km przejażdżki rowerowej dotknął fragmentu odspojonej farby i trafił do celi na pięć godzin bez kontaktu z adwokatem. - Jestem tylko ciekawskim obywatelem. Niczego nie zniszczyłem, nie podarłem ani nie odłamałem. Stan stawu w żaden sposób, absolutnie w żaden sposób, nie uległ zmianie pod wpływem mojego dotyku - powiedział mediom po zwolnieniu. Władze w międzyczasie ogrodziły staw, a teren patrolują także oddziały Gwardii Narodowej.