Trwa ładowanie...
Zaloguj
Notowania
Przejdź na
Marcin Walków
Marcin Walków
|

Pierwszy taki zestaw LEGO. Złożyłem Concorde'a z klocków

Concorde z klocków LEGO ma ponad metr długości i robi wrażenie tak, jak jego pierwowzór. Złożenie zestawu, który otrzymałem do recenzji, zajęło mi prawie 10 godzin. Nie liczyłem, ale w tym czasie zdążyłem obejrzeć wszystkie cztery filmy o Jamesie Bondzie z Danielem Craigiem.

9
Podziel się
1 z 12
Pierwszy taki zestaw LEGO. Złożyłem Concorde'a z klocków
Pierwszy taki zestaw LEGO. Złożyłem Concorde'a z klocków
Na złożenie zestawu potrzebowałem w sumie niespełna 10 godzin w dwóch turach. Gotowy Concorde ma ponad metr długości (money.pl, Marcin Walków)

Gdybym mógł mieć w swojej kolekcji tylko jeden zestaw klocków LEGO, byłby to właśnie Concorde. Duński producent w końcu odważył się wypuścić na rynek replikę prawdziwego samolotu pasażerskiego. Efekt naprawdę robi wrażenie. Zupełnie jak pierwowzór - Concorde zachwycał i przyciągał spojrzenia, gdziekolwiek na świecie się pojawił.

Trzeba oddać sprawiedliwość - to pierwszy Concorde z klocków LEGO, ale nie pierwszy z  klocków w ogóle. Podobny, choć mniejszy, zestaw już kilka lat temu wprowadził do sprzedaży polski producent, firma Cobi. Duńczycy zdecydowali się na większy i dokładniej odwzorowany model. Jego wymiary to 105 cm długości, 43 cm szerokości i 15 cm wysokości. Składa się z 2083 elementów. Również jego cena katalogowa jest około pięciu razy wyższa - 949,99 zł.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Tu-144, czyli "Concordski". Historia spektakularnej porażki

Concorde. Ikona lotnictwa XX wieku

Dlaczego akurat Concorde? Pewnie dlatego, że to ikona. Zarówno lotnictwa cywilnego, jak i inżynierii. Był to drugi naddźwiękowy samolot pasażerski na świecie (po rosyjskim Tu-144, którego oblatano 31 grudnia 1968 r.). Concorde był owocem francusko-brytyjskiej współpracy, który na niebie można było podziwiać przez 27 lat służby. Do dziś Concorde pozostaje niedoścignionym wzorem. Choć z biznesowego punktu widzenia samolot ten poniósł sromotną klęskę.

Concorde latał w barwach British Airways i Air France. LEGO stworzyło swój zestaw na licencji Airbusa i odwzorowało samolot w fabrycznym malowaniu - takim, jak egzemplarz 001, który wykonał pierwszy lot 2 marca 1969 r.

Concorde mógł latać nawet na wysokości 18 km nad ziemią, gdy "standardowa" wysokość przelotowa na dalekich trasach samolotów takich jak Boeing 777 czy Airbus A330 to 11-12 km. Concorde skracał czas podróży między Nowym Jorkiem i Paryżem z 8 godz. do zaledwie 3,5 godz. Samolot leciał z maksymalną prędkością około 2140 km/h, ponad dwukrotnie szybciej niż klasyczny samolot poddźwiękowy.

Podróż na pokładzie Concorde'a była doświadczeniem luksusowym. Pamiętajmy jednak, że mówimy o luksusie lat 70. i 80. XX wieku. Kabina była wąska, a ówczesne fotele klasy premium w niczym nie przypominały dostępnego dziś w klasie biznes doświadczenia i komfortu.

Składałem Concorde'a z klocków LEGO

A co można powiedzieć o doświadczeniu ze składania tego zestawu? Potrzebowałem na to w sumie niespełna 10 godzin w dwóch turach. Najbardziej żmudny i monotonny etap to składanie skrzydeł w układzie delty. Gdy zabieramy się za pracę nad kadłubem, efekty są bardzo szybko widoczne.

W przeciwieństwie do zestawów motoryzacyjnych czy nawet śmigłowca Airbusa H175, jest stosunkowo niewiele momentów, w których można popełnić błąd, który zaszkodzi efektowi. Trzeba uważać tak naprawdę, aby dobrze złożyć elementy pozwalające później wysuwać i chować podwozie.

Całość po złożeniu wygląda naprawdę dobrze. To zestaw dla dorosłych, więc - w przeciwieństwie do modeli dla dzieci - ważniejsze od zabawy w trakcie składania jest, aby konstrukcja była estetyczna i wiernie oddawała pierwowzór. Badania na temat zabawy dowiodły, że gdy dzieci lubią składać na nowo i przebudowywać modele, to dorośli traktują je jako przedmioty kolekcjonerskie i ozdoby mieszkań.

Projektanci LEGO "przygotowywali" się do takiego zestawu jak Concorde od lat, a kilka innych zestawów można dziś traktować jako eksperyment "po drodze". Widzę trochę inspiracji i rozwiązań zastosowanych już w wahadłowcu NASA i rakiecie Saturn V z programu kosmicznego Apollo. Wydaje mi się też, że Concorde to nie jest ostatnie słowo. I przetrze szlaki innym zestawom dla fanów awiacji - stąd już tylko krok do repliki Airbusa A320 lub Boeinga 737. Zwłaszcza że polski producent COBI już pokazał, że i takie zestawy są jak najbardziej "do zrobienia" z plastikowych klocków.

Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl

KOMENTARZE
(9)
mesti
5 miesięcy temu
Psychologia rozwojowa dzieci i młodzieży mówi wyraźnie, ze takie zabawki sa wrecz szkodliwe, uczą tylko starannie i dokładnie wykonać zadanie powierzone przez "górę". Zasadniczo o taki lud właśnie chodzi władcom świata. O ileż lepsze sa pierwotne klocki Lego, czyli te z których można wybudować wszystko, co tylko podsunie kreatywność, inteligencja, samodzielnie myślenie - te klocki wszystko to rozwijają,
Magis
5 miesięcy temu
Więcej radości sprawiło mi obejrzenie prawdziwego Concorda i porównanie z Tu 144, który stoi obok.....ktoś chociaż wie, gdzie?
Kinoman
5 miesięcy temu
To składał te klocki czy oglądał filmy? Bo oglądanie przy składaniu to raczej zerkanie od czasu do czasu.
Podziwiam.
5 miesięcy temu
Bardzo ciekawie spędzony czas zamiast siedzeniem przed kompem, hejtowaniem piciem, paleniem a na koniec pogrzeb na koszt podatnika.
Reality Check
5 miesięcy temu
Fajne, bezsensowne, nikomu nie potrzebne, horrendalnie drogie, hobby dla nie do końca rozwiniętych emocjonalnie łysiejących dziadków udających małe dzieci ... dziękuję, postoję ...
TOP10 - najpopularniejsze galerie
10.

Bukiet z klocków. LEGO rozwija rynek, którego przez dekady nie zauważało

Czy to będzie alternatywa dla żywego bukietu róż? Pewnie nie. Na zestaw, który złożyłem podczas redakcyjnego testu, patrzę inaczej. Jak na kolejny krok w rozwijaniu produktów dla dorosłych. Bo te rządzą się innymi prawami niż klocki dla dzieci. A przez długie lata jako rynek dla LEGO nie istniały.
9.

Dwa furgony na prąd. W ich przypadku elektromobilność nie wywołuje aż takich emocji

O ile samochody elektryczne wciąż budzą kontrowersje, to jednak jest obszar, w którym wydają się dobrym rozwiązaniem już teraz. To małe "dostawczaki", które poruszają się głównie po mieście i jego okolicach. W moje ręce do kilkudniowego testu trafiły dwa: Mercedes eCitan i Peugeot e-Partner.
8.

Toyota Yaris i Corolla w wersji Cross. To nie są auta, które mają trafić w gusta każdego

Weź popularny model ze swojej gamy, "napompuj go" i dodaj przydomek, który uczyni z niego SUV-a lub crossovera. Tak zrobiła Toyota w przypadku Yarisa i Corolli. W wariantach Cross to pomysł Japończyków, aby wypełnić kolejne rynkowe nisze i nie oddawać klientów innym markom.
7.

Ateca i Leon z tribalem na grillu. Cupra zaczynała jako "farbowany" Seat

Cupra włożyła sporo wysiłku, by przekonać, że nie jest Seatem ze zmienionym znaczkiem. Pierwszy model zaprojektowany dla niej pojawił się po dwóch latach. W przypadku Cupry Ateca i Leona zerwanie z oczywistymi skojarzeniami z Seatem jest trudniejsze. Testując oba modele przekonałem się, że nie jest niemożliwe.
6.

Testowałem dwa różne "elektryki" BMW. W obu spodobała mi się jedna rzecz

BMW i4 M50 i oraz BMW iX M60 to bardzo różne samochody, choć pod tym samym szyldem. Testując oba, zwróciłem uwagę szczególnie na jeden aspekt. To, w jaki sposób ich interfejs zdejmuje z głowy kierowcy "elektryka" część zadań.
5.

Odsłaniamy kulisy produkcji samolotów. Byłem w fabryce Airbusa

A220 to jedyny samolot Airbusa, który montowany jest w całości powstaje poza Europą. W kanadyjskich zakładach w Mirabel widziałem, jak produkowane są te wąskokadłubowe maszyny.
4.

Jeździłem nowym Renault Clio. To hybryda bez wtyczki, która w mieście udaje "elektryka"

Renault Clio E-Tech to miejski, co nie znaczy, że ciasny samochód. Dzięki technologii hybrydowej jest naprawdę oszczędny. Można nim też bez większych obaw wyjechać w trasę - o ile nie zabieramy za dużo współpasażerów i bagażu.
3.

Dostałem upgrade do pierwszej klasy. Oto jak wygląda namiastka luksusu w samolocie

Od lat byłem ciekaw, jak to jest lecieć pierwszą klasą. Miałem szczęście - podczas ostatniego lotu dostałem upgrade, czyli podwyższenie klasy podróży. Dzięki temu mogłem sprawdzić na własnej skórze, jak podróżują ci, którzy za bilet płacą kilkadziesiąt tysięcy złotych.
2.

Zrobiłem 2 tys. km chińskim "elektrykiem". Ale już drugiego dnia miałem ochotę go oddać

Nawet luksusowy samochód elektryczny wyposażony w całkiem sporą baterię potrafi przegrać z problemami z ładowaniem. Te zaś odbierają sporą część przyjemności z komfortowej jazdy. Szkoda, bo Maxus Mifa9 to naprawdę ciekawa propozycja na polskim rynku, mimo kilku irytujących przypadłości.
1.

Hyundai i10 pokazuje, że przyszłość "maluchów" nie jest jeszcze przesądzona

Hyundai jasno zadeklarował, że nie zamierza porzucić najmniejszego modelu i10. Bo - o czym przekonałem się podczas testu - w świecie zdominowanym przez crossovery, takie "maluchy" wciąż mają sens. I wbrew pozorom, nadają się nie tylko do krótkich tras po mieście.